Piątek, 27 marca 2015
Między wierszami


Pewnie to młodych czytelników zaskoczy,
lecz za Polski Ludowej nie
wszyscy pisali książki. A dziś zaistnieć
w literaturze usiłuje byle celebryta. Epidemia
jakaś, czy co? Półki księgarskie,
i tak uginające się od literackich konterfektów
rodzimych artystów, uzupełniło
minionej zimy kilka publikacji. Dwie
z nich doczekały się specjalnych prezentacji.

Znak w Faktycznym Domu Kultury
rekomendował „Czarnego Anioła. Opowieść
o Ewie Demarczyk”, autorstwa
tandemu Angelika Kuźniak, Ewelina
Karpacz-Oboładze. Duet, wykorzystując
liczne archiwalia oraz niemało wypowiedzi
bliskich swojej bohaterki, rzuca
snop światła na tę bodaj najbardziej
tajemniczą polską wokalistkę. Dowiadujemy
się, że była zagorzałą kibicką
piłkarzy Wisły Kraków, z trudem ukończyła
tamtejszą PWST, a w „Barierze”
Jerzego Skolimowskiego użyczyła głosu
sprzątaczce granej przez Marię Malicką
(to dopiero postać na reportaż!).

Gwiazda Demarczyk rozbłysła na
I Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.
Kilkanaście godzin wcześniej przed
występem wokalistki zginęły dzwony,
instrumentarium, które Zygmunt
Konieczny wymyślił do śpiewanych
przez piosenkarkę „Czarnych aniołów”:
„brzmiały lepiej, niż klasyczne dzwony
rurowe. Na drewnianych stelażach zawiesiłem
felgi samochodowe, rury wodociągowe.
Wszystko z krakowskiej
składnicy złomu, kupione dzięki specjalnemu
pismu z Pagartu, bo inaczej
nie chcieli sprzedać (…) Mieliśmy kamerton,
chodziliśmy po złomowisku
opukując różne rzeczy. Zebraliśmy trzydzieści
kilogramów żelastwa, a potem
woziliśmy po całym świecie. W drodze
z Krakowa do Opola przesiadaliśmy
się i zostawiliśmy dzwony w pociągu.
Na szczęście udało się je na czas odzyskać”.

Żelazne instrumenty made in Poland
międzynarodowej kariery jednak
nie zrobiły. „Na lotnisku Okęcie celnicy
zastanawiali się, co skrywa wnętrze
ciężkiej skrzyni. Trudno im było uwierzyć
w wyjaśnienie francuskiego impresaria
Bruno Coquatrixa, że w środku są
dzwony, które wiezie na koncert do paryskiej
Olympii”. Metalową zawartość
poddano wnikliwej kontroli, wiele elementów
uszkodzono, inne dotarły do
Francji w częściach, wobec czego Coquatrix
zawiózł Koniecznego na podparyski
szrot, gdzie udało się skomlpetowac
nowe instrumentarium.

Inne wydawnictwo z grodu Kraka –
Otwarte – w Empiku w Arkadii przedstawiło
efekt rozmowy Haliny Kunickiej
i Kamili Dreckiej, zatytułowany
„Świat nie jest taki zły”. To akurat możliwe,
za to książka jest ewidentnie niedobra.
Poza pierwszymi rozdziałami,
obrazującymi wojenne dzieciństwo piosenkarki
(ojciec, oficer KOP-u) i jej wokalne
pierwociny w kabarecie Pinezka
(stworzonym przez zapomnianych kabareciarzy:
Zbigniewa Kanclera i Jana
Świącia), oczy się kleją przy tej pretensjonalnej
konwersacji, częstokroć lukrowanej
wazeliną (vide laurka Wojciecha
Młynarskiego). Polecam zatem przed
lekturą drinka. Niekoniecznie małego,
jakiego profilaktycznie wychylała Kunicka
każdego ranka na „Batorym”, powstrzymując
chorobę morską.

Rażące błędy pozostały mi w pamięci
po lekturze „Dam PRL-u”, dla odmiany
promowanej przez stołecznego
edytora (Prószyński i S-ka) w Krakowie.
To kolejna składanka pieczołowicie
przytaczająca wiadomości o tuzinie
aktorek. Wyróżniających się: biustem
– Kalina Jędrusik, Beata Tyszkiewicz,
Barbara Brylska; oczami: Nina Andrycz,
Pola Raksa, Anna Dymna; nogami:
Elżbieta Czyżewska, Małgorzata
Braunek; ustami: Barbara Kwiatkowska,
Teresa Tuszyńska oraz pupą: Ewa
Krzyżewska, Grażyna Szapołowska.
Tak orzekła Emilia Padoł, zdaniem piszącego
te słowa we wszystkich powyższych
kategoriach na Oscara zasługuje
Irena Karel. Otwierająca wielokroć wyważane
drzwi książka, niewolna od pomyłek
(„Kłopoty to moja specjalność”
to Teatr TVP – s. 101, aktorka Pacuła,
ze s. 202, ma na imię Joanna, zaś poeta
Juliusz Krzyżewski poległ w sierpniu
roku 1944, a nie 1943, o czym
doktorantka polonistyki na Uniwersytecie
Jagiellońskim powinna chyba wiedzieć;
przy okazji informuję ją, że ojcem
chrzestnym Ewy Krzyżewskiej był
Jeremi Przybora) sprawia jednak i tak
o niebo lepsze wrażenie od absolutnego
curiosum w segmencie artystycznych
kompilacji, czyli „Sexbomb PRL”
(Brylska, Figura, Kwiatkowska, Szapołowska,
Tyszkiewicz), drewnianego
pióra Krzysztofa Tomasika. To dopiero
cegła!

Autor: TO-RT