
We wtorek 31 marca w Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu 87/89 w Warszawie przed tradycyjnym wydarzeniem, jakim jest Biesiada Literacka organizowana przez Oddział Warszawa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, odbyła się podniosła uroczystość, podczas której Maciej Wróbel, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, udekorował Krzysztofa Bieleckiego brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
– Szanowni Państwo, mam zaszczyt i przyjemność poinformować, że Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Marta Cienkowska na podstawie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej nadała panu Krzysztofowi Bieleckiemu, prozaikowi, felietoniście twórczości, laureatowi wielu nagród literackich, brązowy medal zasłużony kulturze Gloria Artis w uznaniu dla jego dorobku twórczego oraz zaangażowania w rozwój i promocję kultury polskiej, zapowiedziała Anna Nasiłowska, prezes SPP.
Krzysztof Bielecki odpowiedział: dziękuję za to szczególne wyróżnienie. Cieszę się bardzo, że wręczył mi je akurat pan Maciej Wróbel, który zna moją twórczość, a zwłaszcza – jak mi powiedział – zna ją jego ojciec. To ma jakieś znaczenie, bo nie jestem szczególnie, nawet zazwyczaj, znany w Polsce, niestety. Dziękuję i dziękuję państwu wszystkim za przybycie.
Laudację wygłosiła Anna Nasiłowska, prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich:
Krzysztof Bielecki na skrzydełku swojej trzeciej książki, powieści „End & Fin Company” z 1992 roku, poproszony o notę o sobie, napisał właściwie wiersz:
Od 1960 rosłem.
Uczyłem się i studiowałem.
Uciekałem przed sobą i
Znajdowałem się w słowach.
Które
uciekały przede mną,
kryjąc się w powieściach,
które
Pisałem.
Pytałem: dokąd powieść może
mnie powieść?
Odpowiadałem: do końca XX
wieku.
O, autorze! Nie wychyliłeś się dalej za krawędź czasu, za którą czekał już wiek XXI! A w wieku XXI nie prosi się już o noty o autorach, tylko zaczyna się ciągle od nowa to samo, czyniąc autora wiecznym debiutantem. Taki urok epoki i zarazem los pokolenia. I tylko wybitnym udaje się to przetrwać jak Tobie!
Krzysztof Bielecki debiutował książkowo w 1987 roku, dwiema książkami, zbiorem opowiadań i powieścią „Fistaszek”, której pełny tytuł brzmi „Fistaszek, czyli nadzwyczajna księga czynów Fistaszka Podlotka oraz dziwów arcygłupich. Powieść tylko dla dorosłych”. Czas był niedobry, nudny, w zasadzie tryskająca pomysłami, pełna inwencji powieść powinna zostać przywitana jako remedium na schyłek, ale schyłkowość ma to do siebie, że jest czcza i chaotyczna.
A potem był przełom i wszystko już wyglądało inaczej, bo zadziałała historyczna miotła. Postmodernizm, który Bielecki przed przełomem praktykował, wprawiając w ruch skomplikowane odwołania a to do Gombrowicza, a to do klasyki angielskiej powieści, stał się straszakiem w publicystyce, dyżurnym upiorem, dziś szczęśliwie zapomnianym.
Nawet Henryk Bereza, pod którego auspicjami Bielecki rozpoczynał, przestał prowadzić słynną rubrykę „Czytane w maszynopisie”. I cokolwiek powiedzieć o okolicznościach tej sprawy – pojawił się nowy układ, nie było już maszynopisów.
A Krzysztof Bielecki, który w powieści „Fistaszek” przewidział cyfrową rewolucję, nadal robi to samo, pytając: dokąd jeszcze powieść może nas powieść?
Opublikował: „Gagatek a sprawa polska” (2005), „Przepaść” (2014), „Nóż” (2019) – ostrzegałam przed nim czytelników, że jest ostry! I „Zsunęła się z krzesła. Ciennik” (2023).
Każda z tych powieści tworzy osobny świat. I każda z nich mogłaby zamykać się tak, jak niegdyś zamykała się „End & Fin Company”, napisana w latach osiemdziesiątych.
Zacytuję: „Powieść umiera i umiera jej Autor. Jeszcze tylko poda Słowu Rękę i powie do niej: Żegnaj powieści, skończona, moja fantastyczna historio, kochana… I ciszej do siebie: Żegnaj Moja historio… Narodzę się nowy.”
I rzeczywiście, dotrzymuje słowa, odradza się w kolejnej książce, z taką samą inwencją a nawet brawurą. Niezależnie od wszystkiego – takie odradzanie się wydaje się wyczerpujące”.
Właśnie jednak nabiera wiatru w żagle – otrzymał informację, że przyznano mu prestiżowy pobyt twórczy – zwany nowomodnie rezydencją – w Willi Decjusza w Krakowie, w towarzystwie dwóch autorów ze Wschodu i dwóch z Zachodu. (I słusznie, bo jak mawiał Mistrz Mrożek, Polska leży na wschód od Zachodu i na zachód od Wschodu.)
Wyruszaj śmiało, a my tu zostaniemy i będziemy czekać, przebierając krótkimi nóżkami i wymachując rączkami, żebyś trafił do Domu Literatury z powrotem.
Uroczystość uświetniła muzyka Fryderyka Chopina w wykonaniu zasłużonej artystki Ukrainy Teresy Kalmuczyn-Dranczuk.
W trakcie Biesiady Literackiej o swojej twórczości Krzysztof Bielecki rozmawiał ze Zbigniewem Zbikowskim, prezesem Oddziału Warszawa SPP. Przeczytał przy tym dwa krótkie teksty, jakie zostaną opublikowane w „Kwartalniku Literackim Wyspa”.
Po spotkaniu Krzysztof Bielecki przekazał naszej redakcji: „Żałuję, że nie powiedziałem, skąd się wzięło moje pisanie – bo ono wzięło się z domu i ze szkoły, nic prostszego. Miałem ogromne szczęście do rodziców (którzy stosunkowo niedawno odeszli) i nauczycieli polskiego (wymienionej podczas spotkania czwórki, z których dwoje nie żyje)”.
[Na zdjęciu: od lewej Łukasz Michalski, dyrektor Państwowego Instytutu Wydawniczego, wydawca prozy Krzysztofa Bieleckiego, Anna Nasiłowska i Krzysztof Bielecki]













