Wtorek, 29 stycznia 2019
ROZMOWA Z ANITĄ MUSIOŁ
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeruBiblioteka Analiz nr 490 (1/2019)
– Mija rok odkąd wkroczyłaś na nową drogę życia, powołując do życia Wydawnictwo Pauza. Czy nie żałujesz decyzji? – Absolutnie nie żałuję. Ten rok był bardzo owocny. Przyszedł po prostu odpowiedni moment, złożyło się na to moje doświadczenie, mój wiek. Ktoś mnie zapytał, czy nie żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej: odpowiedziałam, że nie wiem jak by to było, ale niczego nie żałuję. Kilka lat wcześniej nie miałabym z pewnością tych kompetencji, które mam dzisiaj. 18 lat w branży było ogromnym doświadczeniem, dało solidne podłoże. Pracowałam w Empiku, Egmoncie, Świecie Książki i ostatnio w W.A.B./Grupie Wydawniczej Foksal. Byłam odpowiedzialna za strategie, budżety i plany wydawnicze oraz za cały proces wydawniczy, łącznie z działami praw i produkcji. Przez moje ręce przeszły tysiące książek różnych gatunków – od książek dziecięcych i młodzieżowych, poprzez poradniki i książki kulinarne, po literaturę popularną i prozę z najwyższej półki. Gdybym to zrobiła 10 lat wcześniej, nie miałabym tego doświadczenia. Wszystko złożyło się tak, jak powinno. – Czy był ktoś, kto odradzał ci zrobienie tego kroku? – Tak, bardzo dużo ludzi, właściwie większość. Były dwie grupy, niektórzy tylko mi gratulowali i dalej milczeli, niektórzy dodawali, że to szalony pomysł. Wszyscy „gratulowali odwagi” – jak to się ładnie mówi, więc myślę, że mój ambitny plan budził głównie grozę. – Twój największy sukces wydawniczy w „poprzednim życiu”? Myślę, że „Małe życie” Hanyi Yanagihary było największym sukcesem wydawniczym, ale nie tylko moim, naszym wspólnym. Wszyscy w W.A.B. nad tym bardzo ciężko pracowali, począwszy od zdobycia praw, przez tłumaczenie, opracowanie graficzne po promocję i sprzedaż. Same prace nad okładką trwały kilka tygodni, bo autorka była bardzo przywiązana do amerykańskiej wersji okładki, a my nie chcieliśmy jej wykorzystać. Myślę, że to był największy, ogromny sukces, ale też trochę niespodziewany, bo nikt do końca nie wie dlaczego ta książka tak się spodobała, a setki innych nie cieszą się takim zainteresowaniem. Moim zdaniem to wyjątkowa książka, ale nie jedyna wyjątkowa, a jednak sukces na polskim rynku był olbrzymi, właśnie wyjątkowy. Innym moim sukcesem była kilkuletnia współpraca z Januszem Głowackim, który zdecydował się swoją – jak się potem okazało niestety ostatnią książkę – wydać w W.A.B., zdecydował się podpisać z nami umowę. To była jego decyzja, żeby odejść ze Świata Książki, gdzie go poznałam. Zaufał mi. Prawie trzy lata temu była zawarta umowa na „Bezsenność w czasie karnawału”, a książka ukazała się dopiero jesienią zeszłego roku, czyli z dużym opóźnieniem w stosunku do momentu zakupu praw. – Wróćmy do Pauzy. Jak to było z pierwszą książką – „Legenda o samobójstwie”? Ktoś ci ją polecił? – Akurat Davida Vanna kojarzyłam wcześniej, czytałam jego książki. Wiedziałam, że „Legenda…” to ciężki temat. Uznałam jednak, że to świetna książka dla Pauzy, szczególnie warto ją wydać jako pierwszą. Złożyłam ofertę i okazało się, że jest licytacja, bo inny wydawca, który wcześniej recenzował książkę, złożył kontrofertę. Wyszło na jaw, że rywalizacja o tytuł toczy się między mną a Przemkiem Dębowskim z Wydawnictwa Karakter. Bałam się, że przegram, bo nie miałam środków na „przebijanie” ofert. Ale udało się! Dziś Przemek nie ma do mnie urazy: Karakter jest taki wspaniały, że gościł w swojej księgarni w Krakowie Davida Vanna podczas Festiwalu Conrada. Przemek mówił mi, że ma ogromny sentyment do tego autora, książka bardzo mu się podobała, tylko trochę za długo się zastanawiał, a ja miałam dzięki temu szczęście, bo nie stać mnie było na rywalizację za wszelką cenę, poza tym Pauza była „młoda”, a Przemek miał przecież czas, żeby wcześniej pozyskać autora, więc Vann mógł mi umknąć. I tak powieść trafiła do mnie. Bardzo chciałam, żeby Vann był pierwszy, bo to taki pisarz, który pokazuje, czym ma być Pauza. – Czyli? – W Pauzie mają być wydawani pisarze nagradzani, uznani za granicą, głośni, nawet jeśli debiutanci. Do tej pory wydałam tylko jednego debiutanta – Daniela Magariela. Jego powieść „Nasz chłopak” była bardzo głośna i dobrze przyjęta w Stanach Zjednoczonych. Natomiast pozostali pisarze są już uznani na swoich – i międzynarodowych – rynkach. Taki był mój pomysł, żeby wydawać pisarzy, o których by mówiono: dlaczego tego nikt wcześniej w Polsce nie wydał? To jest fantastyczne, że przy każdej książce Pauzy pojawiają się komentarze – dlaczego to ty wydajesz? A gdzie byli wszyscy inni? Wiem, że wielu wydawców rozważało wydanie Louisa, kilku z nich przeczytało jego pierwszą książkę. Ja też stwierdziłam: oj, ciężkie, nie wiem czy nadaje się na polski rynek. Obawiałam się tej pierwszej. I akurat wtedy agent do mnie napisał: a może przeczytasz drugą? Uznałam, że ta druga sprawdzi się w Polsce lepiej jako pierwsza. Inni myśleli bardziej schematycznie: skoro pierwsza się nie nadaje, to nie wydamy wcale. Wracając do Vanna i jego „Legendy o samobójstwie”, to on był wybrany jako pierwszy do Pauzy, żeby pokazać te charakterystyczne cechy Pauzowych książek: pisarz rozpoznawalny, nagradzany, szanowany, autor bardzo dobrej prozy. Był idealny. – Wydawane przez ciebie książki poruszają czułe struny ludzkiej duszy, wnikają w jej mroczne zakamarki. Niepokoją. Widzę tu pewien dysonans między nazwą wydawnictwa, bo pauza kojarzy się z miłym relaksem, odpoczynkiem przy książce… – Powiem ci, że wybierając taką nazwę bardziej chodziło mi o pauzę w znaczeniu zatrzymania się, przerwy w obowiązkach i trudach codzienności. Zatrzymać się przy książce, pomyśleć. Pauza miała być swego rodzaju zwolnieniem w pędzie naszej codzienności. I myślę, że książki wydane pod tą marką świetnie się w to wpisują, bo zachęcają do refleksji, rozmów z bliskimi, ale też z innymi czytelnikami. To nie są książki, o których zapominamy pięć minut po ich przeczytaniu. – Twój plan wydawniczy zakłada wydawanie tylko zagranicznych twórców? – Tak. Bardzo dokładnie sprecyzowałam, jakie książki chcę wydawać, przez co łatwiej mi wybierać w całym gąszczu czy wręcz zalewie tego, co mogłabym wydać. Wiele osób pyta się ze zdziwieniem – to ty sama wybierasz te tytuły? Tak, sama. To jest dla mnie bardzo ważne i wielokrotnie to podkreślam, że sama decyduję, jaką książkę wydam. Wiele lat współpracowałam z recenzentami, bo w wielu firmach wydawniczych nie da się inaczej – jest tego tyle! A rolą redaktora nie jest tylko czytanie od rana do nocy, bo ma się na głowie wiele innych rzeczy. Wiadomo więc, że trzeba polegać na recenzentach, przynajmniej przy pierwszym wyborze. Szanuję recenzentów i ich pracę, są bardzo cenni. Tak samo szanuję polecenia tłumaczy. Natomiast ja uznałam, że skoro jestem taką jednoosobową orkiestrą, to muszę sama się przekonać czy książka skradnie moje serce. Muszę być do niej przekonana. Muszę sama przeczytać i wybrać. Czytam płynnie tylko po angielsku – na tyle płynnie, by w mojej ocenie móc dobrze ocenić tekst – w innych językach, które znam, nie jestem w stanie tego zrobić. To bardzo zawęża wybór wszystkich nieanglojęzycznych książek: mogę je rozważać tylko jeśli są tłumaczone na język angielski. Tak było z „Historią przemocy” Louisa – gdyby nie była tłumaczona na angielski, nie wydałabym tej książki. Tak samo było z „Tirzą” Arnona Grunberga. W przyszłym roku wydam Norweżkę Gunnhild Oyehaug, też przeczytaną po angielsku, a w styczniu premierę ma książka szwedzka. – A gdyby przyszedł do ciebie uznany, nagradzany polski autor? Odmówiłabyś mu? – Przyszedł. I tak, odmówiłam. – Który? – Tego nie zdradzę, takie sprawy zostaną między nami, zresztą nie jeden i nie jedna. Po pierwsze uważam, że przy wprowadzaniu na rynek marki – jakiejkolwiek – bardzo ważna jest konsekwencja. Obrałam taki profil wydawniczy dla Pauzy i teraz muszę się go trzymać, na pewno przez jakiś czas. Nie wiem jak długo będę wydawać tylko takie książki jak teraz… Czy dwa lata, czy trzy, a może zawsze? Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Ale myślę, że właśnie tak się buduje markę, między innymi konsekwencją. Gdybym nagle wydawała obyczajówkę, komiksy albo poradniki, to zmieniłby się profil wydawnictwa, które buduję. Próbuję przekonać czytelników do tego, że każda kolejna książka trafi w ich gusta. Na targach książki w trakcie Literackiego Sopotu, na …
Wyświetlono 25% materiału - 1191 słów. Całość materiału zawiera 4765 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki