środa, 30 listopada 2022

Samowydawanie to niełatwa, choć wspaniała podróż – rozmowa z Radosławem Lewandowskim, pisarzem i samowydawcą

Autorów wchodzących na ścieżkę self-publi­shingu jest coraz więcej. Czy możemy mówić o rewolucji?

Rynek się zmienił. Obserwuję go od lat. Zaczynałem, współpra­cując z wydawnictwami, jako że to była jedyna sensowna droga w tamtym czasie. Natomiast teraz wcale do zaistnienia na rynku nie potrzeba wielkiego protektora. Self-publisherzy się zrzeszyli, dzielimy się informacjami, spostrzeżeniami, uczestniczymy w tar­gach, organizujemy spotkania z czytelnikami, po prostu jest dużo łatwiej wydać książkę samemu. Mamy bazy świetnych redakto­rów i korektorów, wiarygodnych i sprawdzonych. Oczywiście nic nie odbywa się za darmo i trzeba godziwie płacić za ich pracę. Znamy też producentów grafik okładkowych, są drukarnie, które chętnie współpracują z self-publisherami przy mniejszych nakła­dach. Chociaż i wielcy wydawcy drukują teraz mniejsze nakłady, szczególnie w przypadku debiutantów. W granicach 2-3 tys. eg­zemplarzy. Tyle może i self-publisher, choć tu radziłbym marsz mniejszymi krokami. Zawsze można zrobić dodruk. Rynek jest coraz bardziej rozbudowany, a bariery wejścia są coraz mniejsze. Więc nas przybywa, nadchodzimy niczym stopione na skutek zmian klimatu wody oceanów. Wbrew powszechnym opiniom coraz częściej autorzy decydują się wejść samodzielnie na rynek, pomijając próbę znalezienia się w main­streamie, czyli u klasycznego wydawcy.

Nasuwa się pytanie, czy skutki tego są dobre?

Każdy musi to sobie policzyć. Problem na pewno zaczyna się przy marketingu i promocji. Wydawca dysponuje jednak znacznie większymi środkami, sprawdzonymi kanałami, grupą recenzen­tów, która go wspomoże. Self-publisher wszystko musi robić sam.

Jest dużo łatwiej wydać własną książkę, ale trudniej się z nią przebić, bo konkurencja jest duża. Gdy pan zaczynał, stało za panem duże wydawnictwo…

Przyznam, że to był dla mnie dobry czas, gdy byłem na garnuszku Muzy. Wspólnie wydaliśmy cztery tomy serii „Wikingowie”. Wiele się nauczyłem i czułem ogień motywacji. Umowa na kolejne części dzieła to wielki komfort dla pisarza. Nadszedł jednak czas, gdy i mnie porwał „self-publishingowy” nurt. (…)

Rozmawia Ewa Tenderenda-Ożóg

W numerze także:

👉O fenomenie książek młodzieżowych

Jak to jest z tym czytelnictwem wśród młodzieży? Czy najnowsze badanie Krajowego Instytutu Mediów odzwierciedla rzeczywiste zainteresowanie książkami wśród młodych ludzi? Czy możemy mówić o młodzieżowym fenomenie czytelniczym?

– Okazało się, że po pandemii to właśnie młodzież jest tą grupą czytelników, która szturmuje wszelkie targi książki. Mamy takie obserwacje wyniesione z każdych targów, w których braliśmy udział od 2021 roku. Zmiana wśród odwiedzających była diametralna i nie mogła zostać niezauważona. Jeśli dodamy do tego choćby wyniki badań Krajowego Instytutu Mediów, z których wynika, że najliczniejszą grupę czytelników, bo aż 55,8 proc. stanowią osoby z grupy wiekowej 16-29 lat, to nie powinno nas dziwić, skąd tak nagłe zainteresowanie literaturą młodzieżową, która wdarła się na topki sprzedażowe. Nie pozostaje nam nic innego, jak konstatacja, że owszem, młodzież czyta, z czego trzeba się cieszyć i patrzeć troskliwie w przyszłość, pielęgnując w nich zainteresowanie książkami – tłumaczy Agnieszka Stankiewicz-Kierus, prezes Grupy Wydawnictwo Kobiece.

– Rozwój czytelnictwa wśród młodzieży można zauważyć zarówno online, jak i na żywo. W social mediach, gdzie każdego dnia pojawiają się nowe konta. W komentarzach, które mówią innym książkowym influencerom: „hej, to dzięki Tobie zacząłem_ęłam czytać”. Na targach książki, gdzie młodzież stanowi większość, a fakt, że korzystają z telefonów jest naturalny – to tam mają rozpiskę spotkań autorskich, stoisk ulubionych wydawnictw, mogą kontaktować się ze swoimi książkowymi przyjaciółmi. Widać to też w niesamowitym rozwoju marek młodzieżowych – jest ich coraz więcej i wydają coraz więcej książek. A nie byłoby tak, gdyby nie było popytu na „młodzieżówkę”. Ta zmiana jest stopniowa, ale wierzę, że będzie postępować i coraz więcej młodych osób będzie sięgać po książki – mówi Karolina Borkowska, brand managerka marki Young, @come.book.

👉Potargowe spostrzeżenia Grażyny Grabowskiej, prezes Targów w Krakowie

– Popularność książek autorstwa Penelopy Douglas, Katarzyny Barlińskiej czy Joanny Balickiej jest chyba podobna do autorek młodzieżowych minionych pokoleń: Stanisławy Feszerowej-Muskat, Krystyny Siesickiej czy nieco późniejszej Małgorzaty Musierowicz. I reakcja „dorosłych czytelników” dziś jest taka sama jak naszych dziadków czy rodziców na – przykładowo – „Lato nagich dziewcząt”, czy pradziadków na „Trędowatą”. Młode pokolenia są zawsze takie same plus postęp cywilizacji, tak mniej więcej określił to Stanisław Lem. Cywilizacja dzisiejszej młodzieży to wszelkie media społecznościowe (nie tylko Facebook, ale Instagram czy TikTok) oraz internet. To popularni bookstagramerzy, blogi i vlogi prowadzone niejednokrotnie przez rówieśników. To oni tak naprawdę kształtują gusty – w tym czytelnicze. Świat się zmienia dosłownie na naszych oczach, zmienia się też sposób bycia na targach. Młodzi nie przychodzą tylko po książkę czy autograf. Przychodzą pobyć z innymi, często znanymi sobie tylko z internetu, chcą selfie z autorem, chcą na gorąco pochwalić się zakupami czy zdobytymi
podpisami(…)

👉Relacja z Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie

W 25. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie uczestniczyło 470 firm, a frekwencja wyniosła dokładnie 47.441 osób, czyli była jak pomiędzy 2013 a 2014 rokiem. Krzysztof Grudziński, prezes wydawnictwa Marginesy, wyrażał opinię, podobnie jak wielu największych wystawców, że targi wróciły do poprzedniego charakteru sprzed pandemii, chociaż jest jeszcze wiele do zrobienia, aby znowu osiągnęły prestiż, jaki zdobyły przed laty. Kryzys ostatnich lat – wpierw odwołana edycja, a rok temu widocznie skromniejsza niż poprzednio – został przełamany. Dopisali przede wszystkim czytelnicy, ale też polscy autorzy oraz wydawcy, chociaż, jak to ostatnio się zdarza, nie wszyscy, na których publiczność czeka. Zostawmy to jednak bez komentarza, chociaż nie bardzo rozumiemy powody absencji.(…)

👉Kilka słów prawdy o branży papierniczej

Załóżmy, że historia branży papierniczej jest nie dłuższa niż 15-20 lat. 20 lat temu, podobnie jak w całej gospodarce, w branży papierniczej działo się dobrze. Cieszyliśmy się równowagą między popytem i podażą, przeżywaliśmy tłuste lata koniunktury poligraficznej, papier był jednym z głównych nośników informacji… Ale nagle przyszedł kryzys 2008/2009 roku, brzemienny w skutkach dla wielu obszarów gospodarki. Branża papiernicza wychodzi z tego kryzysu ze spadkiem popytu na poziomie 13 proc. Rozpoczyna się dynamiczny proces digitalizacji życia, również digitalizacji mediów… Niezależnie od spadku konsumpcji wywołanej kryzysem finansowym od 2009 zapotrzebowanie na papiery graficzne maleje każdego roku o 5-7 proc.
Zaczyna brakować zamówień. Maszyny nie mają obłożenia, narasta zjawisko nadprodukcji papieru graficznego. Producenci papieru – przymuszeni sytuacją – zaczynają walczyć ze sobą o zamówienia, obniżając ceny. Przez całą dekadę do 2019 roku, czyli do pandemii Covid-19, ceny systematycznie spadają. (…)

👉Felieton o zmieniających się bibliotekach

“Biblioteka Analiz” dostępna jest wyłącznie w prenumeracie. To profesjonalny, prestiżowy informator o rynku wydawniczo-księgarskim. Pismo adresowane jest do pracowników wydawnictw, hurtowni i księgarni i wszystkich osób związanych z branżą książkową. Istnieje na rynku od 2000 roku.

Nasze starania o dostarczanie informacji trwają już ponad dwadzieścia lat. Przez te lata zmieniał się nasz rynek wydawniczy, zmieniły się technologie i trendy. Mamy nadzieję, że wiele z opublikowanych tekstów pozostanie nie tylko w historii polskiego rynku książki, ale także w żywej pamięci Czytelników naszego dwutygodnika.

Kupując prenumeratę, nie tylko trzymacie Państwo rękę na pulsie rynku, ale też wspieracie niezależne branżowe dziennikarstwo.

Podaj dalej