Wtorek, 13 sierpnia 2019
Trzymająca w napięciu powieść Kasi Bulicz-Kasprzak

Michalina nie ma łatwego życia – co prawda ciężką pracą doszła do tytułu doktora i jest cenionym botanikiem z perspektywą na błyskotliwą karierę, jednak w życiu prywatnym nie bardzo jej się układa. Toksyczna matka i nieudane związki to tylko wierzchołek góry lodowej. Gdy do tego wszystkiego dojdzie nieboszczyk, w którego zabójstwo kobieta sama się przypadkowo wplątuje, całe jej poukładane życie zostanie wywrócone do góry nogami. A Ci, których rzekomo znała, okażą się kimś zupełnie innym…

Kasia Bulicz-Kasprzak tworzy historie, które wymykają się jednoznacznej klasyfikacji. Sama nie lubi zresztą szufladkowania swoich powieści i trzeba przyznać, że wcale nie jest to łatwe. Z pewnością jest to literatura „kobieca”, bo relacje międzyludzkie i meandry kobiecej duszy są tu na pierwszym planie. Autorkę ciągnie jednak w stronę ciemnego thrillera i kryminału – jak choćby w „Sprzecznych sygnałach” czy najnowszej powieści „Weź głęboki wdech”.

W jednym z wywiadów autorka powiedziała:

Czytam książki, żeby przeżyć emocje – radość, smutek, ekstremalny strach. Piszę książki z tego samego powodu. To bardzo fajne znaleźć się wśród innych ludzi, innych miejsc. To przygoda.”

Z powieścią „Weź głęboki wdech” to przygoda nie byle jaka – kiedy na pierwszej stronie pojawia się trup, może być już tylko ciekawiej…

Fabuła nie zawodzi – umiejętnie dozowane szczegóły historii, liczne zwroty akcji i rosnące napięcie są gwarancją doskonałej rozrywki. Kiedy bohaterka zupełnie przypadkowo topi w bagnie ciało swojego przełożonego, które znajduje z raną postrzałową na leśnej ścieżce, zaczyna się lawina zdarzeń, która całkowicie odmieni życie kobiety. Podejmując mnóstwo niezbyt przemyślanych decyzji Michalina wikła się w sprawę śmierci profesora Potoczkiewicza i aby dowieść swojej niewinności będzie musiała rozpocząć własne śledztwo, które narazi ją na niebezpieczeństwo.

O czym myślisz, gdy stoisz nad bagnem, a w dłoni trzymasz but należący do kogoś, kto był jedną z najważniejszych, jeśli nie najważniejszą osobą w twoim życiu? Wstyd się przyznać, o czym w tej chwili pomyślałam… Nie był to żal czy wyrzuty sumienia, o nie. Było to zadowolenie, że zdążyłam wysłać mail, na wysłanie którego profesor nie znajdował czasu od trzech miesięcy.

Czułam też złość na profesora, że postawił mnie w tak absurdalnej sytuacji. Dać się zabić i zaraz potem opuścić miejsce zbrodni? Czy tak robi wykształcony, inteligentny człowiek?

W ręku trzymałam telefon. Powinnam zadzwonić, wezwać policję, opowiedzieć im, co się wydarzyło. Tylko… jakich słów powinnam użyć, w jaki sposób opowiedzieć tę przedziwną sekwencję zdarzeń?

Bo o ile wcześniej nie wyglądało to dobrze – znajduję w lesie jeszcze ciepłe zwłoki profesora, to teraz wyglądało to fatalnie – nie zawiadomiłam policji, włamałam się na jego pocztę, patrzyłam, jak zwłoki toną w bagnie i jeszcze trzymam jego but. Na domiar złego, jeśli zabójca wrzucił do bagna pistolet, a oni przeważnie tak robią, że wrzucają broń do najbliższego akwenu i jeśli policja przypadkowo go znajdzie…

Niby wiedziałam, że potrzebny jest motyw, ale bądźmy szczerzy, skoro są zwłoki, to motyw się znajdzie. Chociażby moja złość na profesora za faworyzowanie Filipa. Przypomniały mi się słowa Andrieja Wyszyńskiego: „Dajcie mi człowieka, a ja znajdę na niego paragraf”. Podobno od kilku dekad nieaktualne, ale czy na pewno?

(…) Gdyby wszystko potoczyło się tak, jak wyobrażało to sobie Moje Optymistyczne Ja, profesor zgniłby w bagnie na dnie, policja wpisałaby go na listę osób zaginionych, może na prośbę rodziny trochę by po- szukali, ale tak, jak się szuka drugiej rękawiczki – bez nadziei na znalezienie jej kiedykolwiek, bo na pewno wypadła przy kasie w supermarkecie. I tak skończyłaby się ta historia.

Problem polegał na tym, że historia tu właśnie się zaczęła, zaś Moje Ja było zbyt optymistyczne i na dodatek miało chorą ambicję.

Z powodu swej naiwności bohaterka pogrąża się coraz bardziej, a jej dochodzenie doprowadzi do tego, że zupełnie inaczej spojrzy na otaczającą ją rzeczywistość. Odkryje, że ludzie, których znała nie są tacy, za jakich chcą uchodzić. Kipiące emocje i podłe zamiary, trawiąca duszę ambicja i chęć zysku to tylko część zmor, z którymi będzie musiała się zetknąć. Najbardziej szokujące odkrycia dotyczyć będą jej własnej matki i ciotki, które przez lata otaczały się aurą nieskazitelności i wytwornych manier, a Michalinie na każdym kroku dawały do zrozumienia, że jest życiową pomyłką.

 

– W moich czasach tego, o czym mówisz, nie nazywamy związkiem. Mówimy na to sponsoring.

– Sponsoring to w sporcie.
– W seksie też.
Matka się zaczerwieniała.
– Nie mów mi, że za bycie dla faceta miłą, brałaś od niego kasę.
– A mówiąc kasę, jakie kwoty masz na myśli?

 

Ona chyba żartuje! Moje Bardzo Moralne Ja było oburzone. Przyjmowanie jakichkolwiek kwot od mężczyzny jest niedopuszczalne. Poinformowałam o tym matkę. Wytrzeszczała na mnie oczy, jakby pierwszy raz w życiu słyszała.

 

– Ależ kochanie, gdybym nie brała pieniędzy od mężczyzn, to z czego miałabym żyć?

– Może z pracy rąk własnych?

– Sugerujesz, że miałabym codziennie wstawać rano i iść do biura, gdzie na pewno jest klimatyzacja? Wiesz, jakby to fatalnie wpłynęło na moją cerę? I na pewno miałabym wory pod oczami z niewyspania. (…)

– A ciotka… ona też?
– Jeśli pytasz, czy ma zamożnych znajomych, którzy od czasu do czasu czują chęć niesienia pomocy, to owszem.

– Tak, właśnie o to pytałam – mówiłam dokładnie tym samym tonem, co matka. – Bo wiesz, zainteresowało mnie, czy obie jesteście utrzymankami.

Mama prychnęła jak wkurzona kotka. – Dama nie używa takich słów.

 

Cudowny przejaw hipokryzji. I pomyśleć, że całe życie zależało mi, żeby matka dobrze o mnie myślała.

Paradoksalnie to odkrycie zbliży Michalinę do matki, która będzie starała się pomóc córce wyjść cało z tej zagmatwanej sytuacji. Szperanie w sprawach zmarłego profesora okaże się jednak niezwykle niebezpieczne – sprawca wciąż pozostaje bowiem na wolności i najwyraźniej śledzi poczynania pani biolog. Kiedy ta zacznie zbliżać się do rozwiązania zagadki z pomocą patologa Emila i dziennikarza śledczego Alberta, zabójca zacznie działać bardziej radykalnie.

Nie zamierzałam znosić tyczek do piwnicy. Chciałam je tylko oprzeć o ścianę budynku. Podeszłam i zobaczyłam między nimi strzęp papieru. Schyliłam się, zaintrygowana. Wtedy ktoś wyłączył światło, a ja straciłam kontakt z rzeczywistością.

Pierwszym, co przedarło się do mojej świadomości, był ból. Ból tak wielki, że nie da się go wyrazić słowami. Nawet przy najgorszej migrenie moja czaszka tak nie pulsowała. Na dodatek było mi duszno. Czułam się tak, jakbym z megamigreną siedziała w szafie. Towarzyszył temu zapach butwiejącej tkaniny.

Drugim, co dotarło do mojej świadomości, była rozmowa. Wyraźnie słyszałam kobietę i mężczyznę. Ona była spokojna, on jakby rozhisteryzowany. Może któreś z nich umie udzielać pierwszej pomocy? – zastanowiło się Moje Wiarę W Ludzi Pokładające Ja i już, już miałam krzyknąć, gdy Moje Niebezpieczeństwo Wietrzące Ja mnie powstrzymało, mówiąc: „Zastanów się. W jednej chwili schylasz się po tyczki, w drugiej tracisz przytomność. Sama sobie tego nie zrobiłaś. A jeśli tam stoją ci, którzy wysłali cię w otchłań nieświadomości z workiem na głowie?”. To ja miałam worek na głowie? Chciałam jej dotknąć, ale okazało się to niemożliwe. Ręce miałam związane za plecami. Moje Ja miało rację, ktoś miał wobec mnie wrogie zamiary.

Czy Michalinie uda się wyjść cało z opresji i odkryć kto i dlaczego chciał pozbyć się profesora?

O autorce:

Kasia Bulicz-Kasprzak: swoje życie dzieli między trzy pasje, które wypełniają jej czas po brzegi. Po pierwsze rodzina – mąż i syn, z którymi od 2000 roku mieszka w podwarszawskim Sulejówku. Po drugie bieganie, o początkach którego zdecydowała ta pierwsza…

Jej syn zrobił kiedyś papierowy medal, o który przez kilka dni zaciekle walczyły wszystkie misie. Medal nie wytrzymał presji, zaś syn poprosił mamę o taki prawdziwy, który się nie popsuje. Wtedy ona przypomniała sobie, że czytała o jakimś biegu, w którym wszystkim uczestnikom dają pamiątkowe medale. Okazało się, że ten bieg to. 31 Maraton Warszawski… I tak już biega zdobywając kolejne.

Trzecią jej pasją jest oczywiście pisarstwo. Pierwszym owocem jej talentu była wydana w 2012 roku powieść Nie licząc kota, którą napisała na konkurs i której zarys powstawał … podczas biegania.

 

Dane wydawnicze:

Edipresse Książki | ISBN 9788381640480 |s. 320 | Cena: 39,90 | Premiera: 14.08.2019

Edipresse Książki we współpracy z PRL Studio: audiobook mp3 | Cena: 34,90 | Premiera: 14.08.2019

 

Źródło: Edipresse