szukanie
zaawansowane
 
Środa, 1 marca 2017

Blaski i cienie Nagrody Nobla

Nagrody, nagrody i po nagrodach. Początek roku to zwykle czas podsumowań i dyskusji, między innymi o trafności ubiegłorocznych nagród literackich. Na rodzimym podwórku pojawiło się kilka kontrowersji, żadna nie przebiła jednak wyboru Boba Dylana przez Komitet Noblowski. Niektórzy komentatorzy i czytelnicy ucieszyli się z nowego otwarcia, inni krytykowali nagradzanie literackim Noblem piosenkarza, byli też tacy, którzy stwierdzili, że to nudna decyzja podstarzałych hipisów. Mimo wszystko warto pochylić się nad tym i poprzednimi wyborami Akademii Szwedzkiej. Mowa o nagrodzie, której właściwie nikt nie lubi, a jednak laureaci zawsze wzbudzają globalne zainteresowanie.

Literacka Nagroda Nobla to jedna wielka kraina sprzeczności. Wonderland książkowego środowiska, w którym zwierzęta mówią ludzkim głosem, grawitacja zawodzi, a pojawiające się tu i ówdzie głosy, że kogoś należy ściąć nie są niczym nadzwyczajnym. Historii powołania nagrody nie trzeba właściwie przypominać. Szwedzki wynalazca, poliglota i światowiec Alfred Nobel, aktywnie działający na rynku zbrojeniowym i w różnych ruchach na rzecz pokoju, poleca w testamencie powołanie funduszu, z którego środków nagradzane będą osoby najbardziej zasłużone dla ludzkości. Pierwotny majątek pozostawiony przez Nobla wynosił około 265 mln dolarów, a nagroda miała być przyznawana raz na rok w pięciu dziedzinach: fizyki, chemii, medycyny i fizjologii, literatury i działań na rzecz pokoju. Wbrew pierwotnej intencji Nobla i (jak pokazują dotychczasowe doświadczenia) wbrew logice powołana została również nagroda ekonomiczna.

Dlaczego Nagroda Nobla w dziedzinie literatury jest wydarzeniem tak kontrowersyjnym? Wystarczy spojrzeć na jej sprzeczne cechy. To laur prestiżowy, przyznawany globalnie i tak też odbierany, wymagający dla jury i nagradzanych, otwarty na literackość w niemal każdej możliwej formie, ważny dla krytyków, czytelników i całego środowiska wydawniczego. A jednocześnie w swym podstawowym kształcie wręcz zaściankowy, niezmienny, pełen subiektywnej zakulisowej gry, z podstarzałymi członkami zapatrzonymi w specyficzną literaturę (pisaną często na jedno kopyto) i od dawna otwarcie wyśmiewany. Ktoś mógłby powiedzieć, że wielkość i sława zawsze niosą za sobą krytykę i szydercze komentarze postronnych. Sprawa nie jest jednak taka łatwa. Wybór nowego noblisty ma duży wpływ na kształtowanie się rynku literatury z wyższej półki. Również w Polsce.

"Nobel na pewno nobilituje. Poza tym jego przyznanie przypada na okres przedświąteczny, a kupno książki to wciąż częsty prezent. Więc na pewno pomaga to sprzedaży, nawet jeśli to niszowa formuła. Wydawcy biją się o noblistów, aczkolwiek mniej niż o tytuły na rynku komercyjnym. Na aukcji o kolejny thriller w stylu "Dziewczyny z pociągu" walka jest naprawdę ostra! I to tam pojawiają się duże pieniądze. O noblistów, do dzieł których prawa są jeszcze na sprzedaż, walka jest znacznie subtelniejsza" - tłumaczy Sonia Draga, założycielka Wydawnictwa Sonia Draga, a wtóruje jej Violetta Wiśniewska, specjalista ds. promocji w Grupie Wydawniczej Foksal: "Nie było niczym dziwnym, że mieliśmy zawczasu prawa do późniejszych noblistów, gdy redaktorem W.A.B. była Beata Stasińska, zarazem prezes wydawnictwa. Ma niesamowite spojrzenie na literaturę i rynek wydawniczy. Wiedziała, którzy autorzy mają potencjał do otrzymania nagrody. Dlatego mieliśmy prawa do publikacji w Polsce Imre Kertesza, Elfriede Jelinek, Doris Lessing, a ostatnio Mo Yana i Alice Munro, tuż przed uhonorowaniem ich nagrodą. Efekt Nobla oczywiście istnieje. Każdy poważny czytelnik kupuje jakąś książkę nowego noblisty. I widać to po wynikach sprzedaży. Wynik Munro był bardzo zadowalający - sprzedaż pierwszego tytułu opublikowanego po przyznaniu Nobla wyniosła 70 tys. egzemplarzy. W przypadku Mo Yana było podobnie. Jego pierwsze książki wydane przez nas w 2007 roku to były liczby na poziomie kilku tysięcy. Wznowienie "Krainy wódki" po Noblu przyniosło kilkadziesiąt tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Natomiast efekt utrzymuje się różnie w zależności od autora. Trudna i egzotyczna literatura ma mniejszy potencjał długofalowy. Choć w przypadku Mo Yana wykorzystaliśmy to poczucie egzotyki w połączeniu z elegancją przy projektowaniu okładek, więc trzeba też umieć to wykorzystać promocyjnie".

Nie można oczywiście mówić o rekordowych wynikach - nobliści raczej nie goszczą na szczycie polskich list bestsellerów - ale umiejętność przewidzenia przyszłych laureatów to wciąż gra o sporą stawkę. Pieniądze rodzą sprzeczne interesy, a sama Nagroda Nobla zawsze była w nich pogrążona po szyję. Trudno żeby było inaczej, skoro mowa o tak wpływowym wyróżnieniu, które teoretycznie nie ma żadnych kryteriów, poza mało czytelnym życzeniem Alfreda Nobla, aby nagrodę przyznawać "najlepszym dziełom o idealistycznej naturze". Szybko zresztą zrezygnowano z dosłownego interpretowania tych słów, gdyż prowadziły one do ignorowania wybitnej literatury na rzecz poglądów politycznych autorów.

Zapomniani, wielcy i miernoty

Mommsen, Bjornson, Eucken, von Heyse, Hauptmann - czytelnikom, którzy rozpoznają choć część z przedstawionych powyżej nazwisk należy pogratulować osiągnięcia mistrzostwa w odkrywaniu twórców pogrzebanych przez czas. A przecież to wszystko literaccy nobliści. Pisarze wybrani przez pierwsze dwadzieścia lat przyznawania nagrody są nieznani i nieczytani. Często nawet we własnych ojczyznach. Pozytywnie wyróżniają się właściwie tylko trzy nazwiska: Henryka Sienkiewicza, Rudyarda Kiplinga oraz Selmy Lagerlöf (choć tej ostatniej głównie dlatego, że jest pierwszą nagrodzoną kobietą). Chyba żaden laureat tamtego okresu nie ma do dnia dzisiejszego tak wielkiego oddziaływania na swój kraj jak właśnie Sienkiewicz (więcej na ten temat w "Magazynie Literackim KSIĄŻKI" 6/2016). Na ile wynika to z wielkości pisarza, a na ile z miałkości jego czytelników jest kwestią do interpretacji.

Już w tym najwcześniejszym okresie zauważyć można stałe grzechy literackiej Nagrody Nobla: polityczny nepotyzm, a także ignorowanie nowych trendów w literaturze i głośnych nazwisk z sobie tylko znanych powodów. Niemcy otrzymali połowę swoich nagród właśnie w pierwszych kilkunastu latach, nader często nagradzani byli również Skandynawowie, zaś ignorowani Brytyjczycy i Rosjanie. Wielu do dzisiaj nie może uwierzyć, że takie nazwiska jak Tołstoj i Czechow nigdy nie otrzymały literackiego Nobla.

Narodowość noblisty jest kwestią niezwykle prestiżową, choć zarazem kontrowersyjną. Powiedzieć, że kraje biją się o nagrodę to przesada, ale z pewnością lobbują. Często skutecznie, choć czasem nie sposób jednoznacznie określić narodowości autora. Jak umiejscowić Eliasa Canettiego - urodzonego w Bułgarii, wtedy należącej do Austro-Węgier, piszącego po niemiecku, a mającego obywatelstwo brytyjskie lub Isaaca Singera - polskiego żyda, piszącego w jidisz, mieszkającego przez większość życia w Stanach Zjednoczonych, który wszakże ogromną część twórczości poświęcił środowisku chasydów z Lubelszczyzny? Takich pisarzy jest wielu. Wydaje się, że to język, w którym dzieło powstało to element nadrzędny, ale w takim wypadku pominiemy korzenie wielu postkolonialnych pisarzy jak Wole Soyinka czy V.S. Naipaul.

Kolejne lata przyznawania nagrody to prawdziwa sinusoida nastrojów. Po okresie idealistycznym i przyjętej na lata I wojny światowej strategii pokoju, przyszedł w końcu czas na większe docenienie samej literatury. To właśnie z tego okresu pochodzą wciąż żywo czytani i badani William Butler Yeats, George Bernard Shaw, Henri Bergson i Thomas Mann. Z perspektywy czasu widać wyraźnie brak twórców awangardowych i budzącego się wraz z Jamesem Joyce'em nowego modernizmu, taka twórczość była jednak zbyt nowoczesna i skomplikowana dla nastawionych dosyć tradycyjnie szwedzkich jurorów. Sam Mann został przecież doceniony za "Buddenbrooków" a nie za znacznie bardziej eksperymentalną "Czarodziejską górę". Zwrot w stronę uniwersalizmu i dzieł dostępnych dla każdego czytelnika skutkował katastrofalnymi dla literackiej Nagrody Nobla latami trzydziestymi, kiedy nagradzano pisarzy popularnych, ale często miernych. Symbolem tego okresu stała się Pearl S. Buck (wspominana obecnie jedynie poprzez negatywne zestawienie z Virginią Woolf), druga obywatelka Stanów Zjednoczonych, która otrzymała tę nagrodę, pierwsza powieściopisarka. Nobel dla Buck zapoczątkował trudną i pełną wzajemnych animozji relację Amerykanów i Akademii Szwedzkiej.

Jak zdobyć Nobla?

Najprostszą odpowiedzią byłoby: "Stworzyć, osiągnąć lub odkryć coś wyjątkowego" i choć nie jest to stwierdzenie bezpodstawne, to sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Sama procedura nie należy do najtrudniejszych. Komitet Noblowski, czyli ciało robocze Akademii Szwedzkiej, rozsyła zaproszenia członkom Akademii, profesorom literatury, laureatom z lat poprzednich i szefom ważnych związków pisarzy, czyli osobom, które są wykwalifikowane do rekomendowania twórców godnych otrzymać nagrodę. Wszystkie nominacje (zwykle jest ich ponad dwieście) przechodzą pierwszą fazę rewizji w lutym. Podejmuje się tego Akademia Szwedzka, ale pomocy udzielają im również niezależni eksperci, specjalizujący się między innymi w poszczególnych tłumaczeniach. Pierwsza shortlista zawiera dwadzieścia nazwisk, które później zostają zawężone do ostatnich pięciu. Członkowie Akademii zapoznają się dokładnie z ich dziełami przez wakacje, po czym spotykają się ponownie we wrześniu i podejmują większością głosów ostateczną decyzję na początku października.

Należy pamiętać, że poszczególne okresy mają swoją ideę przewodnią, w której powołaniu główną rolę odgrywa sekretarz stały nagrody. Jeden z najlepszych okresów w historii literackiej Nagrody Nobla został zapoczątkowany po II wojnie światowej przez Andersa Österlinga, który jako sekretarz nawoływał do nagradzania pionierów i innowatorów literatury. Dzięki jego staraniom wyróżnienia powędrowały do tak wybitnych twórców jak Beckett, T.S. Eliot, Faulkner, Hemingway i wielu innych.

Prawda jest jednak taka, że niejeden z wielkich pisarzy i poetów został wykluczony, gdyż akurat nie pasował do aktualnej koncepcji. A po śmierci nie ma już szans otrzymać literackiego Nobla. Cenę za to zapłacili choćby Valéry czy Witold Gombrowicz, którzy zmarli tego roku, gdy mieli dostać Nobla. Nie sposób również uciec od kwestii polityczności nagrody. Z pewnością niektórzy autorzy zostali odrzuceni z powodu swoich (mniej lub bardziej) kontrowersyjnych poglądów - zwykle podaje się tu przykład Jorge Luisa Borgesa i jego niewytłumaczalnej sympatii dla dyktatorów - brak jednak dowodów, by jacyś twórcy mieli otrzymać literackiego Nobla tylko dlatego, że ich poglądy były zbieżne z przekonaniami politycznymi członków Akademii Szwedzkiej. Tym bardziej, że te poglądy nie są przecież jednolite. Dlatego analizowanie nagród jedynie pod kątem ideologii i polityczności może prowadzić na manowce. Dobrze oddaje to kwestia nagradzania, czy też właściwie nienagradzania pisarek. W ponad stuletniej historii literackiej Nagrody Nobla laur otrzymało tylko czternaście kobiet, co dosyć wyraźnie wskazuje na pomijanie kobiecych autorek i prowokowało niektóre środowiska do krytykowania członków Akademii oraz oskarżania ich o seksizm i konserwatyzm. O ile w perspektywie historycznej nie sposób się z tym nie zgodzić, o tyle współcześnie sytuacja ma się inaczej. Aż pięć z tych czternastu autorek otrzymało Nobla w XXI wieku, często decydowano się na ich wybór mimo zewnętrznych ataków, a same pisarki jak Doris Lessing i Elfirede Jelinek często przyjmowały w swoich dziełach otwarcie feministyczną postawę lub jak Alice Munro i Swietłana Aleksijewicz przeżycia swoich bohaterek uczyniły motywem przewodnim dzieł.

Wiele kontrowersji wywołują relacje Akademii Szwedzkiej z Francją, samą Szwecją i Stanami Zjednoczonymi. Liczba nagród przyznanych dwóm pierwszym krajom jest bardzo wysoka, być może za wysoka. Nepotyzm wobec rodzimej literatury to ciemna plama na reputacji Akademii. Praktycznie każda nagroda przyznana Szwedom wywołała głosy oburzenia - od Selmy Lagerlöf po wybranego w 2011 roku Tomasa Tranströmera. Również jedna z najbardziej haniebnych decyzji w historii nagrody, czyli podwójny laur dla Eyvinda Johnsona i Harry'ego Martinsona, którzy byli wówczas członkami Komitetu Noblowskiego, ma wydźwięk nepotyzmu. Johnson i Martinson w pokonanym polu zostawili takie nazwiska jak Nabokov, Bellow i Graham Greene. Autor "Lolity" to zresztą jeden z najbardziej pokrzywdzonych pisarzy, bo jak zostało to niedawno ujawnione, mimo silnej nominacji przegrał również w 1965 roku, gdy nagrodzono Michaiła Szołochowa.

Bliska współpraca rynku szwedzkiego z francuskim skutkowała licznymi nagrodami dla Francuzów. Nie sposób podważyć zasadności wyróżnienia dla takich postaci jak André Gide, Albert Camus czy Jean-Paul Sartre (choć ten ostatni nie jest nawet w połowie tak popularny jak był jeszcze za życia), ale wielu francuskich laureatów wywołało szok pośród ekspertów i czytelników. Na czoło tego niechlubnego zestawienia z pewnością wybija się Patrick Modiano, pisarz nieznany nigdzie poza Francją, Włochami i Szwecją. Oczywiście, w teorii nie ma nic złego w poznawaniu nowych twórców dzięki Nagrodzie Nobla, widać to zwłaszcza przy okazji laureatów spoza europocentrycznego kręgu kultury. Choć można się zastanawiać, na ile takie "zaskakujące" wybory Akademii są zgodne z prestiżem najważniejszej nagrody literackiej, to od późnych lat siedemdziesiątych aż do dnia dzisiejszego głównymi wyznacznikami wyboru są globalność i otwartość na teksty mniej znane, a nie wahające się podejmować ważkich tematów. Skorzystali na tym choćby poeci, których pracę na powrót zauważono.

Rzecz w tym, że Modiano wypada słabo w porównaniu z innymi pisarzami znad Sekwany, a co dopiero mówiąc o całym świecie! Nawet najwięksi krytycy Houellebecqa muszą przyznać, że jednym zdaniem potrafi wywołać w czytelnikach więcej emocji niż Modiano wszystkimi książkami razem wziętymi. Poczucie egzotyki i chęć zapoznania się z nieznanym autorem mogą motywować niektórych odbiorców, lecz trudno oczekiwać, by same w sobie zbudowały świetną sprzedaż.

"Prawa do Patricka Modiano zdobyłam dosyć szczęśliwie. Miałam wcześniej umówione spotkanie z przedstawicielką wydawnictwa reprezentującego między innymi Modiano. Akurat tuż przed tą rozmową świat dowiedział się, że Francuz dostał Nobla. Także zdobycie praw do tego autora było po części konsekwencją zdarzeń wcześniejszych, ale również pewnego szczęśliwego zbiegu okoliczności. Nie ma co ukrywać, że Nobel dla Modiano był zaskoczeniem dla całego świata, również dla strony francuskiej. Jego książki były w ofercie pośród wielu innych autorów i pewnie bym się o nim dowiedziała, choć raczej bez większego entuzjazmu. W przypadku takich niszowych autorów Nobel na pewno pomaga. Dzięki nagrodzie udało się sprzedać około 20 tys. egzemplarzy, w normalnym trybie byłoby to parę tysięcy" - o kulisach zdobycia praw do książek Modiano powiedziała Sonia Draga. Nobel pomaga, ale nawet jego prestiż nie pozwala przeskoczyć pewnych granic wyznaczonych przez rynek.

Nobel w Ameryce

Zadanie, które stoi przed członkami Akademii Szwedzkiej jest do pewnego stopnia zadaniem niemożliwym do zrealizowania. Z powodów logistycznych na równi z samą - subiektywną bądź co bądź - naturą nagród literackich. Krytycy tacy jak Tim Parks z The New York Review of Books uważają, że obecny system oceny jest przestarzały i nie ma żadnego sensu w zestawianiu z wielkością nagrody. Wskazują, że samo jury jest zbyt jednolite i stare, by rozumieć nowe prądy w literaturze. I mają sporo racji. Zwłaszcza krytycy ze Stanów Zjednoczonych, gdyż antypatia Akademii Szwedzkiej wobec amerykańskiej literatury sięga momentami groteskowych rozmiarów, czego symbolem stały się słowa Horace'a Engdahla, który w latach 1999-2009 był stałym sekretarzem Akademii: "Potężną literaturę znajdziemy we wszystkich wielkich kulturach, ale nie sposób uciec od faktu, że to Europa pozostaje centrum literackiego świata. A nie Stany Zjednoczone. USA są zbyt wyizolowane, zbyt zaściankowe. Tłumaczą za mało i nie uczestniczą w wielkim dialogu literatury. Ta ignorancja ich ogranicza". Nawet jeśli w tych słowach było trochę prawdy (zwłaszcza jeśli chodzi o niedobór zagranicznych tłumaczeń), to wykształcony profesor powinien widzieć ironię zawartą we własnych słowach. Dokładnie to samo można by przecież powiedzieć o Akademii Szwedzkiej!

Paradoksalnie tegoroczny wybór Boba Dylana wcale nie świadczy o nagłej miłości, jaką Szwedzi zapałali do amerykańskiej literatury. Wielu odebrało to wręcz jako kolejny policzek. Przede wszystkim należy zadać sobie pytanie: jakie były motywacje stojące za wyborem Dylana? Zeszłoroczny Nobel dla reportażu (pierwszy w historii nagrody) wskazuje na poszukiwanie nowych źródeł literatury. I to w miejscach dotychczas nieuznawanych przez Komitet Noblowski. Czy Dylan jest poetą? Być może, choć prędzej bardem. Jego teksty z pewnością stoją na wysokim poziomie, ale nierozerwalna więź, która łączy je z muzyką, każe wzbraniać się przed zestawianiem ich z poezją, zwłaszcza współczesną. A skoro tak, czy nagrodzenie go Noblem faktycznie świadczy o poszukiwaniu nowych trendów? Wydaje się, że nie, i to z więcej niż tego jednego powodu. Amerykański bard ma bowiem wciąż bazę wiernych fanów, ale szczytowy punkt jego sławy, wielkości i siły oddziaływania na społeczeństwo dawno przeminął. Co nie znaczy, że wiele osób nie ucieszyło się z tej nagrody.

Reakcje w Polsce i na świecie były różnorakie - od ekstatycznych po szydercze. Poparcie wyrazili Barack Obama, Stephen King i Joyce Carol Oates, której przepowiadano tegorocznego Nobla, w swoim stylu z wyboru śmiał się Jonathan Franzen. Również przedstawiciele ruchu wydawniczego są w tej sprawie podzieleni. Specjalista ds. promocji z Grupy Wydawniczej Foksal Violetta Wiśniewska dołączyła do grona patrzących na wybór Dylana z nadzieją: "Wydaje się, że to do pewnego stopnia odświeżenie nagrody. Wybranie Boba Dylana z szacunku do jego poezji to jedna sprawa, a odpolitycznienie samego wyróżnienia, tak by przestało być drugą Pokojową Nagrodą Nobla, to kolejna kwestia. Myślę, że ogólny wydźwięk w środowisku był pozytywny, choć pojawiały się też głosy, że wielu autorów z Kunderą na czele powinno dostać Nobla, bo niedługo nie będzie można im go wręczyć". Zupełnie inaczej wiadomość o tegorocznym Noblu przyjęła Sonia Draga: "To była decyzja szokująca dla całej branży wydawniczej, z kolei dla muzycznej bardzo szczęśliwa. Uważam, że wybór Dylana jest krzywdzący dla całego świata pisarzy pracujących w trudu i znoju przez lata, a przy tym kłopotliwy dla wydawców. Bo jak tu teraz wydawać jego dzieła? A przy tym to bardzo specyficzna poezja, pełna powtórzeń zawartych w refrenach. Mam dylemat, jak to będzie przyjmowane przez zwykłych czytelników, nawet tych wysublimowanych. Czy trafi ona do zwolenników poezji, czy jednak do fanów Dylana jako autora tekstów połączonych z muzyką, to się okaże".

Jeśli laur dla amerykańskiego muzyka analizować tylko pod kątem reakcji medialnych, to byłby to Nobel jak znalazł. Reakcje przecież zawsze są podzielone. Niestety, zazwyczaj gdy emocje opadają, wszyscy zaangażowani czytelnicy jak jeden mąż siadają i zaczynają zapoznawać się z najważniejszymi dziełami laureata lub laureatki. W przypadku Dylana raczej tak nie będzie. To postać na tyle znana, że ma już zbudowaną bazę zwolenników i przeciwników. Trudno też spodziewać się, żeby jeszcze czymś świat zaskoczył.

Dużo racji ma autor "Trainspotting" Irvine Welsh, który oddzielił swój podziw dla muzyki autora "Like a Rolling Stone" od popierania samej nagrody: "Jestem fanem Dylana, ale jego zwycięstwo to wynik źle pojmowanej nostalgii (...) podstarzałych, bełkoczących hipisów?" Jakkolwiek by nie było, nagroda dla Dylana to raczej rzut w tył, próba powrotu do świata, który w tej chwili jest coraz bardziej zagrożony. Świata globalnego pokoju i dzieci kwiatów. A przy tym uderza w tych, którym w teorii powinna pomóc - poetów, gdyż znów przegrywają w społecznym odbiorze z muzykami. Zwolennicy nagrody dla Boba Dylana porównywali postać tego wybitnego muzyka do Homera i choć więcej w tym taniego populizmu niż rzeczywistych podobieństw, to nawet przyjęcie takiego punktu widzenia nie usprawnia argumentacji o rzekomej oryginalności tego wyboru. Któż przy zdrowych zmysłach nazwałby Homera nowoczesnym twórcą?

Samym Amerykanom też ta nagroda wiele nie pomoże. Można tylko podejrzewać, jakie polityczne motywy stały za przyznaniem takiej a nie innej nagrody, lecz naciski na Akademię Szwedzką, by znów doceniła twórców z USA, były coraz silniejsze. Niechęć do tej literatury mimo to pozostała. Tajemnicą poliszynela są również prywatne niesnaski, które łączą Komitet z Philipem Rothem. Twórca "Amerykańskiej sielanki" i "Kompleksu Portnoya" nie ma co liczyć na zdobycie literackiego Nobla i chyba sam najlepiej zdaje sobie z tego sprawę. Nie byłby zresztą pierwszym twórcą, który z powodu krytyki Akademii Szwedzkiej musiał obejść się smakiem - dołączy do Johna Updike'a czy Lwa Tołstoja. Pozostali pisarze również byli nie do przyjęcia. Cormac McCarthy dla konserwatywnych Szwedów jawi się bardziej jak King niż Faulkner, zaś wybór Joyce Carol Oates to raczej melodia przyszłości. Akademikom pozostał więc ten nieszczęsny Bob Dylan, od zawsze na listach bukmacherów, zawsze bez szans na nagrodę.

Literacka Nagroda Nobla nie powinna z góry preferować kultury anglosaskiej (od tego mamy The Man Booker Prize), ale europocentryczne nastawienie prezentowane przez Engdahla było powrotem do pierwszych lat istnienia nagrody. Pierwszych i zarazem najgorszych, z czego zdają sobie sprawę nawet współcześni członkowie Akademii Szwedzkiej. Wprost przyznają oni na swojej stronie, że pierwszy stały sekretarz i pozostałe jury nie byli gotowi na odpowiedzialność przyznawania globalnej nagrody. Ba! Nie byli gotowi nawet na wielkość w swoim własnym środowisku, o czym świadczy brak nagrody dla Henrika Ibsena. Skoro tak wielu nie otrzymało najwyższego literackiego lauru, wypada ponowić pytanie: W jaki sposób można zdobyć literacką Nagrodę Nobla? Wpasować się w gust panującego w danym momencie sekretarza? Urodzić się w kraju, który dawno nagrody nie dostał, a może wręcz przeciwnie - w takim, który dostawał ją najczęściej? Być nikomu na świecie nieznanym szwedzkim poetą? Pewnie wszystkiego po trochu. Wciąż jednak, pomimo krytyki, kontrowersji i podupadającego (od 1902 roku) prestiżu warto być również wybitnym twórcą. To nie zaszkodziło jeszcze żadnemu z kandydatów.
Tomasz Gardziński
Materiał pochodzi z czasopisma "Magzyn Literacki Książki" Wydanie nr 245
REKLAMA
 
Nasze nowości wydawnicze
Książki z drobnymi defektami typu otarcia i zarysowania okładki, zagięte rogi, zabrudzenia lub zażółcenia bloku itp. 

Książki sprzedajemy z rabatem min. ...

"W teatrze ciągle jest najważniejszy człowiek i jego epopeja, chociażby był wiejskim głupkiem. Historię trzeba opowiedzieć, a nie wykrzyczeć! Ale to się zmienia i ta nowa efekciarska estetyka nie pasuje mi już. Ja jestem ...
1 2 3 4 5 6 7
RSS
 
Subskrybuj nasz newsletter
Jeśli chcesz być informowany o aktualnościach, podaj swój adres e-mail.
 
Popularne artykuły
Najczęściej czytane
Chmura tagów
Trwa indexowanie materiałów
lista będzie dostępna za moment.
1 Słowik
Kristin Hannah
"Słowik" Kristin Hannah to historia inspirowana biografią bohaterki francuskiego ruchu oporu, Andree de Jongh. Ale nie należy jej traktować nadto serio. A może inaczej: nie da się, po ...
2 Spójrz na mnie
Nicholas Sparks
"Spójrz na mnie" Nicholasa Sparksa traktuje o miłości, bo i o czym innym pisać może autor "Listu w butelce" czy "I wciąż ją kocham" ? A pisze jak zawsze, ani lepiej ani gorzej. Ten prozaik ...
3 Zanim się pojawiłeś
Jojo Moyes
"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes - wyciskacz łez światowej sławy.
zobacz wszystkie
 
 
 
© Copyright 2005 Biblioteka Analiz | System optymalizowany do 1024x768+, windows-1250.

Wykonanie i opieka - ENCODE Pełne rozwiązania internetowe. www.encode.pl