Poniedziałek, 22 maja 2006
Rozmowa z Filipem Nowickim, prezesem i dyrektorem wydawniczym, Magdaleną Sukniewicz, wiceprezes i dyrektorem ds. promocji oraz Witoldem Olejnikiem, wiceprezesem wydawnictwa Wiedza i Praktyka
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeru168
Takie firmy jak Wiedza i Praktyka czy Polskie Wydawnictwa Profesjonalne… Witold Olejnik: Pozwoli pan, że wejdę w słowo. Otóż, kiedy powstawaliśmy, czyli w roku 1997, wchodzący w tej chwili w skład Polskich Wydawnictw Profesjonalnych Dom Wydawniczy ABC był naszym konkurentem wyłącznie, gdy chodzi o segregatory. Oni jednak wydawali akty prawne, które z publikacjami WiP można było porównywać tylko pod względem zewnętrznym. Podobnie jak my wystartował natomiast Dashöfer. Magdalena Sukniewicz: I Weka. Filip Nowicki: Właściwie wszystkie trzy firmy wystartowały w tym samym czasie. Różnica była zaledwie kilku miesięcy. Jeżeli chodzi o nasze początki, mieliśmy jedynie na czym siedzieć i wiedzieliśmy, co chcemy robić. [uśmiech] I skąd państwo wiedzieli, że to mają być publikacje wymiennokartkowe? MS: Nasz niemiecki udziałowiec, czyli Verlag Norman Rentrop, poszukiwał w Polsce partnera dla wydawania tego rodzaju produktów. Plan był następujący – jeżeli przedsięwzięcie wypali, zakładamy spółkę, a jeżeli nie – dzielimy się stratami. I wypaliło. Mówiąc „my”, kogo mają państwo na myśli? WO: Pierwszy tytuł ukazał się nakładem Wydawnictwa KiK Konieczny i Kruszewski. Był to „Poradnik Podatnika”, który okazał się pierwszą lokomotywą. KiK weszło później w skład koncernu Polskie Wydawnictwa Profesjonalne, a spółkę Wiedza i Praktyka powołali jego udziałowcy, czyli panowie Konieczny i Kruszewski, oraz partner niemiecki. Obie strony, polska i niemiecka, mają po 50 proc. udziałów. Jak by państwo określili stosunek swojego zagranicznego udziałowcy do waszej firmy? WO: Musimy ich pochwalić. Nigdy nie ingerowano ani w ofertę, ani w działalność marketingową czy zarządczą. Co najwyżej konsultowaliśmy niektóre z decyzji. Ale zyski w postaci dywidendy odprowadzacie do Niemiec. FN: Oczywiście. Od samego początku. WO: Może trudno uwierzyć, ale my za 1997 rok – pierwszy w naszej działalności – już po trzech miesiącach mieliśmy zysk. Malutki, ale był. MS: Zawrotna suma około 2000 zł! [uśmiech]. WO: A dawano nam dwa-trzy lata na wyjście ponad kreskę. FN: Jeśli chodzi o zapożyczone knowhow, gdyby nie zastosowane od razu, nie odnieślibyśmy tego sukcesu tak szybko. Inna sprawa, że byliśmy pierwsi, jeśli chodzi o informację podaną w taki sposób. Rynek to chłonął. WO: Ale żeby wszystko nie wyglądało tak różowo, musimy przyznać, że początkowo namówienie autorów KiK-u – znakomitych przecież – żeby zaczęli o tych samych sprawach pisać zupełnie innym, obcym sobie językiem nie było proste. W tym sensie początki były trudne. Jeśli chodzi o kwestie promocji, myślicie państwo, że wiedza zaczerpnięta z Zachodu była tu nieodzowna? MS: Myślę, że wiedza ta okazała się bardzo potrzebna. Takich publikacji na naszym rynku wtedy nie było. Nie mieliśmy zatem pojęcia nie tylko, jak je promować, ale i jak je w ogóle tworzyć, co jaki czas aktualizować, jak aktualizacje sprzedawać, za ile… Problemów było mnóstwo. FN: Chodziło o to, by nie eksperymentować na kliencie, tylko zaproponować standard, jakiego on oczekuje. Coś sprawdzonego i wygodnego. WO: Na samym początku partner niemiecki zaproponował, że ma gotowe rozwiązanie, które funkcjonuje z powodzeniem na rynku niemieckim. Naszym zadaniem było przetestowanie tych rozwiązań tutaj. Były takie, które nie wypaliły? MS: Niektóre z tytułów. Na przykład? WO: Poradnik dla sekretarek. To jest w ogóle ewenement rynku niemieckiego. Nigdzie indziej w Europie ten tytuł się nie przyjął, a u nich okazał się niebywałym sukcesem i do dziś bije rekordy popularności. To ciekawe. MS: U nas zawód sekretarki może być najwyżej trampoliną do dalszej kariery. W Niemczech już tą karierą jest. Segregatory z wymiennymi kartkami to nie całość oferty Wiedzy i Praktyki. Jaką część w przychodach stanowią publikacje elektroniczne? FN: 8-9 proc. Przyznacie jednak, że niektóre z tytułów trudno jest jednoznacznie zakwalifikować. Bywają książki, do których dodatkiem jest płyta kompaktowa. MS: I pod względem struktury przychodów zaliczamy je do książek. A jak państwo reagują na spadającą sprzedaż publikacji wymiennokartkowych? FN: My tej tendencji nie potwierdzamy. Owszem, nie są to publikacje, które się sprzedają jak kiedyś, ale nie ma też mowy o dramatycznym spadku zainteresowania. Mamy swój sposób na spadek przychodów z tej grupy. Jaki? FN: Stale zwiększamy liczbę tytułów i – co za tym idzie – ich odbiorców. MS: Najbardziej oczywistym zagrożeniem dla tzw. wymiennych kartek jest Internet. Na swoim przykładzie obserwujemy jednak, …
Wyświetlono 25% materiału - 660 słów. Całość materiału zawiera 2640 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki