Opublikowano:

Ranking drukarń dziełowych 2008

Bądźmy szczerzy – zanosiło się na to od dawna. Rok po roku drukarnia Opolgraf pięła się w naszym rankingu, by wreszcie – w jego piątej edycji – osiągnąć miejsce najwyższe. Tak, Drodzy Czytelnicy, ankietowani przez redakcję „Magazynu  Literackiego KSIĄŻKI” wydawcy za najlepszą drukarnię uznali właśnie Opolgraf.

A zaczęło się skromnie. W 2004 roku była lokata 13., później ósma, w 2006 bardzo wysoka – bo druga, która w kolejnym, pewnie ze smutkiem zainteresowanego, zamieniona została na trzecią. I wreszcie teraz – ta najwyższa. Sukces osiągnięty przez firmę zarządzaną dziś przez Mirosława Szewczyka, a wcześniej Jerzego Nagórskiego, smakuje tym lepiej, że jej załodze ciężko przyszło na niego zapracować. „Jeszcze trzy i pół roku temu sytuacja opolskich zakładów graficznych była tak zła, ze groziło im zakończenie działalności” – pisał w lutym 2006 roku „Puls Biznesu”, drukując sylwetkę drukarni. „Milionowe długi, produkcja »na pół gwizdka«, zakupy materiałów drukarskich za gotówkę. Już miało się zacząć postępowanie układowe, groziło postępowanie upadłościowe. Postawiłem na odbudowę kontaktów z dostawcami papieru. W tej branży to materiał strategiczny. Stanowi 50-60 proc. kosztów. Znajomości z czasów WSiP i zdobyte tam doświadczenie okazały się handicapem” – dodawał na tych samych łamach prezes Nagórski, który do Opolgrafu przyszedł we wrześniu 2002 roku, wcześniej zasiadając m.in. właśnie w zarządzie Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Udało mu się.

Nie tylko zresztą jemu. Miałem przyjemność współpracować kiedyś z osobami z Opolgrafu (współpracuję i dziś) – Mirkiem Szewczykiem właśnie, Elą Talar z działu marketingu, i z kilkorgiem ich kolegów, których nazwisk niestety nie pomnę. Zapamiętałem ich jako nie tylko profesjonalistów, ale także ludzi życzliwych i bez wahania poświęcających prywatny czas (a i samochód) dla klienta. I tak jest do dziś, co potwierdzają głosy wydawców. Mam nadzieje, ze nie zdewaluowały się takie słowa jak wspomniane życzliwość  i  poświęcenie. Na nich bowiem – jak widać – można budować sukces jak najbardziej wymierny. Wykonujący rocznie 8 mln egz. książek w ramach 1700 tytułów producent zdobył w rankingu 1188 punktów na 1280 możliwych, tym samym „zbliżając się do ideału” w 93 proc. Firma uzyskała wskazania od ośmiu oficyn.

Na drugie miejsce w zestawieniu powróciły Olsztyńskie Zakłady Graficzne OZGraf. Raz tylko – w 2006 roku – firmie zarządzanej przez Ryszarda Maćkowiaka udało się wspiąć na najwyższy stopień podium.  Pamiętać jednak należy, że od pięciu lat poniżej czwartego miejsca firma ta nie schodzi. To dopiero sukces – być zawsze na topie. Dlatego tak ważna będzie prywatyzacja OZGrafu. No i przede wszystkim wybór nowego prezesa, o ile w ogóle będzie musiało do tego dojść, co byłoby chyba krokiem niezwykle ryzykownym. Tegoroczny wynik OZGrafu to 1030 punktów na 1120 możliwych (92 proc.) i siedem wskazań. Też świetnie! Miejsce w czołówce „od zawsze” ma też Abedik. Tylko raz spadł na dziewiąte miejsce, w 2006 roku. Rok temu było szóste, a teraz trzecie – zarazem pierwsze podium tej cenionej przez edytorów firmy. Na poznaniaków swój głos oddało sześciu, w sumie przyznając 928 punktów na 960  możliwych. Skuteczność aż 97-procentowa z szacunkiem każe zerkać  w kierunku Wielkopolski.

Fotel lidera opuścić musiał natomiast Colonel, spadając dopiero na czwarte miejsce. Mamy nadzieję, że upadek za bardzo sympatycznych krakusów nie boli i szybko wrócą do walki o pudło. W 2008 roku firmie prowadzonej przez rodzinę Marców pięciu wydawców dało 760 punktów na 800 możliwych (95 proc.).

Pierwszą piątkę zamyka inowrocławski Pozkal, który dopiero od trzech lat zajmuje wysokie miejsca w rankingu „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”. W 2008 roku za jednego z najlepszych partnerów uznało go także pięciu edytorów i dało 716 punktów na 800 maksimum (90 proc.).

Metodologia
Metodologię sporządzania rankingu znają Państwo bardzo dobrze, przypomnimy więc tylko, że do blisko setki wydawnictw wysłaliśmy ankiety, prosząc o przyznanie ocen najlepszym drukarniom, w kategoriach
takich jak jakość produkcji, terminowość jej realizacji, elastyczność na uwagi kontrahentów, kontakty interpersonalne oraz satysfakcja z zakresu świadczonych usług. Oceny (1-5) mnożyliśmy przez tzw. wskaźnik wagi poszczególnych kategorii, za najważniejsze uznając jakość i terminowość, a za „najmniej istotne” – satysfakcję z zakresu usług. Dlaczego? Po odpowiedź odsyłam do wcześniejszych edycji. Dodam, że metodologia powstała po konsultacjach z samymi wydawcami. Do tej pory – odpukać – nikt nie zgłaszał poważniejszych uwag.

Postanowiliśmy zaprezentować Państwu pierwszą „20” najlepszych, choć z racji na osiągnięty wynik żal było pominąć toruński Zapolex, na który 234 głosy oddały trzy firmy (następna w kolejności Leyko zdobyła tylko jeden głos). Niestety, statystyka jest nieubłagana.

Zaskoczenia
Wśród tych największych wymieńmy pojawienie się w top 20 podmiotów, których próżno szukać w poprzednich zestawieniach. Zaliczyć należy do nich firmę Gryf z Warszawy (dział produkcji mający w Płońsku) – miejsce dziesiąte, inowrocławskie Know-How (czternaste) oraz krakowską Legrę (osiemnaste). Oczywiście, na wysuwanie wniosków i stawianie tez nie można się silić – w końcu głosy oddane przez dwie czy trzy firmy nie mogą jeszcze pełnić roli certyfikatów jakości. No, ale od czegoś  przecież bój rynkowy trzeba zaczynać.

Innym zaskoczeniem, czy raczej rozczarowaniem, jest słaba pozycja Drukarni Naukowo-Technicznej, która z miejsca drugiego spadła na ósme, a przypomnijmy, ze w latach 2004-2005 była liderem naszego zestawienia! Czy wpływ na to miały zmiany personalne na najwyższych szczeblach firmy, czy włączenie jej w struktury PAP, trudno  powiedzieć. Fakty jednak mówią za siebie. Poligrafom ze stołecznej Pragi  Północ wiedzie się tak sobie.

Humor nie powinien także dopisywać szefom dwóch łódzkich zakładów – Drukarni Wydawnictw Naukowych i Łódzkiej Drukarni Dziełowej. Pierwsza zaliczyła spadek z miejsca piątego na 11., druga zaś z dziesiątego na 19. (a było jeszcze lepiej – proszę spojrzeć do tabeli). Czas się poprawić, Drodzy Państwo!

Opinie
Po żmudnym przeliczaniu „wydawniczych” głosów lektura opinii to dla nas prawdziwe odprężenie, a niekiedy niezła rozrywka. Przyznając „stopnie” w takiej kategorii jak „jakość wykonywanej produkcji” zwracano uwagę na „doskonałą kontrolę jakości na każdym etapie produkcji” (to o Leyko, które niestety znalazło się dopiero na 22. pozycji) czy „staranny druk, dobre zaczernienie tekstu i trwałą oprawę” (o Abediku). „Dobrze nadrukowane, zgodnie z zamówieniem, w terminie oddane, przed drukiem zawsze przysyłają biały niezadrukowany egzemplarz, jak będzie wyglądać książka” – napisał jeden z edytorów o debiutującym na liście Gryfie. „Publikacje wychodzące z drukarni są na najwyższym poziomie i o dużej skali trudności (oprawa twarda całopłócienna z obwolutą, tłoczenia różnymi rodzajami folii itp.). Firma powinna jednak uzupełnić park maszynowy o maszynę cztero- lub pięciokolorową do druku okładek” – fachowo analizował stan posiadania Drukarni Wydawnictw Naukowych w Łodzi jeden z edytorów.  „Największym atutem drukarni jest wysoka jakość produkcji” – kwitował ktoś zadowolenie ze współpracy z Olsztyńskimi Zakładami Graficznymi. „Bardzo profesjonalnie prowadzone DTP i produkcja” – brzmiała zaś jedna z ocen zwycięzcy tegorocznego rankingu. Były też głosy negatywne: „Składki nie schodzą się idealnie, z kolorami różnie bywa, papier w połowie książki nagle inny. Na łapu capu”, napisał ktoś wprost o jakości usług świadczonych przez Łódzką Drukarnię Dziełową.

Nie mniej ważny niż jakość okazywał się czas realizacji zamówienia. „Zdarzają się opóźnienia, ale przynajmniej jest się o tym uprzedzanym” – z ulgą wyznawał jeden z edytorów, głosując na Opolgraf. „Długie terminy realizacji, ale na czas”, pisał ktoś o Druk-Intro z Inowrocławia, a o Leyko: „Dotrzymują
nawet bardzo krótkich terminów. Nie zdarzają się opóźnienia. Przeciwnie, często dostarczają nakład przed ustalonym terminem”. Naprawdę szkoda, że top 20 jest w tym roku bez Leyko. Może kolejny.

Za „realizację, zasadniczo, w uzgodnionym terminie (podczas kilku lat współpracy zaledwie kilka opóznień)” przyznano Abedikowi cztery punkty, a za działanie „poza skalą – zdarza się przed terminem!!” kto inny oceniał Colonela na szóstkę. Niestety, mogliśmy dać „tylko” piątkę. Przez sześć mnożyliśmy   punkty przyznawane w kategorii „elastyczność na prośby i sugestie klienta”. Po raz kolejny okazało się, że jej brak jest dla wydawców nie lada problemem. Dlatego właśnie doceniano „otwartość na wszystkie sugestie, pytania, prośby, możliwość negocjacji ceny, oprócz odpowiedzi na pytania – rady i sugestie – bardzo pomocne”. Dodawano na końcu ujmujące w swej szczerości „Zawsze MIŁO!” (o Graffiti BC).

„Otwartość na negocjowanie cen i terminy płatności zgodne z oczekiwaniami klienta” uznano z kolei za jedną z zalet OZGrafu, zaś skłonność do „nowości i eksperymentów” doceniano u personelu Pozkalu. To samo zresztą mówiono o Opolgrafie, uzupełniając nawet: „pełna realizacja próśb i sugestii wydawcy”. O robiącej zawrotną na liście karierze firmie Lega z Opola szefowa jednej z oficyn napisała: „duża elastyczność  na sugestie dotyczące terminu wykonania zadania, ceny, terminu zapłaty i transportu. Współpraca z Lega to czysta przyjemność i ZERO NERWÓW. Wróżę tej drukarni dużą przyszłość”. I oby tak pozostało. Zero nerwów to podstawa. Gorzej, gdy dopadną zleceniodawcę dochodzącego do wniosku, że „ze względu na obroty i dużą ilość produkcji ciężko się umawiać na niestandardowe realizacje” (to o warszawskim Perfekcie).

Jakość relacji interpersonalnych oznaczała m.in. „dużą dostępność kontaktów z pracownikami drukarni, bez względu na porę” (o Abediku), „zawsze miłą i rzeczową rozmowę” (też Abedik) czy „znakomite kontakty z szefową, Panią Ewą Zaleską i szefową produkcji, Panią Barbara Wójtowicz” (Lega). To nie koniec: „Kontakty te cechuje wysoka kultura osobista i kompetencja. Obie panie nie spędzają czasu na naradach, lecz dostępne są dla klientów praktycznie non stop”. O Drukarni Wydawnictw Naukowych napisano zaś ze znawstwem: „osoby do kontaktu z klientami (technolodzy) z dużym doświadczeniem zawodowym, bez pośrednictwa handlowców, co znacznie ułatwia i przyspiesza kontakt z drukarnią”.

I ostatnie kryterium oceny: „satysfakcja z zakresu świadczonych usług”. Najniżej oceniane, bo stanowi wartość dodana do profilu zakładu, swego rodzaju bonus. W komentarzach wydawcy podkreślali, że „ceny mogłyby być odrobinę niższe” (o Opolgrafie), „drukarnia chętnie współpracuje i włącza się w nowe, ciekawe projekty oraz nowe rozwiązania techniczne; wychodzi naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom klienta” (opinia na temat Druk-Intro) lub „udostępnia szeroki wachlarz swoich możliwości” (brawo OZGraf ). Narzekano zarazem na „zakres ograniczony z powodu nadmiaru zleceń”, które napływają do Colonela, i na to, ze satysfakcja z możliwości partnera jest „średnia, bo mimo terminowości i sympatycznych ludzi książka prezentuje się nie bardzo pięknie” (Łódzka Drukarnia Dziełowa).

Podsumowanie
Najlepszym podsumowaniem rankingu winna być satysfakcja wydawców z wyników odpowiadających ich refleksjom i doświadczeniom. Jeżeli tak jest, nam pozostaje się z tego cieszyć. Osobista radość mamy z kolei z faktu, ze ten ranking jest bezsprzecznie pełniejszy w informacje od poprzedniego. W tym roku ankiety wypełniło bowiem 36 podmiotów (rok temu 29 czyli o jedna czwarta mniej). Oddano 95 głosów na 44 firmy (rok temu, odpowiednio, 73 i 31). Wskazywano różnie – na jedna, dwie, czasem na siedem najlepszych. Średnia liczba głosów oddanych przez wydawce wyniosła 2,63 (rok temu 2,5). Znacznie obszerniej niż w latach wcześniejszych ankiety uzupełniane były o komentarze. Za Państwa wierność i życzliwość – dziękujemy!

 

Marzena Baranowska, szefowa produkcji w Langenscheidt Polska:

Odnoszę wrażenie, ze przez ostatni rok wszystkie drukarnie znacząco podniosły standard świadczonych usług. Dotyczy to zarówno jakości produkcji, jak i terminowości dostaw. W kilku z nich wprowadzono nowe systemy zarządzania i kontroli. Zauważyłam, ze zakłady, które dotychczas występowały jedynie w roli producentów, dziś są też prawdziwymi doradcami wydawcy. Tak się stało w przypadku drukarni  Pozkal.
W wielu przypadkach spadek zleceń zagranicznych na skutek wysokiego kursu złotego do euro zmusił naszych poligrafów do bardziej intensywnego poszukiwania zleceń od wydawców krajowych. „Przyszły”  wiec i niższe ceny. Tak się stało w przypadku bardzo dobrej drukarni Dimograf z Bielska-Białej. Spadek eksportu odnotowały też Olsztyńskie Zakłady Graficzne. Prawdopodobnie jeszcze w 2008 roku poznamy nowego właściciela tej drukarni. Nie tylko jej pracownicy, ale również wydawcy wyczekują momentu, kiedy Skarb Państwa ogłosi, kto kupił tę szacowną firmę. Myślę, że nie „uprawiam” zbytniej prywaty i wyrażę tutaj głos większości edytorów, gdy powiem, że zależy nam, by nadal gwarantem jakości i wizytówką drukarni był jej długoletni prezes, Ryszard Maćkowiak. Mam nadzieję, że przyszły właściciel weźmie nasz głos pod uwagę. Tegoroczne targi Drupa wyraźnie pokazały inwazję druku cyfrowego. Drukarnie dziełowe maja świadomość, że nakłady spadają (myślę, że nadal będą spadać) i muszą
stawić temu czoła. Nakłady od 2000 egz. staną się z czasem normą (rosną koszty logistyki i dystrybucji), przynajmniej w niektórych, niekoniecznie niszowych, sektorach wydawniczych. Dobre drukarnie już są na to przygotowane, niektóre wchodzą w ścisłą współpracę z drukarniami cyfrowymi. To dobry kierunek. Dobre drukarnie trzymają rękę na pulsie!

Kuba Frołow, Magazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2008