Czwartek, 2 lipca 2026

Od Agaty Diduszko-Zyglewskiej, przewodniczącej Zespołu ds. pola literackiego, doradczyni Ministry, otrzymaliśmy komentarz do opinii UOKiK w sprawie projektu ustawy o ochronie rynku książki:

Zacznę od kluczowej informacji: celem projektowanej w MKiDN regulacji jest zatrzymanie postępującej oligopolizacji rynku książki oraz ochrona twórców i przedsiębiorców działających na tym rynku przed niszczącym prawem silniejszego. Ta ochrona jest tak istotna z perspektywy państwa, ponieważ ci ludzie i te miejsca – księgarnie i wydawnictwa – tworzą i pielęgnują naszą tożsamość. Bez nich przyszłość polskiej kultury, a nawet więcej, polskiej wspólnoty, jest zagrożona. Opinia UOKiK pokazuje, że Prezes tego Urzędu wciąż nie docenia powagi sytuacji.

W swojej opinii UOKiK przedstawia wiele tez, które są zgodne a czasami tożsame z przesłanymi resortowi opiniami kilkunastu największych podmiotów wydawniczych i dystrybucyjnych na rynku, natomiast zupełnie niezgodne z faktami, które wynikają ze znanych publicznych badań, raportów i analiz. UOKiK nie odnosi się przy tym do żadnych badań ani analiz, które potwierdzałyby zasadność przedstawionych w piśmie poglądów.

Prezes UOKiK, powołując się na „zasady ekonomii”, twierdzi, że regulacja spowoduje wzrost cen i spadek sprzedaży – i na tym opiera właściwie cały swój wywód. Tymczasem dane z kilkunastu europejskich krajów, które na przestrzeni kilku dekad wprowadziły regulacje takiej zasady nie potwierdzają. Wręcz przeciwnie, jak pokazuje analiza porównawcza tych danych Rhysa Williamsa z 2024 roku („Journal of Competition Law&Economics”), generalnie kraje stosujące różne warianty regulacji odnotowują wyższą sprzedaż książek w porównaniu z krajami, które nie chronią tego rynku, natomiast nie odnotowują wzrostu cen. Również analiza symulacyjna wykonana przez Prof. Michała Bernardellego na zlecenie Polskiej Izby Książki, nie potwierdza prognoz Urzędu – trzy możliwe scenariusze zarysowane przez profesora pokazują przede wszystkim, że skala pozytywnego wpływu regulacji na rynek zależy od decyzji, które w kontekście zmian prawnych podejmą poszczególne podmioty.

UOKiK nie uznaje jednak wartości doświadczenia innych krajów europejskich, ponieważ na polskim rynku są „znacząco odmienne uwarunkowania”. Bardzo trudno to zrozumieć. Po pierwsze dlatego, że na każdym z tych kilkunastu rynków występują odmienne uwarunkowania, a jednak rozwiązania, które projektujemy, sprawdzają się w poszczególnych krajach pomimo tych odmienności. Po drugie, polskie prawo we wszystkich obszarach z powodzeniem korzysta z wariantów rozwiązań, które działają także w innych europejskich krajach, dlaczego na tym jednym rynku miałoby być inaczej?

UOKiK w kilku fragmentach swojego pisma spektakularnie myli stan obecny z rzekomymi skutkami regulacji. Twierdzi na przykład, że w efekcie wprowadzenia jednolitej ceny książki i maksymalnego rabatu „dystrybutorzy będą skłonni, by domagać się podniesienia cen okładkowych”, a „ograniczenie [małym księgarniom i wydawnictwom] możliwości konkurowania ceną może utrudnić, a nie poprawiać, warunki ich funkcjonowania na rynku”. (!!!) Sęk w tym, że to właśnie teraz wydawcy są zmuszeni do sztucznego zawyżania okładkowych cen książek, ponieważ muszą uwzględniać konieczność udzielenia dystrybutorowi gigantycznego rabatu od dnia premiery, a małe księgarnie i wydawnictwa nie są w stanie konkurować z dumpingowym obniżaniem cen przez wielkie sieci internetowe. Właśnie dlatego zamykają się ze szkodą dla twórców i czytelników.

Niestety UOKiK tej szkody nie rozumie. Prezes Urzędu nie widzi różnicy pomiędzy zakupem książki przez internet a zakupem w księgarni. Twierdzi wręcz, że zakup przez internet daje lepszy dostęp do książek i taki sam dostęp do życia literackiego (!). Nie zauważa roli algorytmów, które decydują o tym, jakie okładki zobaczy a jakich nie zobaczy czytelnik-internauta. Nie dostrzega, że możliwość obejrzenia okładki i kilku zdań promocyjnego opisu to istotnie ograniczony dostęp do książki. Możliwość przejrzenia książek, konsultacji z ekspertem-księgarzem, spotkania z autorem i innymi czytelnikami jako podstawowa funkcja działania księgarni w tej refleksji nie istnieje. A czytelnik jest zredukowany do biernego samotnego odbiorcy treści podsuwanych mu przez algorytm w jego telefonie. Wpływ tego rodzaju biernego „uczestnictwa” w kulturze na zdrowie publiczne i ograniczenie świadomej wolności wyboru nie trapią Urzędu.

Fragment dotyczący rzekomo nieistotnej roli księgarni stacjonarnych w kontekście rozwoju czytelnictwa i społeczności skupionych wokół czytania, szczególnie dotkliwie obnaża to, że konstruując swoją opinię UOKiK nie poświęcił czasu na zapoznanie się z tym, co w tej sprawie mają do powiedzenia eksperci zajmujący się czytelnictwem.

Te eksperckie raporty, które zainteresowały Urząd, zostały zinterpretowane w zdumiewający sposób. Uznano mianowicie, że „nie potwierdzają możliwości wystąpienia istotnych korzyści projektowanych rozwiązań dla nabywców książek”, pomimo całych stron poświęconych w nich istotnym korzyściom, które czytelnikom przyniesie stała obecność w przestrzeni publicznej miejsc z jakościową literaturą czy biblioróżnorodność zapewniana przez transparentne warunki konkurencji i godne zarobki osób tworzących książki oraz prawdziwa a nie ograniczona rekomendacjami AI wolność wyboru.

Prezes Chróstny zauważa, że nie mamy danych sprzedażowych z „Empiku, Amazona ani Bonito”. To prawda! Brak dostępu do danych, których największe podmioty nie udostępniają, jest ogromnym kłopotem, na który skarży się wielu uczestników rynku. Między innymi dlatego projektujemy ustawę, która ma umożliwić państwu skuteczne zbieranie wszystkich danych z rynku oraz przepływ tych danych między podmiotami, które powinny je mieć. I wbrew temu, co pisze UOKiK, projektowany we współpracy z GUS i Biblioteką Narodową system raportowania danych nie oznacza nałożenia „dużych obowiązków informacyjnych na podmioty działające na rynku książki”, ponieważ dotyczy danych, które te podmioty już teraz zbierają i przekazują swoim kontrahentom, a które mają być w sposób zautomatyzowany przekazywane także do GUS.

Pismo Prezesa Chróstnego zawiera także wewnętrzne sprzeczności. W jednym miejscu czytamy, że nie ma sensu opierać się na regulacjach z innych krajów, bo wprowadzane je dawno temu (co jest prawdą tylko w odniesieniu do niektórych krajów) a rynek się zmienił, a w innym, że „przywoływana przez projektodawców (francuska) ustawa z 1981 r. nie jest jedynym aktem prawnym regulującym ten rynek. Ustawodawca francuski dostrzegł bowiem konieczność wprowadzenia regulacji dotyczących książek elektronicznych, czego wyrazem jest ustawa z 26 maja 2011r.”… Czyli w krajach, w których wprowadzono regulacje dawno temu uznano, że pomimo zmian nie należy z nich rezygnować, warto za to dodać aktualizacje. Jaki z tego wniosek dla nas?

UOKiK nie widzi też nadużywania pozycji dominującej przez żadne podmioty na rynku książki w ostatnich latach. Nie widzi, bo jak wyjaśnia takie nadużywanie można wykazać wyłącznie w toku postępowania antymonopolowego, które musiałby przeprowadzić… UOKiK. Tymczasem w ostatnich latach nie prowadzono takich postępowań.

Nie ma w tym komentarzu miejsca na odniesienie się do wszystkich kontrowersyjnych i nieuzasadnionych tez z omawianej opinii, więc napiszę tylko, że wbrew clickbaitowemu tytułowi w „GW” nie mam poczucia, że opinia UOKiK „miażdży” projekt ustawy. Wybrzmiewa w niej natomiast specyficzny punkt widzenia Urzędu, który zajmuje się na co dzień o wiele większymi rynkami (stąd może otwarcie wyrażana troska o dobrostan największych podmiotów, które dominują na rynku, i poczucie nieistotności oraz nieznajomość kluczowej roli małych księgarń czy wydawnictw) . UOKiK rynkowi książki musi ze swojej pozycji przyglądać się przez lupę, ale wygląda na to, że chwilowo ją zgubił i przy pisaniu opinii użył kiepskich okularów kupionych nie u optyka a okazyjnie na platformie internetowej.

Jestem przy tym pewna, że Ministerstwo skorzysta z tej opinii, ponieważ z pewnością pokazuje ona, że specyficzne sprawy, potrzeby i mechanizmy kultury, które ze środka wydają nam się oczywiste, z zewnątrz mogą być niejasne, nawet dla doświadczonych na innych polach urzędników. Pismo UOKiK to dla nas dobry asumpt do ewentualnych dodatkowych uzupełnień w uzasadnieniu i OSR ustawy.

Agata Diduszko-Zyglewska
Przewodnicząca Zespołu ds. pola literackiego przy Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Doradczyni Ministry Kultury

Podaj dalej