Czwartek, 18 kwietnia 2019

Tytułowa bohaterka „Pacjentki” Alexa Michaelidesa, reklamowanej jako najlepszy thriller psychologiczny tego roku (swoją drogą, jesteśmy dopiero w połowie roku, skąd więc ta pewność?), została aresztowana i oskarżona o zabójstwo męża: „Zachowywała milczenie w czasie aresztowania. Odmówiła przyznania się do winy lub zaprzeczenia jej. Nie przemówiła już nigdy. Jej milczenie przekształciło tę historię ze zwykłej domowej tragedii w coś znacznie większego: w tajemnicę, zagadkę, która trafiła na pierwsze strony gazet i podsycała wyobraźnię publiki przez kolejne miesiące. Alicja nie odzywała się – ale złożyła oświadczenie. W formie obrazu. Zaczęła nad nim pracować, gdy wypisano ją ze szpitala i umieszczono w areszcie domowym przed rozprawą. Według wyznaczonej przez sąd pielęgniarki psychiatrycznej, Alicja prawie nie jadła i nie spała – tylko malowała. Zwykle  przygotowywała się do nowego obrazu tygodniami, a nawet miesiącami – sporządzała nieskończenie wiele szkiców, ustalała i zmieniała kompozycję, eksperymentowała z kolorami i formą; po długim okresie dojrzewania idea rodziła się z każdym skrupulatnym pociągnięciem pędzla. Tym razem jednak Alicja drastycznie zmieniła proces twórczy i namalowała obraz w ciągu kilku dni po śmierci męża. Większości ludzi to wystarczyło, by ją obciążyć – tak szybki powrót do pracowni świadczył o nadzwyczajnej niewrażliwości. O monstrualnym braku wyrzutów sumienia bezwzględnej zabójczyni. Możliwe. Aczkolwiek nie zapominajmy, że o ile Alicja Berenson mogła być morderczynią, była także artystką”. No jasne, zupełnie nie rozumiem, dlaczego jeszcze kodeksy karne nie zostały podzielone na dwie części: jedna tyczyłaby się artystów właśnie, druga – reszty śmiertelników.

Autor: Alex Michaelides