Piątek, 29 września 2017
Rozmowa z Tadeuszem Woźniakiem
– Nie chce się wierzyć, że minęło pół wieku od pańskiego debiutu, że obchodził pan właśnie jubileusz 50-lecia pracy artystycznej. Dla mojego pokolenia pozostał pan na zawsze jako młody chłopak z gitarą, który porywał słuchaczy ambitnymi utworami. Jak pan zapamiętał tamten czas? – Powiem tak: dla mnie „tamten czas” trwa dalej, bo całe zawodowe życie połączyło jedno – jestem szczęściarzem, który mógł (z grubsza rzecz biorąc) – robić całe życie to, co lubi. Gdy tak się dzieje – łączy się w jedną całość to, co wydarzyło się kiedyś z tym, co właśnie się toczy. To jest też skutek starań, by uczestniczyć tylko w tym, co mnie obchodziło i nie pracować „przeciw sobie”. Nawet wtedy, gdy rozmijałem się z publicznością. To sprawiało, że się spełniałem i nie jestem dziś frustratem z poczuciem zmarnowanego życia. – W swojej książce „Zegarmistrz światła” opowiada pan Witoldowi Górce o swoim niełatwym dzieciństwie. Jak daleko sięgały pana marzenia? Przecież osiągnął pan coś takiego, czego pan jako chłopiec z Woli chyba nie mógł sobie wyobrazić… – Nie jest czymś nadzwyczajnym, że niektórym dzieciakom udaje się wyrwać ze środowiska, w którym się wychowywali. Nie dzieje się to jednak bez przyczyny. Miałem szczęście, że moja mama miała niezwykłą intuicję i wiedziała, jak mnie „pobudzić”, a także byłem „oczkiem w głowie” moich starszych sióstr, którym wcześniej udało się wyjść z domu i zmienić swój społeczny status. Gdy dziecko nie jest nadmiernie restrykcyjnie pilnowane – a ja nie byłem – to znajdzie sobie ciekawe zajęcia. Samodzielnie podejmowałem mnóstwo decyzji, które z dzisiejszej perspektywy były ryzykowne, jednak utrwalały we mnie potrzebę niezależności, co w każdej twórczej działalności jest nie do przecenienia. Będąc pozostawiony trochę sam sobie, znajdowałem wiele atrakcyjnych zajęć i miejsc w Warszawie. Nie mogę więc powiedzieć, że byłem dzieckiem nieszczęśliwym. Zresztą zawsze uważałem, że warunki materialne są tylko częścią tego, co decyduje o naszym poczuciu szczęścia. – Kim pan chciał być, gdy miał pan 10 lat? – Najpierw, jak każdy chłopak, chciałem być strażakiem albo kapitanem okrętu – w zależności od tego, jaka mi książka w ręce wpadła. Byłem też, jak wielu moich rówieśników, Królem Maciusiem I, a także – „przepiłowywałem” skrzypce w szkole muzycznej. Zdecydowanie więc ciągnęło mnie do spraw artystycznych. – Jednak muzyka? – Muzyka, ale nie tylko, jak większość dzieciaków byłem ciekawski. Kiedyś dostałem niezwykły prezent – pudło z napisem „Jak Wojtuś został dyrektorem teatru”. W środku kartony z dziwnymi kształtami do wycinania. Po wycięciu i sklejeniu okazywało się, że jest to scena teatralna, gdzie zamiast kurtyny wklejony jest pergamin. Z tyłu sceny miejsce na jakąś lampkę, a na scenie przeróżne postacie, którymi dało się poruszać, a ich cienie widać było na pergaminie. Miałem więc swój teatr, tym bardziej, że w domu mówiono na mnie Wojtuś, więc czułem jakby ten teatrzyk był stworzony dla mnie. – Czyli ówczesne multimedia? – Do dziś pamiętam podniecenie, z jakim pokazywałem swój teatrzyk wszystkim chętnym. Tym bardziej, że nie było jeszcze telewizji, a ta zabawa niewątpliwie była niezwykłą szkołą dla wyobraźni. I to był ten mój pierwszy teatr. – Miał pan też w dzieciństwie znaczący epizod, jakim była nauka w słynnej warszawskiej szkole przy ul. Moliera, która teraz nosi nazwę Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Romana Turczynowicza. Czy przygotowanie baletowe pomogło panu w późniejszych występach estradowych? – Ta szkoła była dla moich losów kluczowa – wprowadziła mnie naprawdę w świat sztuki. I to było najważniejsze. Mieliśmy wśród przedmiotów obowiązkowo fortepian, historię muzyki, historię tańca oraz taniec w trzech rodzajach: klasyczny, charakterystyczny i ludowy. To był dobry podkład – background. Nasza szkoła (chyba jako jedyna wtedy szkoła w Warszawie), miała swoją salę teatralną. Było tam 150 czy 200 miejsc na widowni, ale wyposażenie jak w prawdziwej sali teatralnej. A więc była rampa na proscenium …
Wyświetlono 25% materiału - 611 słów. Całość materiału zawiera 2445 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?