Piątek, 11 maja 2018
Rozmowa z Wacławem Holewińskim, prozaikiem, dramatopisarzem i zastępcą kierownika redakcji literackiej Programu II Polskiego Radia, autorem powieści „Pogrom 1905”.
– Nie możesz uciec od polskiej historii… – A dlaczego miałbym uciekać? Jestem w niej nieuleczalnie zakochany. – Kanwą dla twojej nowej książki stało się autentyczne wydarzenie – w maju 1905 roku najpierw Żydzi, a później również Polacy, zaczęli palić domy schadzek i linczować pracujące tam dziewczyny. – Parę lat temu gdzieś o tym przeczytałem. Pomyślałem, że takie wydarzenia nie biorą się znikąd. Że muszą mieć jakiś podtekst, dynamikę, że zawsze coś z czegoś wynika. Wydało mi się interesujące, że w mieście, w którym działała Ochrana, byli kozacy, wojsko, policja, nikt się temu przez kilka dni nie przeciwstawił. – Stawiasz tezę, że te wydarzenia były inspirowane przez Ochranę. Masz na to dowody? – Nikt ich nie ma, ale to bardzo prawdopodobne. Taką opinię głosi zresztą wielu historyków. Dla porządku muszę powiedzieć, że istnieje też i taka wersja, że były to porachunki świata przestępczego. – Generał Andriej Margrafski, szef Ochrany, był spiritus movens tego pogromu? – Margrafski to arcyciekawa postać. W Warszawie rezydował od 1883 roku, najpierw jako lejbgwardzista, potem starszy adiutant Zarządu Warszawskiego Okręgu Żandarmerii, a od 1905 roku szef tajnej policji. Jestem przekonany, że maczał palce w opisywanym przeze mnie zdarzeniu. Będę o nim zresztą pisał także w drugim tomie. – Twoi bohaterowie są reprezentantami różnych stanów i narodowości: Żydzi, Polacy, Rosjanie, politycy, dziennikarze, alfonsi, agenci Ochrany, prostytutki… Czy są oni odbiciem twojego spojrzenia na Warszawę tamtych czasów – podzieloną, nierówną pod względem praw? – Przede wszystkim trzeba podkreślić, że Warszawa bardzo szybko ulegała rusyfikacji. Obowiązywały dwujęzyczne szyldy, wyższe stanowiska zajmowali albo Rosjanie, albo ci, którzy wyrzekli się polskości. I w tym 1905 roku nagle wszystko zaczęło się odwracać. Na strzały kozaków do demonstrantów po raz pierwszy od Powstania Styczniowego odpowiedziano strzałami, przełamano strach i chęć ugodowego współistnienia. W styczniu w starciach z kozakami zginęło około stu osób, w maju kolejne trzydzieści dwie. Ale przecież to nie znaczy, że nie było ludzi, którzy widzieli inną drogę zdobywania czy budowania niepodległości niż kolejne powstanie zbrojne. – Ale czy 1905 rok to nie było właśnie kolejne polskie powstanie? – Nie wiem, chyba to dosyć śmiałe założenie. Faktem jednak jest, że w Królestwie Polskim strzelano wówczas każdego dnia, że było bardzo wiele ofiar, że bezwzględność i okrucieństwo rosyjskiego zaborcy były znacznie większe niż w zaborze pruskim czy austriackim. Jest też coś jeszcze. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że gdy zapytasz o 1905 rok, dziewięćdziesiąt dziewięć procent naszych rodaków szeroko otworzy usta, a potem powie, …
Wyświetlono 25% materiału - 402 słów. Całość materiału zawiera 1611 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?