Wtorek, 15 maja 2018
Rozmowa Krzysztofa Kalety z Janem Rodzeniem
Jak znalazłeś się w Klubie Księgarza – co skłoniło cię do tego kroku? W 1987 roku zatelefonował do mnie dyrektor warszawskiego „Domu Książki” Jan Przybysz z „propozycją nie do odrzucenia”. Kierowałem wówczas Warszawskim Ośrodkiem Kultury*. Powiedział: „Pracujesz w tym WOK-u za dwie osoby, a pieniądze bierzesz za pół, mam dla ciebie propozycję ciekawszej pracy za normalne pieniądze”. Nie ukrywam, że się nie zastanawiałem, powiedziałem natychmiast „tak”, dlatego, że praca w WOK-u była zbyt administracyjna, której ja nie lubiłem, a w Klubie to jest praca z ludźmi. Na czym polegał problem? Klub wtedy był dość martwy, ponieważ nie było tu etatowych pracowników merytorycznych. Była jedna osoba – pracownik obsługi. Restauracja „Kamienne schodki” stała wówczas pusta. Ówczesny szef Iglopolu i jednocześnie wiceminister rolnictwa, postanowił w oparciu o pomieszczenia restauracji, Klubu i Księgarni Literackiej* stworzyć lokal konkurencyjny wobec „Bazyliszka” prowadzonego przez Hortex. Napisał w tej sprawie list do prezydenta miasta. Na szczęście list ten „przechwycił” wiceprezydent ds. kultury, Michał Szymborski, który zatelefonował do dyrektora Przybysza z deklaracją: „albo zaktywizujecie działalność klubu, albo zabiorę wam lokal, wprawdzie nie na kolejną restaurację, lecz dla Muzeum Literatury”. Stąd telefon dyrektora Przybysza do mnie. I tak przyszedłem do klubu – i od ponad 30 lat – z miernym skutkiem – próbuję ten Klub ratować (śmiech). Jaki był wówczas stan Klubu? Stan opłakany. Okna otwierały się razem z futrynami, podłoga – dziura na dziurze, czarna jak święta ziemia, ściany – chyba w siedmiu kolorach, kotary – podobnie. Instalacja elektryczna – w proszku. Musiałem zacząć od prac remontowo-renowacyjnych. W miarę szybko udało się wymienić instalację elektryczną i pomalować ściany (wykonawca musiał mieć zezwolenie konserwatora zabytków). Pluszowe kotary udało się wymienić… dzięki znajomościom z mojej pracy w WOK-u. Znałem moich odpowiedników w wojewódzkich ośrodkach kultury, a jedyna wówczas w kraju fabryka pluszu była w Kaliszu. Miesięczny przydział pluszu na Warszawę wynosił 40 m – do Klubu potrzeba było ok. 500 m. Wyprawa do Kalisza z cennymi wydawnictwami albumowymi powiodła się – plusz dla klubu „zdjęto z linii produkcyjnej na eksport” i jeszcze dodatkowo 400 m dla księgarni Uniwersus. Najważniejszą …
Wyświetlono 25% materiału - 339 słów. Całość materiału zawiera 1358 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki