
Adam Pieczyński alarmuje w artykule „Media lokalne umierają w ciszy” zamieszczonym w „Gazecie Wyborczej” z 7 stycznia, że „między 2020 a 2024 rokiem liczba publikacji lokalnych zarejestrowanych przez Bibliotekę Narodową spadła z 1420 do poniżej 1100. A w zeszłym roku najpewniej było ich już mniej niż tysiąc”.
Wytłumaczeniem jest sytuacja, że „platformy społecznościowe przejmują reklamę, zabierają odbiorców do bezpłatnych serwisów, które najczęściej same nie tworzą żadnych treści, a jedynie mielą papkę wytworzoną gdzie indziej. Piractwo treści kwitnie, a władze samorządowe nie tylko nie wspomagają lokalnych dziennikarzy, lecz ich niszczą”.
W tle sprawy jest projekt ustawy medialnej, która uniemożliwiłaby samorządom wydawanie gazet, serwisów internetowych i innych publikacji udających niezależne źródła informacji, a który „jednym zgrabnym ruchem” został „wyrzucona do kosza”. Cytowana ministra kultury stwierdziła, że „nie było po prostu zgody politycznej na to, zwyczajnie. My jesteśmy rządem koalicyjnym, który musi czasami chodzić na kompromisy”.
Autor artykułu stwierdza, że „cała nadzieja w tym, że (…) dziennikarze [mediów lokalnych] (… )wciąż wierzą w większości, że ich prasa ma sens, i mają poczucie misji. Aż 92 proc. badanych czuje satysfakcję ze swej pracy. 60 proc. osób wybrało ten zawód ze względu na ‘poczucie misji i przekonanie, że dziennikarz jest zawodem ważnym społecznie’. Nadzieja jest być może także w solidarności zawodowej dziennikarzy z mediów ogólnopolskich. Będą mieli okazję pokazać, czy są gotowi bronić nie tylko swojego medium, lecz zasad i wolności dla wszystkich”.
Ustawa medialna, „którą wykastrowano na posiedzeniu rządu w grudniu” ma być jeszcze „poddana społecznej konsultacji do 23 stycznia”.











