Czwartek, 4 października 2012
Rozmowa z Klárą Molnár i Jackiem Marciniakiem, właścicielami wydawnictwa Studio Emka
Mija właśnie dwadzieścia lat od powstania Studia Emka. Jak się więc czujecie jako szacowni jubilaci? Dobrze. Jesteśmy w dobrej formie. Może nie wszystko udało się nam osiągnąć z naszych marzeń i planów, jednak jesteśmy zadowoleni z tego co osiągnęliśmy. Oczywiście, jak to bywa, w naszej dwudziestoletniej działalności wydawniczej, pojawiało się raz słońce, raz deszcz. To się uda, z tym jest gorzej. Przede wszystkim chodzi jednak o doskonalenie umiejętności pójścia z książką do ludzi. Kwestie przygotowania tytułów zarówno pod względem edytorskim, jak i merytorycznym, opanowaliśmy dobrze, chociaż oczywiście zdarzają się wpadki. Nie może ich nie być, jak się pracuje z niełatwą książką. Często chodzicie własnymi ścieżkami w zakresie dystrybucji książek Studia Emka Tak, idzie o umiejętność uchwycenia osobnych ścieżek dystrybucyjnych poza oficjalną siecią. Zmuszają nas do tego trudności z docieraniem utartą drogą z naszą książką do czytelników. Czy jest w Polsce dystrybutor, który odpowiada profilowi waszego wydawnictwa? Jesteśmy zadowoleni z Platona. Za nim stoją ludzie, których bardzo lubimy. Im można powierzyć książki, będąc spokojnym, że pomogą nam dotrzeć do potencjalnego odbiorcy. Podobnie: Azymut, Olesiejukowie, Matras, Dictum i inne jeszcze mniejsze firmy dystrybuujące książki. Osobną rzeczą jest to wszystko, co się może stać za chwilę – w sensie pozytywnym – z dystrybucją, z dobrodziejstwem internetu. Inną bardzo ważną kwestią, przed którą stają wydawcy jest to, czy uda się nam opanować zdolność obchodzenia się z książką w wersji elektronicznej i umiejętność godzenia pracy z e-bookiem i książką w wersji papierowej. W tym obszarze jesteście jako wydawnictwo o krok przed innymi… Staramy się być na bieżąco. Trochę wymusza to na nas typ literatury, jaki uprawiamy. Ponieważ nasze tytuły z kręgu nowej ekonomii, czy pozycje biznesowe trafiają do menadżerów, przedsiębiorców, pracowników korporacji, którzy oczekują od nas książek właśnie w wersji elektronicznej, choć na wersje papierowe też chyba jeszcze długo będzie zapotrzebowanie. Czy młodsze pokolenia zrezygnują z książki w tradycyjnej formie? Wszystko wskazuje na to, że nie, przynajmniej na razie. Jest to kwestia przyzwyczajenia, utrwalonego sposobu obcowania z książką, szczególnie fachową. Wielu naszych znajomych pracuje z książką ustawicznie, notując na marginesach, podkreślając markerami wybrane fragmenty, czy pewne passusy ważne do zapamiętania. To często książki wręcz „zaczytane”, jak to mówią bibliotekarze, poprzez nieustające z nimi obcowanie. Tak wyglądająca książka sprawia na pewno największą satysfakcję… Rzeczywiście takie książki „zaczytane” to szczególnie miły dla nas widok. Kto jeszcze liczy się na rynku w bliskim wam obszarze książki fachowej, motywacyjnej, biznesowej? Helion czyli brand OnePress i MT Biznes. Rebis też wydaje podobną literaturę… Tak, Rebis, Zysk i S-ka, Muza, Wolters Kluwer, Difin, Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, oczywiście, Wydawnictwa Uniwersytetów i Akademii Ekonomicznych i grupa innych wydawnictw, których nazw nie możemy sobie w tej chwili przypomnieć, ale na pewno dobrych. Ale rzeczywiście nie ma aż tak wielu wydawnictw, które mają w swoich zasobach wydawniczych znaczący segment książki biznesowej czy ekonomicznej. Jesteście za tym, aby czytać dwadzieścia minut codziennie dla dzieci, ale też czytać dla siebie… Dzieciom czytać oczywiście trzeba, ale samemu też i to minimum godzinę dziennie. To jest tak zwana „złota godzina”. Trzeba co najmniej godzinę dziennie „wykroić” na przebywanie z książką, bo artykuł w gazecie czy w internecie jest sprawą ulotną i raczej się do tego nie wraca, a do książki oczywiście się wraca jak jest zajmująca, jak traktuje o bardzo ważnych problemach, które się dzieją tu i teraz, czy za chwilę dziać się będą, o których trzeba wiedzieć. Jednak nie wystarczy tylko przeczytać, trzeba nieraz je wnikliwie studiować. Docieracie do firm z propozycją wspólnego przygotowania i wydania książki? Często tak się dzieje, że szukamy książki sami, albo znajduje ją jakaś firma czy korporacja, z którą współpracujemy np. z Deloitte, PwC, BRE Bank, Bank Zachodni WBK, czy inne. Razem ją przygotowujemy i wydajemy, dzieląc się kosztami. Zazwyczaj pretekstem do takiego przedsięwzięcia wydawniczego jest ważne zdarzenie w gospodarce światowej, europejskiej czy polskiej i zorganizowana z tego powodu konferencja, czy seminarium, zwane dziś z angielska eventem. Zapewne najchętniej z udziałem słynnego autora… Właśnie tak. Na przykład przed dwoma laty BRE Bank zorganizował konferencję o innowacyjności z udziałem profesora Claytona Christensena, wybitnego uczonego z Uniwersytetu Harvarda, czy wcześniej Deloitte z Rzeczpospolitą Forum Ekonomiczne z udziałem legendarnego menedżera wszechczasów Jacka Welcha. Wydaliśmy wówczas jego światowy bestseller „Winning znaczy zwyciężać”. Dzięki pomocy samego Welcha polskie wydanie jego książki ukazało się naszym staraniem prawie równocześnie z amerykańskim. Podjęliśmy chyba jako pierwsi wespół z AT Kearney i BRE Bankiem ważną kwestię społecznej odpowiedzialności biznesu (CRS) wydając książki Chrisa Laszlo „Firma zrównoważonego rozwoju” oraz Craiga Smitha i Gilberta Lenssena „Odpowiedzialność biznesu”. Autorzy tych pozycji wzięli udział w konferencjach połączonych z promocją polskich wydań ich dzieł. Czy w takich przypadkach firma-partner kupuje u was książki dla uczestników konferencji? Kupują je uczestnicy i wszyscy inni zainteresowani. Kiedy przyjeżdża znany autor, to powstaje medialny szum w dobrym tego określenia znaczeniu. Pojawiają się recenzje, wywiady z autorem. To jest dobry pomysł na upowszechnianie i popularyzację literatury biznesowej. Dlatego staramy się to robić systematycznie. Studio Emka jest też jednym z pionierów w publikowaniu książek biznesowych napisanych przez polskich autorów… Od dawna podejmowaliśmy próby pozyskiwania polskich autorów, ale często kończyły się one fiaskiem. Niestety, nasi autorzy in spe albo dawali teksty skompilowane, żywcem przepisywane z książek autorów głównie amerykańskich, albo co prawda wartościowe, ale pisane językiem sztywnym, niestrawnym, hermetycznym, niezrozumiałym dla szerszej publiczności czytelniczej, skierowane do bardzo wąskiej grupy odbiorców. Wiadomo dziś i wiadomo było od dawna, że ktoś, kto posiadł najwyższy stopień wtajemniczenia w danej dziedzinie wiedzy, ten tylko potrafi pisać w sposób bardzo prosty o rzeczach bardzo ważnych. I jeszcze do tego zajmująco. Niedawno wydawaliśmy taką właśnie książkę. Dostaliśmy za nią nagrodę Economicus na zeszłorocznych Targach Academia. Są to „Zwierzęce instynkty” Georga A. Akerlofa i Roberta J. Shillera. Pierwszy jest laureatem Nagrody Nobla z 2001 roku, a drugi twórcą kierunku w ekonomii zwanego ekonomią behawioralną. Książka jest zupełnie genialna, bo autorzy są niezwykłymi erudytami, zdaje się, że wiedzą o wszystkim wszystko. Piszą o sprawach bardzo ważnych, bo o trwającym kryzysie, dotyczącym nas wszystkich, o jego przyczynach i skutkach oraz jakich szukać dróg aby się z niego wydobyć. Jest to bardzo ciekawe, napisane świetnym językiem, inkrustowane anegdotami. Czyta się jak powieść. A co z tymi polskimi autorami? Jest już spora grupa bardzo dobrych polskich autorów. Wydaliśmy np. książkę Sławomira Lachowskiego „Droga ważniejsza niż cel. Wartości w życiu i biznesie”, a także książkę Leszka Czarneckiego „Biznes po prostu”. Te tytuły są świetnie napisane i zostały bardzo dobrze przyjęte przez czytelników i krytykę. Obie wywołały już zainteresowanie za granicą i obie mają swoje wersje w języku angielskim. No, ale jeden i drugi autor mają o czym pisać. Są i inni jeszcze, nie mniej interesujący – Robert Krool, Sławek Muturi, Paul H. Dembinski. Dla innych wydawnictw piszą również nieźli autorzy. Mam teraz pytanie, które może powinienem zadać na początku. Jak to wszystko zaczęło się dwadzieścia lat temu? Jak to często w życiu bywa – zrządził przypadek. Zawsze marzyłem o własnym wydawnictwie, jeszcze przed 1989 rokiem, kiedy wydawnictwa były państwowe. Współpracowałem z niektórymi, chociaż nigdy na etacie. A kiedy nadszedł czas, kiedy można było realizować te marzenia, myślałem o wydawnictwie stricte literackim, bo zawsze byłem blisko książki literackiej, a nie biznesowej czy motywacyjnej. Ale w 1993 roku okazało się, że jest wielkie zapotrzebowanie na takie publikacje, że istniała w Polsce olbrzymia luka jeżeli chodzi o klasyczną literaturę motywacyjną i biznesową. Ludzie musieli mieć motywację, żeby zacząć coś robić na własną rękę, żeby nabrać pewności siebie, wyzbyć się lęku, że może się nie udać. I właśnie mistrzowie klasycznej literatury …
Wyświetlono 25% materiału - 1221 słów. Całość materiału zawiera 4885 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki