Wtorek, 29 stycznia 2019
Rok 2018 w polskiej prozie
Polscy pisarze i polskie pisarki szukali języka nazywającego ukrywane i niepopularne doświadczenia, kolekcjonowali symbole epoki, niebezpiecznie bawili się z historią, a niektórzy zaskakująco odważnie postawili przed sobą lustro. Kobiety: więcej i głośniej W marcu uwagę czytelników i recenzentów zwróciła „Krótka wymiana ognia” Zyty Rudzkiej (W.A.B.). Autorka odważnie podjęła temat starości, czyniąc bohaterką siedemdziesięcioletnią pisarkę, która w pierwszoosobowej narracji otwarcie i dosadnie opowiada swoją historię. Nie tylko relacjonuje swoje zmagania z ciałem, seksualnością i rolami, jakie przyniosło jej życie, ale też podejmuje wiele literackich „ważnych tematów”, począwszy od Holokaustu, poprzez wiejskie pochodzenie, aż po skomplikowane relacje z matką. Czytelnik czasem spotyka się z żywą postacią, a czasem z dość papierową konstrukcją, a wrażenie dystansu potęgują zabawy językowe w duchu poezji neolingwistycznej („Ekshumacje. Święte racje. Zainteresowanie umarłymi u nas wiecznie żywe”).   Bardziej autentyczne okazały się „Tłuczki” Katarzyny Wiśniewskiej, debiut opublikowany w maju przez Niszę. To scenki rodzajowe opowiadające o rodzinnej przemocy i wzajemnym wyniszczaniu się w bliskich relacjach. Wiśniewska trafnie pokazała, że bycie ofiarą to nie epizod, lecz doświadczenie, które formuje mówienie, myślenie i przeżywanie; jest jak zarażone powietrze, którym nie da się nie przesiąknąć.  Sadystyczny dziadek bohaterki napędził swoimi nadużyciami i nieposkromionym męskim ego rodzinne perpetuum mobile, w którym wszyscy mogą tylko odtwarzać beznadziejnie swoją krzywdę. Patchworkowa konstrukcja dobrze ilustruje nieciągłość, poszarpanie i brak sensu, w którym żyje bohaterka-ofiara, nie mogąc wyjść poza ten zaklęty krąg. Krótkie scenki bez „dużej” narracji to też styl „Psów ras drobnych” (Ha!art). Autorka, pisząca pod pseudonimem Olga Hund, nawiązała do konwencji zapisków ze szpitala psychiatrycznego i w jej wydaniu są one bardzo odległe od optymistycznej narracji o udanej terapii i zdrowieniu. Nie wiemy dokładnie, dlaczego bohaterka, bystra dwudziestoośmiolatka, trafiła na zamknięty oddział psychiatryczny i leczy się razem z kobietami mającymi ewidentne objawy psychozy, dostajemy tylko sygnały, że mogło chodzić o „złamane serce”. Pacjentki z trudniejszymi dla otoczenia przypadłościami przebywają razem ze wszystkimi i wzbudzają u zdrowszych dużo lęku. Lekarstwem na absurd przemocy, tym razem nie rodzinnej, lecz instytucjonalnej, jest uważna, chciałoby się powiedzieć kliniczna obserwacja. Bohaterka rejestruje odwieczną walkę personelu z pacjentami o zachowanie rygoru i branie leków, widzi, że nie tylko ona, ale też bardziej chore cierpią z powodu nieadekwatności i uprzedmiotowienia. Zauważa, że szpital może powtarzać traumy pacjentek, które leżą u źródeł ich chorowania, i czule rejestruje ich trud zachowania indywidualności w szpitalnej maszynerii. Trzymamy więc kciuki, aby w następnych latach prób przekładania kobiecego doświadczenia na język literatury tylko przybywało. Jest to prawdopodobne, bo z narracjami prozaiczek korespondują książki reportażystek o podobnej tematyce, to znaczy wprowadzające do oficjalnego języka i świadomości publicznej zmagania kobiet z drugiego i trzeciego planu historii. „Aleja włókniarek” Marty Madejskiej to książka o walce o byt kobiet z upadającego po transformacji przemysłu tekstylnego (Czarne). A „Służące do wszystkiego” Joanny Kuciel-Frydryszak (Marginesy) to opowieść o „białych niewolnicach”: dziewczętach ze wsi zatrudnianych przed wojną przez polskich mieszczan i najczęściej traktowanych jak ich własność, jak rzecz. Koniec sentymentów Wygasającym trendem w literaturze wydaje się natomiast nostalgia do miejsc i przedmiotów będących symbolami (bądź fetyszami) PRL-u i transformacji. Zarówno „Wyroby” Olgi Drendy (Karakter), matki polskiej „duchologii”, jak i „Turysta polski w ZSRR” Juliusza Strachoty (Ha!art) dochodzą do krańca narracji sentymentalnej, zastępując opowieść kolekcjami przedmiotów, spisami miejsc, listą doświadczeń. W „Wyrobach” autorka zebrała „twórczość własną” majsterkowiczów i majsterkowiczek z czasów PRL-u, będących odpowiedzią na brak sprzętów i ozdób z czasów pozaklasowo doświadczanej biedy. Nie wiadomo, czy zgromadzenie w jednej książce krasnali i grzybków, łabędzi z opon, kutych bram jest czymś w rodzaju wystawy mającej wzbudzać rozbawienie brakiem gustu u amatorów, czy zalążkiem antropologicznej refleksji o nastawieniu „zrób to sam” wobec świata. Autorka nie zarysowała wyraźnie swojej postawy do twórców, nie jest więc jasny cel stworzonego przez nią literackiego magazynu osobliwości. W „Turyście” zaś Strachota zdaje relację …
Wyświetlono 25% materiału - 613 słów. Całość materiału zawiera 2454 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki