szukanie
zaawansowane
 
Poniedziałek, 24 czerwca 2013

Książki i ludzie w młynach historii Rozmowa z Zygmuntem Gebethnerem



Jak kształtował się młody człowiek w domu, w którym sprawy wielopokoleniowej firmy wydawniczo- -księgarskiej przenikały się z życiem prywatnym, z życiem rodziny?


W naszym domu istotnie żyło się książkami, literaturą, przyjaźnią z ludźmi, którzy książki tworzyli. Bywali u nas zaprzyjaźnieni pisarze, których mój ojciec – Jan Stanisław Gebethner – wydawał. Na przykład Michał Choromański, bardzo charakterystyczna postać. Chodził o kulach, co mnie, chłopcu wtedy, wydawało się straszne. Ale odnosił się do mnie niezwykle przyjaźnie. Zresztą wszyscy bywali na ogół ludźmi bezpośrednimi. Kaden-Bandrowski, który miał synów w moim wieku, zazwyczaj przy okazji wizyt nawiązywał rozmowę ze mną.

Czy miał pan wówczas świadomość, że należy do szczególnego domu?

Takie sygnały przychodziły raczej z zewnątrz. Rodzice nigdy tego nie podkreślali. To wśród kolegów szkolnych, kiedy byłem już w gimnazjum, widziano we mnie przedstawiciela „Gebethnera i Wolffa”. Tę szczególność odczuwałem bardziej jako możność poznawania fascynujących spraw i ludzi.

Wspomniał pan o gimnazjum. Jak to była szkoła?

Gimnazjum zboru ewangelicko-augsburskiego im. Mikołaja Reja. Doskonała placówka, która przyjmowała zresztą uczniów różnych wyznań. Była to szkoła prawdziwie demokratyczna, gdyż także pod względem majątkowym uczniowie byli bardzo zróżnicowani. Wszyscy mimo to byli jednakowo traktowani, nikomu nic nie wypominano. Gromadziła się tam bardzo ciekawa, zaangażowana młodzież. Potem okazało się, że podczas okupacji wszyscy byli jakoś umocowani w konspiracji.

Wyobrażam sobie pańską sytuację w owym czasie jak wyjętą z „Budenbrooków”: oto wyrasta młoda generacja i musi się określić, czy będzie chciała kontynuować drogę poprzedników. Czy pan był pewien, że chce przejąć pałeczkę po ojcu?

Tak. Bez wahania, tak. Byłem tego pewny właściwie od zawsze.

Pańską edukację przerwała wojna. Nagle wszystko się urwało, zawaliły się plany…

Skończyłem właśnie gimnazjum, wybierałem się do liceum, w perspektywie były studia. A tu – Wrzesień. Ojciec wstąpił do Straży Obywatelskiej, był zastępcą komendanta. Ja, młody chłopak, zostałem gońcem, rozwoziłem meldunki. Kiedy Niemcy weszli do Warszawy, niemal od razu ojca aresztowali. Wprawdzie niedługo został zwolniony, ale firma tymczasem dostała niemieckiego zarządcę powierniczego, treuhändera. Już wtedy pracowałem w księgarni. Ponieważ nie mogłem dalej się uczyć, bo licea i szkoły wyższe zostały dla Polaków zamknięte, zapisałem się do szkoły zawodowej Zgromadzenia Kupców, która miała program liceum, i rozpocząłem pracę. Pomogła tu, jakkolwiek to dziwnie brzmi, pewna praworządność Niemców. Otóż nie wolno było pracować we własnych firmach ich właścicielom, ale że ja nie byłem formalnie właścicielem, jakoś się mnie nie czepiali. Potem zezwolono ojcu na pewien udział w pracach księgarni, gdyż treuhänder nie bardzo umiał sobie poradzić w tak wielkiej firmie. Mówię o księgarni, bo działalność wydawnicza od razu oczywiście została zakazana.

Jak pan, syn właściciela, był traktowany w pracy?

Zaczynałem oczywiście od najbardziej podstawowych czynności, jak zamiatanie przed sklepem, noszenie paczek, klepanie półek. Nikt mnie od tego nie zwalniał. Nasza księgarnia, ulokowana na rogu ówczesnej ulicy Zgoda i Sienkiewicza, była duża nawet jak na dzisiejsze standardy – trzy piętra książek. Było więc co robić. Miałem bardzo wymagającego zwierzchnika. Pan Gajec, znakomity fachowiec, zakopiańczyk, potem mieszkaniec Krakowa, sprowadzony przez ojca do Warszawy, w niczym praktykantom nie pobłażał i ja nie byłem z tego wyłączony. Z czasem dopuszczono nas do włączania kwarantanny, do poważniejszych zadań, uczono korzystania z bibliografii i katalogów. Pan Gajec był również nauczycielem w zainicjowanej przez mojego ojca szkole księgarskiej – Tajnych Kursach Księgarskich. Ja i jeszcze jeden z praktykantów zostaliśmy pierwszymi uczniami tej szkoły, odbywałem w niej naukę w latach 1941-1943. Była to poważna [...]
Irena Janowska-Woźniak
Materiał pochodzi z czasopisma Wiadomości Księgarskie Wydanie nr 74
Wyświetlono 25% materiału. Całość materiału zawiera 15111 znaków.
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1.
Abonenci Biblioteki Analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki zaloguj się
2.
Dostęp czasowy. Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Czas dostępu Opłata za dostęp Opis
15 minut 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880.
Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.

Wykupiony kod zapewnia dostęp do materiałów z tego komputera (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki).
Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Kod dostępu: zatwierdź
3.
Dostęp terminowy. Płatność kartą płatniczą lub przelewem

Za dostęp czasowy i terminowy do archiwum naszych tekstów mogą Państwo zapłacić za pomocą karty płatniczej lub przelewu bankowego.
Najpierw zostaną Państwo poproszeni o zarejestrowanie się w naszym serwisie, a następnie:

  1. Płatność kartą płatniczą: po udanej autoryzacji transakcji od razu otrzymają Państwo dostęp na interesujący Państwa czas.
    Po opuszczeniu naszego serwisu ponowny dostęp do materiałów uzyskają Państwo po zalogowaniu się aż do czasu upłynięcia czasu, na jaki wykupili Państwo dostęp.
  2. Przelew bankowy: po otrzymaniu złożonego przez Państwa w serwisie zamówienia i uznaniu środków na rachunku bankowym Biblioteki Analiz skontaktuje się z Państwem nasz pracownik celem ustalenia momentu, od jakiego życzą sobie Państwo uzyskać dostęp do archiwum naszych tekstów. Numer rachunku bankowego podany jest w potwierdzeniu zamówienia wysyłanego na podany przez Państwa adres e-mail.

Wybierz interesujący Cię okres dostępu

REKLAMA
 
Nasze nowości wydawnicze
"W teatrze ciągle jest najważniejszy człowiek i jego epopeja, chociażby był wiejskim głupkiem. Historię trzeba opowiedzieć, a nie wykrzyczeć! Ale to się zmienia i ta nowa efekciarska estetyka nie pasuje mi już. Ja jestem ...
Autor przypomina dawno zapomniane receptury nalewek, wódek i likierów, pisze o ich historii, podaje także przepisy, tak by każdy sam mógł spróbować przygotować kordiały, eliksiry i rosolisy.
Bogumił Rychlak z zawodu ...
1 2 3 4 5 6 7
RSS
 
Subskrybuj nasz newsletter
Jeśli chcesz być informowany o aktualnościach, podaj swój adres e-mail.
 
Popularne artykuły
Najczęściej czytane
Chmura tagów
Trwa indexowanie materiałów
lista będzie dostępna za moment.
1 Słowik
Kristin Hannah
"Słowik" Kristin Hannah to historia inspirowana biografią bohaterki francuskiego ruchu oporu, Andree de Jongh. Ale nie należy jej traktować nadto serio. A może inaczej: nie da się, po ...
2 Spójrz na mnie
Nicholas Sparks
"Spójrz na mnie" Nicholasa Sparksa traktuje o miłości, bo i o czym innym pisać może autor "Listu w butelce" czy "I wciąż ją kocham" ? A pisze jak zawsze, ani lepiej ani gorzej. Ten prozaik ...
3 Zanim się pojawiłeś
Jojo Moyes
"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes - wyciskacz łez światowej sławy.
zobacz wszystkie
 
 
 
© Copyright 2005 Biblioteka Analiz | System optymalizowany do 1024x768+, windows-1250.

Wykonanie i opieka - ENCODE Pełne rozwiązania internetowe. www.encode.pl