środa, 28 listopada 2018
Rozmowa z Janem Krzysztofem Piaseckim, autorem książki „Cegiełki i inne opowiadania”
– Ponad dekadę temu pan – warszawianin – podjął decyzję o przeprowadzce na wieś… – Niezupełnie warszawianin i raczej nie „Warszawiak”, chociaż tak właśnie na początku mnie w nowym miejscu nazwano. Dziesięć pierwszych lat życia przeżyłem w Szczecinie, a pięć kolejnych w Żyrardowie, potem dopiero była Warszawa, aż do wyjazdu na Wzgórza Sokólskie (przed wojną Grodzieńskie). Do Grodna ode mnie jest 30 kilometrów drogami, a do granicy z Białorusią – siedem w linii prostej. Po tamtej stronie mieszka mnóstwo Polaków, tu sporo prawosławnych. Większość osób starszych zna tutejszy wspólny język „po prostemu”; stanowi on mieszankę języków rosyjskiego, białoruskiego i polskiego. Dla mnie jest trudniejszy do zrozumienia niż czysty język rosyjski czy białoruski. Ten język (dialekt) powoli zanika, ale występował na bardzo dużym obszarze, aż po Wilno. Istnieją nawet tomiki poezji z wierszami „po prostemu”… – Czy teraz, po dwunastu latach, czuje się pan u siebie? Został pan zaakceptowany przez miejscowych? – Tutejsi ludzie są bardzo gościnni i pozornie otwarci na nowych przybyszów. Dużo w tym ciekawości. Sąsiedzi szybko mnie polubili, każdy chciał mnie poznać i ja chciałem poznać prawie każdego. To był okres euforii, zachłyśnięcia się nową krainą i społecznością. Może też dobrze się tutaj czuję, bo w rodzinnym Szczecinie była ludność przeniesiona ze wschodu. Zaprzyjaźniłem się z dwoma rodzinami. Uczyłem się okolicy, remontowałem dom, odtworzyłem łąki i oczyściłem z zarośli resztki dworskiego parku i otoczenie jeziorek. Bo tu nikt przez sześć lat nie mieszkał, zarośnięte było. Do takich prac jak renowacja łąk potrzebna jest pomoc sąsiedzka, wszak nie miałem maszyn. Z zaakceptowaniem przez miejscowych bywa różnie. Tutaj były trzy wywózki na wschód dokonane przez Sowietów, wybierano ludzi najlepiej wykształconych, urzędników, działaczy społecznych, nauczycieli, ludzi zamożniejszych… Większość nie wróciła. Niemcy wymordowali ludność żydowską. Potem były represje wczesnego PRL, też wielu ludzi zginęło albo zaginęło. Nigdy mnie tu nie uznają za swego, ale owszem, zaakceptują, aż przyjdzie jakiś spór i dostanę zimny prysznic. Właśnie jeden sąsiad próbuje zasiedzieć kawałek mojej ziemi, drugi się obraził, bo nie pozwoliłem …
Wyświetlono 25% materiału - 326 słów. Całość materiału zawiera 1307 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki