szukanie
zaawansowane
 
Poniedziałek, 30 marca 2009

Debaty ciąg dalszy

Biblioteka Narodowa odpowiada

Od Tomasza Makowskiego, dyrektora Biblioteki Narodowej otrzymaliśmy polemiczny tekst odnoszący się do dyskusji o stanie książki i czytelnictwa w Polsce, jaka odbyła się 26 marca w warszawskiej siedzibie Instytutu Książki, a także do relacji z tego spotkania zamieszczonej w piątek 27 marca w naszym serwisie. Poniżej zamieszczamy go w całości.

 


"Łukasz Gołębiewski nie wierzy OBOP, GUS, Eurostat i BN. W co wierzy?

W związku z tym, że w relacji ze spotkania, które odbyło się 26 marca w Instytucie Książki, poświęconemu stanowi czytelnictwa w Polsce pominiętych zostało wiele istotnych, poruszonych w jego trakcie kwestii, przede wszystkim odnoszących się do metodologii badań prowadzonych w Bibliotece Narodowej oraz ich wyników, kilka spraw wymaga ponownego zaprezentowania. Czynimy tak – nie chcąc pozostawiać Państwa jedynie z brakiem wiary co do ich wyników głoszonym przez Łukasza Gołębiewskiego, który ani w trakcie spotkania, ani w komentarzu, którym był łaskaw opatrzyć nasz komunikat (notabene jego forma i sposób umieszczenia nie odpowiada podstawowym standardom merytorycznej debaty, nie mówiąc już o normie cechującej człowieka kulturalnego) nie przedstawił żadnych merytorycznych argumentów i nie odpowiedział też na żadne z pytań, które pojawiły się pod adresem raportów jego autorstwa.

Jeszcze raz przypominam fakty potwierdzające nasze badania:

  1. Podważenie omawianych badań oznaczałoby podważenie innych badań TNS OBOP, które od 2000 roku w ramach cyklicznego, wielotematycznego sondażu Omnimas przeprowadzanego na ogólnopolskiej losowej reprezentatywnej próbie osób w wieku 15 i więcej lat (każdorazowo ponad 1000-osobowej) pyta m.in. o czytanie i kupowanie książek.
  2. Badania Biblioteki Narodowej i OBOP potwierdzone są przez inne badania. Stoją zaś w sprzeczności hiperoptymistycznymi badaniami Łukasza Gołębiewskiego. Dla przykładu badania GUS. W 2007 roku wydatki gospodarstw domowych na zakup książek, przeciętnie na jedną osobę w gospodarstwie domowym, przeznaczono 17,04 zł, co stanowiło 4,93 proc. wydatków na kulturę ogółem, lecz mniej niż w 2006 roku (4,98 proc.) i 2005 roku (5,94 proc.). Wydatki na książki cechowało jednak bardzo duże [...]
    (n)
Wyświetlono 25% materiału. Całość materiału zawiera 7718 znaków.
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1.
Abonenci Biblioteki Analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki zaloguj się
2.
Dostęp czasowy. Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Czas dostępu Opłata za dostęp Opis
15 minut 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880.
Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.

Wykupiony kod zapewnia dostęp do materiałów z tego komputera (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki).
Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Kod dostępu: zatwierdź
3.
Dostęp terminowy. Płatność kartą płatniczą lub przelewem

Za dostęp czasowy i terminowy do archiwum naszych tekstów mogą Państwo zapłacić za pomocą karty płatniczej lub przelewu bankowego.
Najpierw zostaną Państwo poproszeni o zarejestrowanie się w naszym serwisie, a następnie:

  1. Płatność kartą płatniczą: po udanej autoryzacji transakcji od razu otrzymają Państwo dostęp na interesujący Państwa czas.
    Po opuszczeniu naszego serwisu ponowny dostęp do materiałów uzyskają Państwo po zalogowaniu się aż do czasu upłynięcia czasu, na jaki wykupili Państwo dostęp.
  2. Przelew bankowy: po otrzymaniu złożonego przez Państwa w serwisie zamówienia i uznaniu środków na rachunku bankowym Biblioteki Analiz skontaktuje się z Państwem nasz pracownik celem ustalenia momentu, od jakiego życzą sobie Państwo uzyskać dostęp do archiwum naszych tekstów. Numer rachunku bankowego podany jest w potwierdzeniu zamówienia wysyłanego na podany przez Państwa adres e-mail.

Wybierz interesujący Cię okres dostępu

Komentarze czytelników

Poniedziałek, 30 marca, 2009 Barbara
zgadzam się z dyr. T. Makowskim
Odpowiedz
Zgadzam się jeżeli chodzi o stan czytelnictwa w Polsce. Nie jest najlepiej. Patrzymy z perspektywy Warszawy a Warszawa to nie cała Polska. Książki są drogie i przeciętnego obywatela z małych miejscowości i wsi nie stać na ich kupno. W bibliotekach miejscowych, gminnych, nowości też są w ograniczonym zakresie, ze względu na niezbyt wysokie fundusze na to przeznaczone. Dlatego wg mnie badania czytelnictwa są wiarygodne. To, że drukuje się tyle książek wcale nie oznacza, że tyle się czyta. Poza tym wydawnictwa nie drukują często całego nakładu, tylko część i patrzą jak się sprzedaje, co ozn., że jeżeli wydawnictwo drukuje dane nakładu, to tak naprawdę są one bardziej uwarunkowane umową z autorem niż faktycznie wypuszczoną ilością egz. na rynek.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Barbara
zgadzam się z dyr. T. Makowskim
Odpowiedz
Zgadzam się jeżeli chodzi o stan czytelnictwa w Polsce. Nie jest najlepiej. Patrzymy z perspektywy Warszawy a Warszawa to nie cała Polska. Książki są drogie i przeciętnego obywatela z małych miejscowości i wsi nie stać na ich kupno. W bibliotekach miejscowych, gminnych, nowości też są w ograniczonym zakresie, ze względu na niezbyt wysokie fundusze na to przeznaczone. Dlatego wg mnie badania czytelnictwa są wiarygodne. To, że drukuje się tyle książek wcale nie oznacza, że tyle się czyta. Poza tym wydawnictwa nie drukują często całego nakładu, tylko część i patrzą jak się sprzedaje, co ozn., że jeżeli wydawnictwo drukuje dane nakładu, to tak naprawdę są one bardziej uwarunkowane umową z autorem niż faktycznie wypuszczoną ilością egz. na rynek.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Michał Zając
a jednak coś jest nie tak......
Odpowiedz
Po lekturze tekstu p. Dyrektora Makowskiego jeszcze bardziej żałuję, że nie byłem na dyspucie w IK! Nie wiem, czy badania Biblioteki Analiz są dobrze zrobione (wiele rzeczywiście w nich tajemnic), nie wiem czy badania BN ( i OBOP) są nieobciążone błędami. Jedno jest pewne: kiedy na początku lat 90 spadło czytelnictwo i zainteresowanie książką polski rynek książki padł na kolana. Wedle badań BN w ciągu ostatnich 4 lat konsumpcja książki w Polsce spadła o prawie 40% (CZTERDZIEŚCI PROCENT). Obserwacja potoczna (kulawa metoda, ale jednak) nie wykazuje masowych bankructw księgarni, hurtowni, wydawnictw! Przy takiej zmianie byłyby one nieuniknione. Można ( i pewnie słusznie) dyskutować część wyników badań Ł. Gołebiewskiego , wzrost produkcji wydawniczej wykazywany jest także przez inne źródła (np. wycinkowe dane publikowane w Wirtualnym Wydawcy). Biblioteki publiczne nie pustoszeją w takim tempie jak kazałyby przypuszczać badania BN. Pomiędzy rokiem 2003 (czytelnictwo 60%) a 2007 (czytelnictwo 38%) spadek użytkownictwa bibliotek publicznych wyniósł 11% (\"Biblioteki publiczne w liczbach\"). Mnie taka dysproporcja zastanawia... Wydaje sie, że sytuacja wymaga dokładnej analizy. Cokolwiek by było na liczby nie można się jednak obrażać :-) Ale tylko wtedy jeżeli są trafnie zebrane i zestawione.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Łukasz Gołębiewski
w odpowiedzi - cz. 1
Odpowiedz
Odpowiedź muszę podzielić na kilka częśći, gdyż tak długi komentarz na strone nie wchodzi :)
Dokładnie tak, panie dyrektorze, w obliczu zaprezentowanych wyników podważam wiarygodność WSZYSTKICH wcześniejszych badań czytelnictwa Biblioteki Narodowej, co jest niezwykle smutne, bo nie daje nam żadnego wiarygodnego punktu odniesienia do sytuacji w latach poprzednich. Kto wierzy, że czytelnictwo w Polsce spadło z 71 proc. w 1992 roku do 38 proc. w 2008, to jego sprawa, ja nie wierzę. Nie wierzę też, że spadło o 12 proc. w latach 2006-2008 i o 20 proc. w latach 2004-2008, bo – powtórzę – nie ma żadnych wyraźnych czynników kulturowych, społecznych i ekonomicznych by obserwować taki spadek, zwłaszcza w sytuacji, w której Biblioteka Narodowa jako grupę czytającą książki ponadprzeciętnie wskazuje Internautów.
Pan dyrektor posługuje się wybiórczymi wynikami badań dla obrony tez badań podległej mu placówki. Takie Jego retoryczne prawo. Badania prowadzone przez SMG/KRC dla Izby Wydawców Prasy – na które pan dyrektor się powołuje w odniesieniu do czytelnictwa prasy – pokazują zaskakującą stabilność rynku książki! Co do badań przeprowadzonych przez OBOP dla Biblioteki Narodowej powtórzę, z żalem – tak jest, nie wierzę w ich wyniki.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Łukasz Gołębiewski
w odpowiedzi - cz. 2
Odpowiedz
Punkt ósmy zarzutów wymaga długiej odpowiedzi. Oczywiście w badaniach dotyczących bieżącej sytuacji na rynku posługujemy się w części danymi szacunkowymi oraz algorytmami zliczającymi, które co roku są lekko modyfikowane z uwagi na pewne zmiany na samym rynku (jak choćby pojawienie się kolekcji). Te algorytmy pozwalają na szacowanie rynku w taki sposób, by np. uniknąć błędów metodologicznych, o jakich pan dyrektor Makowski wspomina w punkcie 9 – bo jest rzeczą jasną, że płyt DVD czy CD nie traktujemy jako książki i staramy się wyłączać je z rynku (to też powód dla którego Agora nie jest przez nas ujmowana w tabeli przedstawiającej największych polskich wydawców; choć ujmuje ją np. Wirtualny Wydawca i uważam, że zarówno my, jak i WaszWW wybraliśmy formę „w pół drogi”), ale oczywiście dla oszacowania całego rynku książki z kolekcji są ujmowane (szacunkowo). Jeśli zdarza się nam pominąć jakieś istotne nowe zjawisko na rynku, a rynek ten przecież ewoluuje, nie tylko następuje digitalizacja kultury, ale i konwergencja mediów, w wyniku czego coraz trudniej będzie nam definiować książkę (przykładowo, od lat w naszych analizach za „książki” uznajemy fachowe publikacje elektroniczne jak np. „Lex Polonica” czy „Lex”, gdyż spełniają one użyteczności książki i powstają de facto w redakcjach książkowych). Oczywiście posiłkujemy się szacunkami także w przypadku nakładów.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Łukasz Gołębiewski
w odpowiedzi - cz. 3
Odpowiedz
Dane szacunkowe – jeśli chodzi o wartość sprzedaży – zazwyczaj bardzo niewiele różnią się od danych faktycznych publikowanych w „Monitorze Polskim B” lub składanych w sprawozdaniach finansowych w sądach gospodarczych. Oczywiście w przypadku wielkości nakładu ksiązki łatwiej powtarzać przez lata ten sam błąd, gdyż tutaj możliwości weryfikacji są ograniczone. Publikowana przez nas łączna wartość sprzedaż nie jest – jak sugeruje dyrektor Makowski – wynikiem prostego matematycznego działania polegającego na pomnożeniu średniej ceny książki przez łączną sprzedaż egzemplarzową. Przeciwnie, łączna wartość rynku jest podstawowym punktem wyjścia dla pozostałych obliczeń, a uzyskujemy ją z długiego arkusza, na który składają się dane liczbowe obejmujące ok. 1400 jednostek analitycznych – porównywalnych dla różnych okresów.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Łukasz Gołębiewski
w odpowiedzi - cz. 4
Odpowiedz
Jeżeli chodzi o dane za lata „burzliwe”, czyli okres 1990-1994 (pierwszy ranking „Rzeczpospolitej” był za rok 1994), dysponuję nimi głównie dzięki przeprowadzonym w połowie lat 90. rozmowom z często byłymi już właścicielami takich firm jak: Phantom Press, BGW, Wydawnictwo Kronika itp. oraz w oparciu o dane z firm, które rynkową zawieruchę przetrwały, poza tym dostępne są przecież dane ze Składnicy Księgarskiej, dane dotyczące sprzedaży poszczególnych firm, a zatem o szacunki nie jest wbrew pozorom tak trudno.
Kwestia badań GUS... Cóż, pojawia się pytanie o metodologię. Na pewno inne wyniki uzyskamy z badań deklaratywnych „ile wydaje pan na książki?”, a inne na podstawie liczb faktycznych. Jeśli mnie ktoś spyta, ile wydaję na książki, odpowiem, że nie mam pojęcia, a jeśli będę musiał cokolwiek wpisać do ankiety – to właśnie wpiszę „cokolwiek”. Każdy może teraz przeprowadzić na własne potrzeby taki eksperyment i zadać sobie pytanie „ile wydaję na książki?”. A zatem ile?
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Łukasz Gołębiewski
w odpowiedzi - cz. 5
Odpowiedz
W sprawie podważania wyników badań oczywiście mamy zdania rozbieżne, gdyż ja uważam, że konieczne jest podważanie NIERZETELNYCH badań. Nie przemawia do mnie przewrotny argument, który powraca w dyskusji na temat badań IKiCZ, że badania dotyczące spadku czytelnictwa mogą pomóc kulturze, gdyż na decydentach politycznych wymuszą większe dofinansowanie książek, bibliotek itp. Oczywiście, im więcej pieniędzy na książki, tym lepiej, ale też nie wierzyłbym tak bardzo w czytelnicze sumienie polityków. Ilu z nich bowiem czyta ksiązki i ile pieniędzy rocznie przeznaczają na książki? Nie to jest jednak sednem problemu. Otóż uważam tego typu myślenie za całkowicie błędne. Rynek ksiązki nie opiera się na dotacjach, lecz w znacznym stopniu na pieniądzach właścicieli, inwestorów i kredycie bankowym. Hiobowe wieści, jakoby czytelnictwo leciało w Polsce na łeb na szyję wystraszą właścicieli, banki i inwestorów, a to by było gorsze niż wielkopański gest polityka, który poruszony badaniami da na kulturę trochę więcej publicznego grosza. Powtórzę jeszcze raz – uważam, że państwo ma obowiązek wspierać kulturę i oświatę, ale nie mamy prawa odnosić wyników badań do jakichkolwiek politycznych czy gospodarczych celów. Badania muszą być wiarygodne, a nie wygodne.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Łukasz Gołębiewski
w odpowiedzi - cz. 6
Odpowiedz
A teraz jesteśmy w takiej sytuacji, że nie wiadomo czy 38 proc. Polaków czyta, czy też nie... Być może tak właśnie jest, być może błędy w badaniach pojawiły się w latach wcześniejszych. Niestety, tym gorsza to wiadomość, bo obecne badania można powtórzyć, a tych z 2006 roku powtórzyć już nie można. Pozostaje nam wierzyć lub nie badaniom IKiCZ OBOP. Ja nie wierzę.
Na koniec w kwestii tonu dyskusji. Panie dyrektorze, czy sformułowania, że badania „Biblioteki Narodowej są fałszywe i szkodliwe” oraz że „Biblioteka Narodowa powinna się ich wstydzić” wprowadzają debatę w rejony niedozwolone? Czy to jest język, z jakim tak trudno się pogodzić? Jeśli uważam dane BN za fałszywe, to mam prawić dusery? Jeśli są w moim przekonaniu szkodliwe, to mam opowiadać, że dobrze, że w ogóle są? Myślę, że debacie o książce nie zaszkodzi dobitne stawianie sprawy. A Biblioteka Narodowa, jak każda inna instytucja, podlega prawu krytyki. Ostrej krytyki również.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Józef
polemika z Ł. Gołębiewskim
Odpowiedz
Wydaje mi się, że faktycznie p. Łukasz powinien być na tej debacie. Po to były organizowane konferencje prasowe, by na nich zadawać pytania i przedstawiać swoje wątpliwości.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Michał Zając
p. Łukasz był, Zajaca nie było :-)
Odpowiedz
j.w.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Bożena K.
faktycznie
Odpowiedz
Faktycznie, z tego co wiadomo, jedna konferencja prasowa była w Bibliotece Narodowej, a druga w Inst. Książki. Wówczas na Pana wątpliwości na miejscu mógł p. Łukasz uzyskać odpowiedź. Na przyszłośc warto się wybrać.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Konrad Dz.
konferencje prasowe
Odpowiedz
Komentarze oczywiście są po to, żeby je umieszczać. Ale warto pokazać swoją twarz i bezpośrednio zadać pytanie, nie pod osłoną internetu. Tym bardziej, że są ku temu okazje.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Michał Zając
konferencje
Odpowiedz
Dziwny kierunek tej dyskusji. Podpisywać się inicjałami i zarzucać innym (którzy sie podpisali z nazwiska), ze nie pokazują twarzy i "pod osłoną internetu" piszą .... Rozumiem, ponadto, że tylko obecność na konferencjach daje prawo do dyskusji ? Ojej.
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Tomasz Dworczak dworczak1(at)o2.pl
...
Odpowiedz
A ja - głupi - myślałem, że chociaż książka będzie tym tematem, gdzie Polacy nie będą się kłócić. Jesteśmy narodem szczególnym. Polak, nawet po dostaniu się do tak zwanego nieba, będzie się wyróżniał. Będzie miał mianowicie kwadratową aureolę, bo naszą narodową czapką jest rogatywka...
Poniedziałek, 30 marca, 2009 Ł.G.
kwadratowa aureola
Odpowiedz
ładnie powiedziane!
Wtorek, 31 marca, 2009 Artur
bez histerii
Odpowiedz
Podzielam pogląd pana Gołębiowskiego. Ja też nie wierzę badaniom prowadzonym przez skompromitowane sondażownie, działające na zamówienia polityków i dziwię się Bibliotece Narodowej, że korzysta z ich usług. Inna rzecz, to rozgłos nadawany wynikom. Toż to już prawdziwa histeria. Polacy nie czytają książek. To tak jakby badający nie zauważali zmian w otoaczającym świecie, powstania nowych mediów, nowych form komunikacji. Po wtóre, przestańmy się egzaltować czytelnictwem czegokolwiek, w tym byleczego. Cała Polska czyta dzieciom, ale co? Podobnież, można powiedzieć. Osoby piśmienne czytają mało, ale czego nie czytają, jeżeli książek pośledniej wartości, to doprawdy niewielka strata.
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny s.wierny(at)bn.org.pl
Primum legere deinde commentari!
Odpowiedz
Niniejsza dyskusja jest ciekawym przyczynkiem do zjawiska dyskutowania o tekstach (i książkach), których się nie czytało. Dlatego, tym dyskutantom, dążącym do czegoś więcej niż tylko do wyrażenia swoich prywatnych opinii, przekonań czy spostrzeżeń i chcą zrozumieć, na czym polegają komentowane przez nich badania czytelnictwa i zakupów książki, zwracam uwagę, że rezultaty badań IKiCz BN, założenia oraz metodologia są każdorazowo omawiane w publikowanych przez Bibliotekę Narodową raportach badawczych, wydawanych co dwa lata w formie nota bene książkowej. Od 1992 r. metodologia badań IKiCz nie uległa znaczącym zmianom i było chyba dość czasu, aby nomen omen kupić jeden z tych raportów, np. ostatnio wydany (G. Straus, K. Wolff, S. Wierny, „Czytanie, kupowanie, surfowanie”), a może nawet przeczytać, aby wyjaśnić wszelkie wątpliwości.
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny s.wierny(at)bn.org.pl
Primum legere deinde commentari!
Odpowiedz
Instytut Książki i Czytelnictwa BN tą metodą prowadzi badania czytelnictwa od 1975 r., a od 1992 r. w sposób cykliczny. Nie są to badania opinii o czytaniu i kupowaniu książek, tylko rzeczywistych praktyk czytelniczych, weryfikowanych poprzez podawanie tytułów czytanych i (lub) kupowanych książek. Reprezentatywne badania społeczne mają to do siebie, że często nie potwierdzają naszych wyobrażeń, potocznych obserwacji i stereotypów, co właśnie stanowi potwierdzenie ich wiarygodności, ponieważ w ten sposób pokazują bardziej obiektywny stan rzeczy, kreślony z szerszej perspektywy, niż nasz wąski odcinek rzeczywistości. Naprawdę, jeżeli się czegoś nie widzi z naszego podwórka, nie oznacza to, że tego nie ma.
Środa, 1 kwietnia, 2009 s.wierny
cd.
Odpowiedz
Nie ma wątpliwości, że wszystkie raporty badawcze IKiCz BN miał w rękach Łukasz Gołębiewski, gdyż w swoich corocznych „Raportach o rynku książki” często i gęsto z nich korzystał (nie zawsze z należytym przywołaniem źródeł). Tym niemniej nagle, w 2007 roku rezultaty tych badań przestały mu, jak widać, odpowiadać. Dlaczego? Bo odsetek czytelnictwa i zakupów książek zaczął wśród Polaków spadać, co nie zgadzało się z jego ustaleniami o rosnącym rynku książki. Ciekawe, że autor tak bezpardonowych ataków na niezależne, ogólnopolskie badania, zupełnie bezkrytycznie podchodzi do zbieranych przez siebie deklaracji wydawnictw, które są w tym przypadku stroną jak najbardziej zainteresowaną w tworzeniu swojego pozytywnego wizerunku.
Środa, 1 kwietnia, 2009 Ł.G.
bezkrytycznie
Odpowiedz
bezkrytycznie to moim zdaniem podchodzi Biblioteka Narodowa do własnych opracowań i nie ma w ogóle w zwyczaju poprawiania błedów z lat poprzednich, nawet jeśli sa jej one doskonale znane! Nigdy nie podchodziłem do deklaracji wydawców bezkrytycznie, stąd późniejsza weryfikacja danych ("Monitor Polski B", dane ze sprawozdań finansowych składanych w sądach gospodarczych, weryfikacja danych u dystrybutorów). Oczywiście czasami możemy pewne rzeczy prostować z opóźnieniem (np. w stosunku do rankingów "Rzeczpospolitej" - proszę zresztą porównać dane z rankingów w "Rz" i z "Rynku książki w Polsce", często są inne, a jeszcze inne np. w kolejnych wydanaich "RKP" po kolejnych weryfikacjach).
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny s.wierny(at)bn.org.pl
Punk's dead, book is not!
Odpowiedz
Jeszcze ciekawsze, że raporty o rosnącym rynku książki nie przeszkodziły Ł. Gołębiewskiemu napisać książki o… Śmierci książki, w której wieszczy ni mniej ni więcej tylko ulice bez księgarń, osiedla bez bibliotek! Autor, który pisze, że książka stanie się ekstrawaganckim bibelotem, jednocześnie kwestionuje dane o spadku czytelnictwa i sprzedaży książek!
Środa, 1 kwietnia, 2009 Ł.G.
no future for me & for You
Odpowiedz
bardzo trafna uwaga, sam mam świadomość tej mało komfortowej sytuacji :) Ale po pierwsze, badania dotyczą A.D. 2008 a nie dajmy na to 2012, kiedy to - na marginesie - nastąplić ma koniec świata. Po drugie, sądzę że już za moment przestaniemy badać czytelnictwo książek, lecz czytelnictwo on-line i off-line, a książki będą mieścić się w tej drugiej kategorii. Ale drogi Panie, przecież czytanie e-booka też jest czytaniem książki! (nie wiem czy IKiCZ ma zamiar w ogóle uwzględniać w swoich badaniach cywilizacyjne zmiany, jeżeli nie, to być może czytelnictwo książek faktycznie za ileś tam lat spadnie do zera). Większy metodologiczny problem będziemy mieli z hipertekstem niż z e-bookiem, który wymyka się prostej kwalifikacji... Dla badaczy literatury, a i czytelnictwa książek, nadciągają bardzo trudne czasy i konieczność redefinicji wielu ważnych kulturowo pojęć.
Środa, 1 kwietnia, 2009 s.wierny
Czytelnictwo w Sieci
Odpowiedz
No i masz babo placek! Przecież od 2002 r. badamy użytkowanie Internetu i czytelnictwo w Sieci - najpierw tylko elektronicznych wersji książek, a w 2006 także prasy, blogów, forów i grup dyskusyjnych, czy wreszcie stron interentowych oraz wiadomości z portali. Widać muszę się zareklamować i ponownie polecić do lektury choćby ostatnio wydany raport IKICZ BN pt. "Czytanie, kupowanie, surfowanie". Primum legere...
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny s.wierny(at)bn.org.pl
Łatwiej nie wierzyc niz ruszyc głową
Odpowiedz
Zamiast więc tworzyć świat środowiskowych iluzji i samozadowolenia należałoby raczej przeanalizować przyczyny rosnącego w ostatnim roku rynku książki. W tym celu trzeba zdać sobie sprawę, jacy aktorzy kreują dzisiaj stronę popytową rynku książki, czyli mówiąc prościej: kto jest nabywcą książki? Oczywiste, że są to nie tylko nabywcy indywidualni, których wyłącznie dotyczą omawiane tu badania IKiCz BN, ale również nabywcy instytucjonalni. Wśród tych ostatnich pierwszoplanową rolę odgrywają biblioteki publiczne, które od 2005 r. były zasilane coroczną dotacją na uzupełnianie zbiorów Ministra Kultury w wys. Ok. 30 mln. zł. W związku z tym w roku 2007 wydatki na same książki bibliotek publicznych wrosły do ponad 70 mln zł. Warto, zatem by wydawcy uświadomili sobie wreszcie tę ważną prawdę, powtarzaną przez IKiCz od kilku lat, jak ważnym odbiorcą są dla nich biblioteki publiczne. Ci zaś, którzy jak dotąd nie słyszeli „o gigantycznych zakupach” bibliotek już o nich na pewno nie usłyszą, gdyż w tym roku dotacja na zakupy została obcięta o do 10 mln zł.
Środa, 1 kwietnia, 2009 Zofia Zasacka zofiazasacka(at)wp.pl
nowe wyzwania
Odpowiedz
Dla badaczy kultury, w tym i czytelnictwa nastały przede wszystkim ciekawe czasy i nowe wyzwania, bowiem wyraźne zmiany cywilizacyjne, kulturowe obejmują nasze społeczeństwo. Ostatnie lata upwszechnienia nowych mediów zmieniają funkcjonowanie tradycyjnej książki oraz naszą piśmienność, wymagają nowych umiejętności, kształtują nowe zachowania... Komentowane ty wyniki badania sygnalizują właśnie zmiany w trendach kulturowych, wskazują na pogłębiające się różnice społeczne w praktykach czytelniczych, na obszary społeczne w których książka jest nieobecna i na te grupy społeczne, które są spragnione lektury. Dotyczą innej materii niż dane z finansowych relacji przedsiębiorstw czy badania rynku, inaczej się je bada i interpretuje....Spór toczący się wokół wyników dotyczy niewspółmiernych obszarów, nie jest kwestią wiary lub nie w wyniki, ale innej perspektywy na inny przedmiot badania.
Środa, 1 kwietnia, 2009 s.wierny
Czytelnictwo w Sieci
Odpowiedz
No i masz babo placek! Przecież od 2002 r. badamy uzytkowanie Internetu i czytelnictwo w Sieci - najpierw tylko elektronicznych wersji książek, a w 2006 także prasy, blogó, forów i grup dyskusyjnych, czy wreszcie stron interentowych oraz wiadomości z portali. Widać musze się zareklamować i znów polecić do lektury choćby ostatniraport IKICZ BN mojego współautorstwa "czytanie, kupowanie, surfowanie".
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny s.wierny(at)bn.org.pl
Łatwiej nie wierzyc niz ruszyc głową.cd
Odpowiedz
Przy czym mowa tu wyłącznie o wydatkach ponad 8 tys. bibliotek publicznych, bez uwzględnienia ponad tysiąca bibliotek naukowych, akademickich czy ponad 15 tys. Bibliotek szkolnych. Razem: przynajmniej 10 tysięcy różnego rodzaju bibliotek rokrocznie realizujących swoje budżety na zakup nowości książkowych. Na koniec, ale nie mniej ważni, pozostają inni nabywcy instytucjonalni, czyli wszelkiego rodzaju urzędy, organizacje rządowe i pozarządowe, czy wreszcie firmy.
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny
Na czym rośnie rynek ksiązki
Odpowiedz
Ale to oczywiście byłby tylko wstępny krok do niezbędnej analizy, wyjaśniającej, jak przy spadających zakupach indywidualnych mogą rosnąć obroty wydawnictw i (oraz?) sprzedaż książek, bo wbrew pozorom nie są to rzeczy tożsame. Poza sygnalizowanym już niejednokrotnie wzrostem cen samych książek, także systematycznie rosną w ostatnich kilku latach dotacje dla wydawnictw przyznawane przez instytucje rządowe, pozarządowe, czy wreszcie unijne. Okazuje się, w jak dużym stopniu „wolny rynek” książki jest w naszym kraju wspomagany państwowo i instytucjonalnie, począwszy od produkcji (dotacje ministerialne, programy unijne, itp.), a skończywszy na zbycie (dotacje ministerialne do zakupów).
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny
Na czym rośnie rynek ksiązki?
Odpowiedz
Weryfikację tezy, że rynek książki rośnie na państwowym garnuszku przyniesie ten rok i związane z nim spore cięcia budżetowe (spadek dotacji dla bibliotek o 2/3 w porównaniu z 2008 rokiem, spadek dotacji na zakup podręczników do 35 mln), kiedy sytuacja wydawnictw stanie się nieco bardziej rynkowa, a tym samym bardziej zbliżona do sytuacji gospodarstw domowych, które na książki muszą przeznaczać własne pieniądze. Na szczęście dla wydawców pozostaną jeszcze dotacje unijne.
Czwartek, 2 kwietnia, 2009
Na czym tak urósł rynek książki? PS.
Odpowiedz
Oczywiście miałem tu również na myśli, właśnie zawieszaną, dotację Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego do wydawania podręczników akademickich. Ale nie wspomniałem o tym, bo cóz to jest 5 mln zł dla rynku oszacowanego na 2.5 mld? Jesli dane IKICZ BN o spadku czytelnictwa i zakupów indywidualnych są niewiarygodne, to nie ma się czym martwić.
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny
I kto tu jest niewiarygodny?
Odpowiedz
Rynek książki niewątpliwie rośnie, ale czy aż tak jak wskazuje to Gołębiewski w swoich raportach? Na jakiej właściwie podstawie autor szacuje wielkość globalnej sprzedaży książek w Polsce, skoro połowa wydawnictw z pierwszej dziesiątki jego listy z 2007 uczciwie nie podała wielkości swoich nakładów? Jak można uznać za wiarygodną liczbę niemal 130 mln książek sprzedanych w r. 2006, skoro „Ruch wydawniczy w Liczbach” Biblioteki Narodowej podaje za ten sam rok liczbę niecałych 80 mln wydanych egzemplarzy? Można by słusznie zauważyć, że urzędowe dane „Ruchu Wydawniczego” są niekompletne, gdyby nie fakt, że BN jednocześnie odnotowała wydanych prawie 25 tys. tytułów książek, podczas gdy Ł. Gołebiewski jedynie niecałe 20 tysięcy! Komu zatem wydawnictwa przekazują bardziej miarodajne dane o nakładach, a u kogo chcą się tylko pokazać w dobrym świetle?
Wtorek, 31 marca, 2009 s. wierny
Ściąć posłańca złych nowin?
Odpowiedz
Uczestnikom rynku książki powinno zależeć na bezstronnej analizie sygnałów płynących z otoczenia, nawet jeżeli jej wynik nie jest dla nich budujący, a nie stosować taktyki strusia: nie chować głowy w piasek, tylko stawić czoła nadchodzącym wyzwaniom. Reprezentatywne, ogólnopolskie badania czytelnictwa i zakupów książki IKICZ nie są robione w niczyim interesie (w raportach BN nie ma reklam), nie są też po to, by kogoś dowartościować, tylko służą pokazaniu obiektywnych tendencji, istniejących niezależnie od naszej wiary czy niewiary. A diagnoza postawiona wcześnie jest warunkiem skutecznego wyleczenia.
Środa, 1 kwietnia, 2009 Ł. Gołębiewski
tezy
Odpowiedz
Z większością Pańskich tez się całkowice zgadzam, wszak cele ludzi, którym książka jest bliska rzadko są rozbieżne. Wszyscy chcemy by z czytelnictwem książek w Polsce działo się jak najlepiej. Cała sprawa rozbiega się jednak właśnie o diagnozę - zła diagnoza może przynieść fatalne skutki. A skoro - jak pan pisze powyżej - rynek niewątpliwie rośnie (niezależnie kto ma rację, o ile rośnie, to rośnie "niewątpliwie"), to dlaczego Biblioteka Narodowa raportuje spadek zakupów o 10%? Niewątpliwie coś tu badacze przeoczyli jak sądzę... A tak serio, mam wiele wątpliwości co do skuteczności badań deklaratywnych, ale o tym więcej może w najbliższej Bibliotece Analiz.
Bardzo dziękuję jednak za te rzeczowe i mądre przemyślenia, bo choć się różnimy w ocenie badań IKiCZ, to myślę, że spór o statystyki ma oczywiście ogromne poznawcze znaczenie, nie mniej ważna jest jednak sama idea wspierania ludzi, którzy jeszcze chcą czytać. Pozdrawiam serdecznie.
Środa, 1 kwietnia, 2009 arek http://bibliotekarz.com arek(at)ekslibris.pl
dziwne zestawienie
Odpowiedz
\"Może to być także znaczny wzrost popularności czytania w Internecie. Dla przykładu w 2008 roku BN odwiedziło 155 tys. osób, a cBN POLONA ponad 6 mln.\" Nie mam jakiegoś dogłębnego przygotowania, ale widzę jak na dłoni że takie połączenie danych jest bez sensu aby wykazywać czytelnictwo w internecie. (jeśli się mylę to proszę o naukę najlepiej na maila żeby nie śmiecić tutaj). Połączenie wypożyczonych książek z pobranymi plikami jeszcze może by pokazywało jakiś trend czytelnictwa, ale liczba odwiedzin to chyba żaden wyznacznik? Też żałuję że ostatecznie nie dotarłem na to spotkanie :(
Piątek, 3 kwietnia, 2009 Imię/pseudo
Tytuł
Odpowiedz
Ale co z tym punkiem? Dead czy nie dead? Co, panowie punkowcy?
Piątek, 3 kwietnia, 2009 Janusz Kostecki
Wiara i nauka (1)
Odpowiedz
Motto: "Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko" - A. Mickiewicz Nie przypuszczałem nigdy, że Łukasz Gołębiowski zafunduje nam polemikę w stylu charakterystycznym dla kreacjonistów próbujących podważyć teorię Darwina. On po prostu nie wierzy i kropka. Niestety, trudno dociec w co nie wierzy. Są z grubsza dwie możliwości. A) nie wierzy w kompetencje i/lub rzetelność dwóch instytucji firmujących badania - badacze nie potrafili policzyć otrzymanych odpowiedzi i dokonać podstawowych obliczeń, lub - z sobie tylko znanych przyczyn (Ł.G. sugeruje, że w celu zwiększenia państwowych dotacji na książki, biblioteki) sfałszowali owe obliczenia. To jest zwykła insynuacja i nie warto się tym zajmować. Bardziej prawdopodobny jest wariant B) - Ł.G. nie wierzy w wyniki badań, bo nie rozumie czego one dotyczą. Przepraszam, że poruszam sprawy oczywiste, ale żadne badania społeczne (w tym z wykorzystaniem kwestionariusza ankiety lub wywiadu) nie dają obrazu prawdziwego, jeśli prawdę rozumiemy zgodnie z jej klasyczną definicją. To wie każdy student I roku, a powinien wiedzieć chyba i każdy inteligent w kraju, w którym działali tacy teoretycy, jak Florian Znaniecki czy Stanisław Ossowski. One pokazują prawdy subiektywne, świat taki, jaki jawi się badanym. Wspomniany inteligent WIE (bo nie jest to kwestia wiary/niewiary, ale właśnie wiedzy), że wśród osób deklarujących czytanie są zarówno ci, którzy rzeczywiście czytają, jak i ci, którzy nie czytają, ale sądzą, że jest to działanie mające pozytywną konotację społeczną i warto się do niego przyznać.
Piątek, 3 kwietnia, 2009 Janusz Kostecki
Wiara i nauka (2)
Odpowiedz
On wie, że owe 60, 50 czy 38%, to nie tyle odsetek rzeczywistych czytelników, ile obszar akceptacji lektury. Czy jest to wiedza bezwartościowa? Może dla ortodoksyjnego neopozytywisty tak, ale dla humanisty nie. Badania prowadzone od 1994 r. (te z roku 1992 bym wyłączył, bo zorganizowano je w sposób odmienny od późniejszych) pokazują spadek deklaracji z 55 do 38% . Z czego on wynika? Wydaje się, że jedną z głównych przyczyn jest właśnie zmiana sposobu postrzegania lektury. Grażyna Straus pisała, że czytanie powszednieje, staje się praktyką niewyróżnianą społecznie, nienacechowaną. Zwróćmy uwagę, jak często badani wymieniali niegdyś jako ostatnio czytane "Pana Tadeusza" czy "Trylogię". Tego teraz nie ma głównie dlatego, że ci, którzy je wymieniali (bo tylko te tytuły znali) już się do lektury w ogóle nie przyznają. Można więc chyba powiedzieć, że jeśli wyniki jakichś badań „odbiegały od rzeczywistości”, to raczej tych dawniejszych, a nie obecne.
Piątek, 3 kwietnia, 2009 Janusz Kostecki
Wiara i nauka (3)
Odpowiedz
Jeszcze dwie uwagi na inne tematy. 1. Miałbym więcej SZACUNKU dla SZACUNKÓW Łukasza Gołębiewskiego, gdyby zechciał rzetelnie odsłonić tajemnice swojego warsztatu statystycznego. 2. Przynajmniej dla mnie nie jest oczywiste, że czytanie e-booka to to samo co czytanie książki. Rzeczywiście potrzebna jest pogłębiona dyskusja nad klasyfikacją kontaktów z piśmiennictwem. WIERZĘ, że p. Łukasz Gołębiewski wniesie do niej wiele ciekawych wątków
Niedziela, 5 kwietnia, 2009 Łukasz Gołębiewski
Wiara i nauka - odp.
Odpowiedz
Krótko, bo ileż można... Panie Januszu, nie wdając się w polemiki personalne i kwestie rozumienia, bądź nie rozumienia, to w tej dyskusji nie chodzi o to czy czyta 38 czy mniej lub więcej procent, ale o to, że nie możliwy jest spadek czytelnictwa o 12 proc. w ciągu dwóch lat (o 20 proc. w ciągu czterech). Skąd ten spadek? - chyba wyłącznie z danych zebranych w ankietach OBOP. Szanowni Państwo, zróbcie przez chwilę rachunek sumienia i odpowiedzcie sobie sami na pytania: 1) czy te wyniki badań (spadek czytelnictwa o 12 proc., zakupów książek o 10 proc.) w ogóle są choćby trochę prawdopodobne; 2) jeżeli na pierwsze pytanie odpowiemy sobie twierdząco, to pytanie uzupełniające - dlaczego czytelnictwo dramatycznie spadło i jakie tego obserwuję konsekwencje. Nie trzeba być badaczem żeby zdać sobie sprawę z absurdalności badań IKiCz/OBOP. Więcej o tym piszę w najbliższej Bibliotece Analiz, także o badaniach GUS.
Poniedziałek, 6 kwietnia, 2009 Janusz Kostecki
Wiara i nauka - raz jeszcze
Odpowiedz
Szanowny Panie, prosta obserwacja życia społecznego w ostatnich dwudziestu latach powinna Panu uświadomić, że możliwe są rzeczy pozornie znacznie mniej prawdopodobne niż „spadek czytelnictwa” o 12 czy 20 procent (np. dojście SLD do władzy parę lat po zmianie systemu, fenomen Stana Tymińskiego, późniejsza wygrana PIS-u). Wszystko te zdarzenia – choć były źródłem frustracji dużej części obywateli - dały się jednak jakoś wytłumaczyć, i na tej procedurze proponowałem się skupić także w wypadku zjawiska, które nazywa Pan „spadkiem czytelnictwa”. Ma Pan rację: „nie trzeba być badaczem, żeby zdać sobie sprawę z absurdalności badań IKiCz/OBOP”; co więcej – NIE WOLNO być badaczem, bo ten używa argumentów, a nie inwektyw. Zresztą nie jest Pan w swej „krytycznej metodzie” oryginalny. Już w 1970 r. niejaki Władysław Wolski z „jedynie słusznych pozycji” – jak się to wówczas mówiło – gdy także nie spodobały mu się wyniki badań dotyczących czytelnictwa, alarmował, że „choroba ersatz-socjologii rozszerza się coraz bardziej”. Na szczęście” wydawcy, księgarze i bibliotekarze o wiele lepiej orientują się w sytuacji rynku książkowego. […] wielki plebiscyt Instytutu Książki i Czytelnictwa wskazuje, że w swoim dłubaniu problemików zgubił on kompletnie kompas i nie wie, czym się zajmować. Stracił ogólną orientację –kogo i o co należy pytać, aby otrzymać PRAWIDŁOWĄ [podkr. J.K.] odpowiedź” („Polityka” 1970 nr 12). Boże uchowaj nas od takiej metodologii.
Poniedziałek, 6 kwietnia, 2009 Janusz Kostecki
Wiara i nauka - raz jeszcze (2)
Odpowiedz
Wzywa Pan badaczy do rachunku sumienia; poszedłbym dalej: wydaje się, że należałoby się zająć także respondentami. Najlepiej byłoby, gdyby przeprosili Pana za to, że udzielili tak fatalnych wypowiedzi. Z ciekawością i nadzieją oczekuję na Pana dalsze teksty. Życzę wesołych świąt, a jako miłe zajęcie polecam ponowną lekturę „Burzliwego życia Lejzorka Rojtszwańca” Ilii Erenburga, zwłaszcza zaś jakże aktualnego fragmentu o liczeniu królików w guberni tulskiej.
Czwartek, 16 kwietnia, 2009 czytelnik
wyniki badań osiągnęły swój cel!
Odpowiedz
Wyniki badań czytelnictwa osiągnęły swój cel, niezależnie od oburzenia niektórych osób na ich wyniki. Fakt, że wzbudziły takie emocje świadczy o palącym problemie czytelnictwa lub nie-czytelnictwa książek w naszym kraju. Niejedna osoba "w duchu" zrobiła rachunek sumienia co do własnego stanu przeczytanych książek. Chociaż publicznie by się do tego nie przynała. Gratuluje p. dyr. T. Makowskiemu za poruszenie tego problemu i rozpoczęcie ogólnokrajowej debaty na ten temat. Nawet, gdyby niektórym wyniki wydały się nierealne, nawet gdyby metodolodzy badań socjologicznych byli oburzeni na ich przebieg - problem czytelnictwa został poruszony. I sporo osób na pewno sięgnie przynajmniej po jedną książkę więcej niż do tej pory.

Dodaj własny komentarz

Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imię / pseudo *
Tytuł *
Komentarz*
Adres e-mail
Web/GG/Skype
Kod
Wpisz kod
Sondaż
  Czy Twoim zdaniem polscy wydawcy w ciekawy sposób promują swoje książki?
 
  Zobacz poprzednie sondaże
 
REKLAMA
 
Nasze nowości wydawnicze
Kolejna, piąta już, edycja „Raportu o książce katolickiej”. Jego autorami – podobnie jak w latach ubiegłych – są publicysta katolicki Jerzy Wolak, który odpowiadał za charakterystykę bieżącej oferty wydawniczej, i Kuba Frołow, ...
Dwunasta edycja sztandarowej publikacji Biblioteki Analiz. W pięciu tomach omówione zostały najważniejsze zagadnienia dotyczące funkcjonowania polskiej branży wydawniczo-księgarskiej.

Tom I Wydawnictwa ...
1 2 3 4 5 6 7
RSS
 
Subskrybuj nasz newsletter
Jeśli chcesz być informowany o aktualnościach, podaj swój adres e-mail.
 
Popularne artykuły
Najczęściej czytane
Komentowane
Chmura tagów
 
Giełda pracy
Dam pracę
Szukam pracy
Dodaj ogłoszenie wszystkie ogłoszenia
 
Bestsellery “Magazynu Literackiego KSIĄŻKI"
1 Nieznane przygody ...
Rene Goscinny, ...
Bohater „Nieznanych przygód Mikołajka” spółki René Goscinny & Jean-Jacques Sempé dowiaduje się, że biorąc udział w gazetowym konkursie wygrać można samochód. Ponieważ ...
2 Marina
Carlos Luiz Zafon
Na bohatera „Mariny” Carlosa Ruiza Zafona monotonia codziennej prasy działała kojąco. „Czytanie o cudzych problemach – dowiadujemy się – pozwala znakomicie zdystansować ...
3 Dom nad rozlewiskiem
Małgorzata Kalicińska
„Dom nad rozlewiskiem” Małgorzaty Kalicińskiej przepoczwarza się obecnie, za sprawą pewnej kulturotwórczej gazety, w „Kuchnię znad rozlewiska”. Tamże przepisy na życie ...
zobacz wszystkie
 
 
  Strony partnerskie:
  Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Xenna Moja Miłość
© Copyright 2005 Biblioteka Analiz | System optymalizowany do 1024x768+, windows-1250.

Wykonanie i opieka - ENCODE Pełne rozwiązania internetowe. www.encode.pl