środa, 25 stycznia 2023
Zaproszenie do Bydgoszczy

Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego przy ul. Chocimskiej 5 w Bydgoszczy zaprasza jutro, czyli w czwartek 26 stycznia o godz. 18 na promocję książki Krzysztofa Derdowskiego zatytułowanej „Smaki życia. Felietony z lat 2006-2017”.

W spotkaniu wezmą udział: Jarosław Jakubowski, Grzegorz J. Grzmot-Bilski, Bartłomiej Siwiec, Marek Kazimierz Siwiec, Paweł Skutecki, Ewa Starosta i Hanna Strychalska. Zdarzeniu towarzyszyć będzie otwarcie wystawy obrazów Zbigniewa Tubisza „Bez szczegółów”.

Krzysztof Derdowski (1957-2017) był pisarzem, poetą, dziennikarzem i krytykiem. Autor tomików wierszy „Czasowo nie ma wieczności” oraz „Cienie i postacie”. Napisał także kilka powieści i zbiorów opowiadań: „Znikanie”, „Chłód”, „Naga”, „Robal”, „Papuga”, „Wstyd” i „Plac Wolności”. Miesięcznik „Dialog” opublikował jego scenariusz filmowy „Pionek” oraz dwie jednoaktówki „Rzecznik” i „W Szwecji” Artykuły, recenzje, wiersze i opowiadania zamieszczał w: „Odrze”, „Twórczości”, „Toposie”, „Poezji”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Nurcie”, „Dekadzie Literackiej”. Pisał między innymi o twórczości Ryszarda Kapuścińskiego, Ireneusza Iredyńskiego, Janusza Żernickiego, Kazimierza Hoffmana, Zdzisława Polsakiewicza. Ma w dorobku książki krytyczno-literackie: był redaktorem wyboru esejów „Mistyka, zwierzęta i koany” o twórczości Stanisława Czerniaka zatytułowanego „Antropologia podmiotu lirycznego” oraz autorem monografii twórczości Stanisława Czerniaka, która ukazała się w listopadzie 2013 roku. W 2015 roku opublikował eseistyczną książkę o twórczości Marka Kazimierza Siwca „Kto w wielkiej gonitwie życia…” Otrzymał nagrody literackie: „Czerwonej Róży”, „Bez woalu” i trzykrotnie„ Strzałę Łuczniczki” za najlepszą bydgoską książkę roku za powieści „Chłód”, „Wstyd” i „Plac Wolności” Był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Pochowany został na cmentarzu Starofarnym przy ul. Grunwaldzkiej w Bydgoszczy.

Paweł Skutecki: Krzysztof Derdowski był doskonałym gawędziarzem, a dzięki temu pierwszorzędnym felietonistą. Może dlatego, że felieton jako gatunek było nie było literacki jest najbliżej prozy, którą Krzysztof ze wzajemnością uwielbiał. Bo Krzysztof Derdowski, pierwszy raz wypowiedziałem tę opinię w połowie lat 90 i do dzisiaj zdania nie zmieniłem, był w elicie najlepszych polskich pisarzy przełomu XX i XXI wieku. Bez wątpienia. Jego powieści pokazują dramat człowieka osadzonego w czasach, które zerwały się ze smyczy osi czasu. Bohater jego powieści jest dobrym kumplem neurotyków pokazywanych przez Woody Allena, kompanem zawadiaków malowanych piórem Marka Hłasko, ale i owianym lekkim zapachem przygody znajomym chandlerowskiego Phillipa Marlowe’a. Tyle tylko, że bardzo po polsku. Tym co łączyło Krzysztofa powieści i felietony była na pewno niezgoda na polityczne dziadostwo, na brak uczciwości w rozliczeniu komunizmu, ale i zauważanie świata, którego nie widać zza okien luksusowych limuzyn i do którego nie zaglądają kamery głównych stacji telewizyjnych. Krzysztofa interesowało życie, takie jakie ono naprawdę było. Życie kapusiów, pijaczków, cwaniaczków i tych, którzy próbowali dociec jakiejś wielkiej Prawdy o sobie, świecie i przeznaczeniu. Daleki od patosu, zdecydowanie nie pozwalający sobie na tanie flirty z czytelnikiem Krzysztof w swoich felietonach mówił wprost, co mu się nie podoba, a jakiej Polski by chciał. Miał do tego pełne prawo jako obywatel, ale też jako ktoś, kto w latach 80. „załapał” się na Solidarność. Nie był w tym ruchu nikim znaczącym, nie trafił do podręczników tylko dlatego, że generalnie był solistą. Nie lubił grać w orkiestrze zapatrzonej w dyrygenta. Wolał sam. Jego felietony, podobnie jak recenzje dla środowiska literacko-teatralnego, budziły emocje. Krzysztof, jak wieloletni i zagorzały fan boksu, nie pieścił się z łajdakami – walił sierpowym i patrzył, czy z narożnika leci ręcznik. Choć od ostatniego tekstu minęło już pięć lat, zawarte w tym zbiorze felietony czyta się z zainteresowaniem, wciąż prowokują do dyskusji i ponownego przemyślenia wielu wydarzeń i postaw. Po tym chyba można poznać dobre teksty, prawda?

Jacek Soliński: Malarstwo Zbigniewa Tubisza jest powściągliwe, ascetyczne a także afirmatywne w stosunku do zastanej rzeczywistości. Skupienie uwagi na szczególe, detalu stanowi tu punkt wyjścia do rozważań czysto formalnych. Synteza wyznacza i określa wybór tego, co w postrzeganiu świata okazuje się najważniejsze. Autor nie epatuje efektami warsztatowymi, ale zachowuje szlachetną prostotę formy, jakby chciał w swojej skromności powiedzieć: proszę przyjrzyjcie się otoczeniu a dostrzeżecie, że w każdym jego szczególe znajduje się fascynujący wątek czyli element godny namalowania. Nie oznacza to, że treść przekazu ma znaczenie drugorzędne. Nic podobnego, wręcz przeciwnie. Przesłanie myślowe ma tu działanie podstawowe, wręcz pierwszorzędne. Powszednie sceny czy też ich fragmenty sygnalizują coś więcej. Subtelny koloryt i oszczędna forma zdają się wyznaczać kierunek „podskórnej” refleksji, a może nawet skłaniać do medytacji. Tematy tych płócien dowodzą szczególnej wrażliwości malarza, który w lakoniczny sposób przekazuje ważne treści, posługując się zredukowanymi do minimum środkami malarskimi. Śladowy rysunek, wyselekcjonowane, ascetyczne formy i płaszczyznowo zaznaczone kolory, oto cały arsenał wyrazu. Ta oszczędność wzmaga skupienie. Nie ma w tych obrazach elementów niepotrzebnych. Wszystko stapia się w zrównoważoną kompozycję. Malarz niczego nie chce narzucać, posługuje się tym, co wydaje się konieczne, by nie rozpraszać uwagi odbiorcy. Redukowanie tego, co zbędne dowodzi pełnej powściągliwości natury autora, zaś intuicja okazuje się dobrym stabilizatorem aż do momentu, w którym obraz zostaje dopełniony w swojej prostocie i więcej już nic ująć nie można. Ta oczywista formuła minimalizowania środków malarskich, działa pobudzająco, bo rozwija skalę odczytań. Uniwersalizuje przekaz, sprowadzając go często do roli sygnału czy też znaku. Można to porównać do japońskiego haiku, które niejako otwiera myśl dla wyobraźni a jej rozwinięcie to już frasunek odbiorcy. Praca twórcza staje się więc formą selekcji ku poszukiwaniu istoty wyrazu. Powściągliwość, z jaką robi to artysta, wskazuje na wyczucie i wysublimowany smak estetyczny. Niezwykle oszczędne rozwiązania kolorystyczne działają jak delikatne sygnały przywołujące na myśl francuskich nabistów czy naszych kapistów. Znaleźć własną drogę w tym uwrażliwieniu, oznacza – pozostać wiernym samemu sobie. A to z całą pewnością udaje się malarzowi.

Autor: (fran)