Wczoraj (26 stycznia) byłem na bankiecie promocyjnym z okazji wydania u nas nowej powieści Dana Browna „Zaginiony symbol”. Ponieważ poprzedniej, „Kod Leonarda da Vinci”, towarzyszył gigantyczny szum medialny (w znacznej mierze wywołany protestami hierarchów Kościoła katolickiego – ale to temat na inną, opowiedzianą już nie raz historię…), z ciekawością szedłem w mroźny styczniowy wieczór do Restauracji „Ujazdowska”, do której zaprosił jeden z wydawców (Sonia Draga). Idąc, zastanawiałem się, co też organizator wymyśli, jakież to atrakcje będą na nas czekać w związku z tak radosnym świętem. W końcu – po sześciu latach niecierpliwości – mamy nowego Browna! Wreszcie jest! Wyczekany, mający wywołać kolejne wielkie „WOW!”, a może i nawet kolejne „OH, NO!”. A więc, WOW!, zapowiada się niezła imprezka! Będzie się działo! Petardy, confetti w ruch!
Witające gości miłe Panie z wydawnictwa wręczały przy wejściu zwykłe białe koperty, na których było napisane „Nie otwierać aż do momentu wskazanego przez prowadzącego!”. Napisu nie zauważyłem i kopertę otworzyłem – wbrew intencjom organizatora. Wbrew jednak sobie nie zainteresowałem się dokładnie zawartością, gdybym to bowiem uczynił, coś by mi podpowiedziało, że może być specyficznie.
I było. Najpierw Sonia Draga, właścicielka wydawnictwa, i Marta Grzywacz, dziennikarka RMF FM, mówiły o swym spotkaniu z Danem Brownem w Bostonie i o samym pisarzu. To było nawet ciekawe, zwłaszcza że kiedy fragmenty opowieści nie okazywały się [...]