środa, 30 października 2024

Uwielbiana Roma J. Fiszer kolejny już raz zabiera czytelników w emocjonalną podróż, gdzie rodzinne ciepło,
tajemnice i świąteczna atmosfera splatają się w magiczną opowieść.

Czy świąteczny czas otuli bohaterów swoją atmosferą i przyniesie upragnioną nadzieję na lepsze jutro?

Podczas remontu pomieszczeń w starej chacie nad jeziorem, Paweł i Jerzy natrafiają na skrytkę w kominie. Znajdują w niej zawiniątko z krucyfiksem, ryngraf z czasów powstania styczniowego i trzy złote medaliki.

Rodzina zaczyna się zastanawiać nad pochodzeniem skarbu, tymczasem mama Vanessy uważa, że znaleziska emanują pozytywną energią…

Korynna, nosząca pod sercem dziecko, pracuje nad serią książek o Emilce. Vanessa myśli o pierwszej zagranicznej wystawie obrazów, a Paweł ku zaskoczeniu rodziców, swoich i żony, wraca do pomysłu budowy chat z drewnianych bali na łące przy jeziorze.

Jak zakończy się sprawa tajemniczego skarbu z komina? Czy Korynna odniesie sukces jako autorka książek dla dzieci? Dokąd Vanessa uda się z pierwszą wystawą? Czy w dotychczasowej samotni Pawła nad jeziorem powstaną kolejne chaty?

Co przyniosą najbliższe Święta Bożego Narodzenia?

 

FRAGMENT Z KSIĄŻKI „Zaczarowana chata”

Z remontowanych pomieszczeń na piętrze raz po raz dochodziły postukiwania młotkiem, odgłosy piły elektrycznej i wiertarki, przesuwania drabiny albo przytłumionych rozmów. Rodzice Vanessy i Pawła zdążyli się już przyzwyczaić do panującego tam późnymi popołudniami i wieczorami hałasu czynionego przez Pawła i Jerzego. Teraz, siedząc na sofach w salonie, oglądali film o cudach południowych mórz w pobliżu Malediwów, wsłuchując się w urzekający tembr głosu lektorki Krystyny Czubówny. Raptem z góry dobiegł ich łoskot jakby spadających kamieni, a wewnątrz ściany nad kominkiem dał się słyszeć rumor, po czym na ruszt paleniska wypadły z hałasem kawałki czegoś twardego, a przez uchylone żaroodporne drzwiczki kominka wypełzł niewielki obłoczek kurzu z popielnika.

– Szlag by to trafił! – Rozległ się jednocześnie donośny okrzyk Pawła.

– O, cholera! – Wspomógł go zdumiony głos Jerzego.

– Co tam się mogło stać?

Pani Zosia, mama Vanessy, spojrzała pytająco na męża i zamachała rękoma w kierunku kominka, jakby chciała rozgonić nieoczekiwaną chmurkę, która po chwili posłusznie opadła na palenisko.

– Naszym fachowcom pewnie nic, ale wygląda na to, że włamali się niechcący do komina… – odparł uspokajającym tonem mąż Zosi Eugeniusz, choć jego baczne spojrzenie wciąż omiatające sufit i ścianę nad kominkiem świadczyło o żywym zainteresowaniu zajściem.

– Może wypłoszyli starego Gwiazdora i ten starał się uciec? – odezwał się żartobliwie Kostek, ojciec Pawła; Genek pokazał mu kciuk.

– O, a teraz zrobiło się na górze dziwnie cicho – dorzuciła Gizela, żona Kostka, wskazując na sufit.

– Rozmawiają i grzebią coś przy kominie, pewnie zaraz się wszystkiego dowiemy. – Po kilkunastu sekundach nasłuchiwania stwierdził z olimpijskim spokojem Kostek.

– Dziewczyny! Przerwa kawowa! Zapraszamy na dół! – W korytarzu na piętrze rozległ się nagle donośny głos Pawła.

– A czy na kawę nie jest już za późno?! – odkrzyknęła po chwili Vanessa.

– Jest poważna sprawa! – Paweł ponownie krzyknął.

Obie matki bez zbędnych słów podniosły się z sof i ruszyły w stronę kuchennej części salonu.

– Mogłaś spokojnie oglądać film, ja bym sama wszystko ogarnęła – rzuciła Zosia do podążającej jej śladem Gizeli.

– Mam emocje jak i ty… – odparła z uśmiechem Gizela, wskazując na sufit – i nie wysiedzę na sofie. Razem przygotujemy szybciej. Zosia wyciągnęła z szafki paterę i zabrała się do krojenia drożdżówki, a Gizela wsypała do ośmiu kubków kawę; do jednych po dwie łyżeczki, do innych tylko po jednej. Wkrótce na schodach rozległy się kroki i rozmowy młodych, a po chwili Vanessa z Pawłem i Korynna z Jerzym wkroczyli do kuchnio-salonu. Obaj mężczyźni mieli zaaferowane miny, a Paweł trzymał w rękach jakieś dziwne zawiniątko.

– Podasz mi, kochanie, jedną z drewnianych tac? – poprosił żonę.

Po chwili taca leżała na stole, a Paweł umieścił na niej przyniesiony pakunek.

– Co to jest? – spytała Gizela, przerywając na moment wlewanie wrzątku do kubków.

– To coś znaleźliśmy w skrytce urządzonej w kominie. Jest porządnie zapakowane i zaraz się dowiemy, co to takiego – odparł Paweł, wpatrując się w tacę i przyniesione zawiniątko.

– W kominie?! O rany! Genek, Kostek, chodźcie tutaj szybko! – Zosia, wspomagając słowa gestem, przywołała panów mężów wciąż siedzących na sofach przed telewizorem.

– Wypijemy kawę przy kuchennym stole!

– To coś… było w kominie? – spytał Genek, mierząc spojrzeniem pakunek na tacy, kiedy razem z Kostkiem znaleźli się obok stołu.

– A skąd w ogóle wiedzieliście, że w kominie może coś być? Przecież po coś w nim grzebaliście? – dorzucił kolejne pytania Kostek.

– Trafiliśmy na to przypadkiem… – odparł Paweł, zawieszając głos. – Ponieważ na ścianie sąsiadującej z łazienką było dużo mocno rozeschniętych i spękanych desek, postanowiliśmy je zerwać, ułożyć nową warstwę, a dopiero na niej boazerię – zaczął wyjaśniać. – Po usunięciu części starych desek ukazał się nam nieoczekiwanie ceglany komin, o którym całkiem zapomniałem. – Popukał się znacząco po głowie. – Było w nim kilka luźnych, spękanych cegieł. Wyciągaliśmy je, żeby przed położeniem desek osadzić je na nowej zaprawie. Grzebałem w szczelinach pomiędzy cegłami majzlem, ale w pewnej chwili poruszyłem narzędziem trochę za mocno. Kilka kawałków cegieł wypadło na podłogę, inne zaś niechcący wepchnąłem do komina. Po chwili odkryliśmy poniżej powstałej w ten sposób sporej dziury skrytkę, a w niej właśnie to. – Delikatnie poklepał pakunek leżący na tacy. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w znalezisko.

– Czyli… znaleźliście skarb w kominie? – rzuciła znienacka Zosia, nie spuszczając wzroku z tacy. Podniosła na moment zawiniątko. – Lekkie. Może to jakieś listy?

– Faktycznie, lekkie – potwierdziła Vanessa, kiedy i ona na moment podniosła zawiniątko. – A może to czyjś pamiętnik… albo banknoty?

– Ale kto by chował takie rzeczy w kominie?! Mogły się przecież spalić. Zresztą to jest nawet za lekkie jak na książkę – ocenił Genek, kiedy i on podniósł pakunek.

– Jeśli pomyślałeś o kodeksie karnym albo cywilnym, to pewnie masz rację, ale może schowano tylko kodeks Boziewicza? – uzupełnił żartobliwie Kostek.

– Ciebie jak zwykle trzymają się dowcipy… Może raczej schowano coś z lekkiej biżuterii? Pierścionki, obrączki, naszyjniki… – podpowiedziała Gizela.

– Któż to wie? Mam rozpakować teraz czy po kawie? – Spojrzenie Pawła okrążyło stół.

Informacje wydawnicze

ISBN:                        978-83-8310-737-0
Cena:                        49,90 zł
Ilość stron:             336
Oprawa:                 miękka
Format:                   125 mm x 195 mm
Premiera:                30.10.2024 (książki, ebooki i audiobooki)

Roma J. Fiszer – pisząca pod pseudonimem emerytka, poznanianka z urodzenia, Kaszubka z wyboru. Całe życie zawodowe związana z radiokomunikacją, w tym ponad 20 lat jako pracownik naukowo-badawczy. Mimo technicznego wykształcenia posiada głęboką duszę artystyczną. O tym, że wreszcie zaczęła pisać, zdecydował wypadek drogowy sprzed kilku lat. Jej debiutancka powieść „Kilka godzin do szczęścia” z 2016 r. ujrzała światło dzienne dzięki uporowi córki. Kolejne części tej poznańsko-kaszubskiej sagi, a także następne książki, stały się bestsellerami sprzedażowymi. Niniejsza jest już dziewiętnastą z kolei. W swoich powieściach, osadzonych w czasach współczesnych, z pietyzmem ocala od zapomnienia wszystko to, co na Kaszubach najpiękniejsze, sięgając także bardzo często do trudnych czasów z historii regionu i Polski. Autorka pracuje nad kolejnymi powieściami, których akcja niezmiennie toczyć się będzie na ukochanych Kaszubach, w Gdyni, ale i innych miejscach ciekawych dla czytelników

Podaj dalej
Autor: Purple Book