Piątek, 21 lipca 2017
Rozmowa z Wolfgangiem Bauerem,  autorem książki „Przez morze. Z Syryjczykami do Europy”
– Jaka jest pierwsza reakcja ludzi w Europie, gdy opowiadasz im o okrucieństwach  popełnianych przez Boko Haram? – Zwykle szok. Nie pojmują, jak ludzie mogą być tak okrutni wobec innych ludzi. Nie rozumieją logiki i celowości w takim działaniu. – Niektóre z tych osób muszą być przeciwko przyjmowaniu uchodźców do Europy. Czy ich reakcje czymkolwiek się różnią? – Ofiary Boko Haram raczej nie emigrują do Europy, ale to prawda – znam osoby, które były zszokowane działaniami Boko Haram, a jednocześnie nie chciały pod żadnym pozorem widzieć u siebie uchodźców. Większość Europejczyków nie rozumie natury Boko Haram. Wbrew pozorom ta organizacja ma niewiele wspólnego z islamem, który jest w rękach terrorystów tylko propagandowym hasłem. To trochę jakby łączyć Adolfa Hitlera z chrześcijaństwem. Ich ofiary, bohaterki mojego reportażu, są w większości muzułmankami. Tylko nie w oczach Boko Haram, które zmusza kobiety do przejścia na ich wąski sposób myślenia o islamie. Niejako do nawrócenia się z islamu na islam. Dlatego kwestia Boko Haram dotyczy nie tyle religii, co władzy i mieszających się wpływów superplemion w Nigerii. Żeby móc to w pełni zrozumieć, trzeba do tego regionu pojechać i poznać związki między poszczególnymi ośrodkami władzy. – I dlatego właśnie pojechałeś do Nigerii?  Żeby przybliżyć Europejczykom prawdziwy obraz konfliktu z Boko Haram i pomóc im zrozumieć? – Przede wszystkim sam chciałem to zrozumieć. Nie jestem misjonarzem i nie mam ambicji głoszenia słowa. Chcę zrozumieć samego siebie, ponieważ pragnę pojąć w pełni, w jakim czasie i okolicznościach żyję. Chęć poznania jak różni ludzie są w stanie uporać się z ekstremalnymi sytuacjami napędza mnie w pracy. Ale oczywiście chcę też informować ludzi o sprawach istotnych. – Czy uważasz, że to kluczowe, by reporter poszukiwał właśnie takich „wielkich”  tematów? – Najważniejsze jest, by reporter opowiadał o tematach ważnych, ale w taki sposób, jaki się ich zazwyczaj nie opowiada. Nie wiem, jak to jest w polskich gazetach, ale angielskie i niemieckie media są strasznie powtarzalne. Wałkują te same tematy w jeden sposób… – W Polsce jest nawet gorzej, bo gazety  są dodatkowo podzielone na dwa obozy i często porzucają dziennikarstwo na  rzecz propagandy. – Na szczęście „Die Zeit”, dla którego pracuję, nie jest ani prawicowy, ani lewicowy. Dzięki czemu czytają ich przedstawiciele wszystkich partii, bo nigdy nie mogą być zawczasu pewni, jakie artykuły znajdą się w numerze. Praca dla takiej gazety to rzadki przywilej, bo reporter potrzebuje absolutnej wolności. Ograniczać go powinna tylko jego własna wyobraźnia. – Oba reportaże pełne są zdjęć. Uważasz,  że fotografie pomagają czytelnikom zbliżyć się do bohaterów i lepiej ich poznać? – Kocham pracować z fotografami. To dla mnie niezbędna część reportażu. Jak się mawia: „jedno zdjęcie jest warte więcej niż tysiąc słów”. Fotografia i reportaż to dwie strony tej samej monety. Zdjęcia dotykają emocji czytelników w inny sposób, co wzmacnia przekaz. Oprócz tego jestem raczej pisarzem-wzrokowcem. Zdjęcia pozwalają mi zwizualizować i wgłębić się w historię, dlatego w trakcie pisania mam nimi wytapetowany cały gabinet. – Reporter, który w pełni angażuje się  w swoją historię nawiązuje jednak bardzo silne relacje ze swoimi bohaterami.  W „Przez morze. Z Syryjczykami do Europy” próbowałeś nielegalnie przekroczyć Morze Śródziemne wraz z syryjskimi uchodźcami. Ale po waszym złapaniu  ty i twój fotograf Stanislav Krupar zostaliście szybko wypuszczeni i odwiezieni do  Europy. – To z pewnością był jeden z najtrudniejszych momentów tamtej wyprawy. Wypuszczono nas jako jednych z pierwszych, a wielu naszych przyjaciół pozostało w więzieniu. Ale właśnie dlatego wybieram takie niełatwe tematy. To była dla mnie ważna życiowa lekcja. Leciałem nocą z Aleksandrii do Stambułu, mając wciąż w pamięci nasze nieudane próby przedostania się przez morze. Oddano mi też mój europejski paszport, który w tamtych stronach oznacza przepustkę do raju. A przecież w niczym nie jestem lepszy od tych, których pozostawiłem. Nie mamy moralnego prawa, by korzystać z zachodnich luksusów, gdy wielu wokół nas cierpi. To dla mnie niezwykle irytujące. …
Wyświetlono 25% materiału - 488 słów. Całość materiału zawiera 1953 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?