środa, 6 maja 2026

12 czerwca ukaże się nowa książka Agnieszki Gładzik, autorki ,,Buntowniczek” i ,, Niepokornych” – ,,Zjazd rodzinny”. To przenikliwa, temperamentna opowieść z lekkim przymrużeniem oka. Rozmawiamy z okazji premiery.

 Mówi się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu…

Oj tak, rodzina to temat rzeka. Z jednej strony deklarujemy dumnie, że „rodzina jest najważniejsza” z drugiej zaś niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która nie wzniosła oczu do nieba słuchując politycznych kłótni, czy podlewanych seksizmem komentarzy wąsatego wujka Staszka. Nawiasem rzecz ujmując, wujek Staszek nadal się nie zorientował, że nie mamy już szesnastu lat, a na przykład trzydzieści czy czterdzieści i nie zmienił repertuaru od dekady. Rodzina jest bardzo wdzięcznym tematem, ponieważ każdy z nas potrafi sobie wyobrazić takiego wujka Staszka oraz tarcia i konflikty pomiędzy krewnymi. A jednocześnie wiele osób ma w sobie tęsknotę za rodzinnym ciepłem, tym wyśnionym ideałem wspierającej się grupy ludzi połączonej więzami krwi.

Bywa, że spotkania, które mają być wyrazem rodzinnej jedności, odsłaniają wstydliwe sekrety, uprzedzenia, żale i mizerię więzi… ,,Mizeria” to zresztą roboczy tytuł Pani książki, prawda?

Tak, chociaż pierwotny tytuł odnosi się do mizerii jako dania, jednej ze znienawidzonych potraw głównej bohaterki, Elwiry. Dla niej symbolizuje ona małe urozmaicenie rodzimej kuchni w typowym, domowym wydaniu (zaznaczę tutaj, że Elwira jest mocno uprzedzona w tej kwestii). Patrząc szerzej, istotnie, często za fasadą wielkich zjazdów czy imprez rodzinnych kotłują się skrywane sekrety, emocje i żal do krewnych. A jak to jeszcze podlać alkoholem i dorzucić stres związany z przygotowaniem takowej imprezy, to mamy prawdziwą mieszankę wybuchową.

W Pani książce przy wspólnym stole mają zasiąść trzy pokolenia. Wszystko z powodu 85 urodzin cioci Waci… 

Chyba nawet pięć, jeśli użyjemy współczesnego podziału na pokolenia, bo ciocia Wacia to by było silent generation, potem mamy sławnych boomerów, czyli rodziców głównych bohaterek, Gracjana jest z pokolenia X, Elwira i Angela to millenialsi, a Ksawery z Julianną należą do pokolenia Z. Dostajemy cały przekrój współcześnie współistniejących pokoleń, wraz z odmiennymi (chociaż czy na pewno?) uprzedzeniami i przekonaniami. Całość spina rodzinny don Corleone, a raczej donna, czyli ciocia Wacia, postać niezwykła. Jest seniorką, a zatem osobą, która niekoniecznie kojarzy nam się z władzą i pieniędzmi, ale to właśnie ona jest najbogatszą członkinią rodziny i to ona rozdaje karty. Jednocześnie jest również osobą silnie kierującą się własnym zestawem wartości, często niezrozumiałym dla pozostałych krewnych. To nie jest typowa dobrotliwa babunia, ani starsza pani – sknera, co to majątek zostawi pieskom, byleby się odegrać. Ciocia Wacia ma umysł ostry niczym brzytwa i nie daje sobie nikomu wejść na głowę. Ta postawa, rzecz jasna, nie zdobywa jej popularności wśród krewnych.

Stery nad przygotowaniami urodzinowego przyjęcia dzierży Gracjana. Chce przywrócić do życia czasy dzieciństwa, kiedy to rodzinne celebracje dawały poczucie bezpieczeństwa?

To jedno, a drugie, że Gracjana, mając dwoje nastoletnich dzieci, odczuwa negatywną zmianę jaka zaszła we współczesnych rodzinach (negatywną w jej interpretacji), czyli rozluźnienie więzi. Pamiętając z własnego dzieciństwa zażyłość z bliższymi i dalszymi krewnymi pragnie odtworzyć poczucie rodzinnej wspólnoty. Jest to także podszyte nostalgią i pewnym syndromem wyparcia – fakt, dawniej zjazdy rodzinne były organizowane częściej niż obecnie, jednak przygotowanie i obsługa spadała na kobiety, które, bądźmy szczerzy, niekoniecznie celebrowały z innymi członkami rodziny, co raczej kolokwialnie rzecz ujmując, robiły przy garach.

Jaki to typ kobiety?

Zależy kogo zapytać. Według Elwiry, drugiej protagonistki powieści, to takie nepo baby, osoba, która absolutnie wszystko otrzymała od losu (a raczej od swojego ojca). Według Angeli, to ta fajna, nieco starsza kuzynka, dziewczyna i do zwierzeń i do wspólnego wypadu na miasto. A tak na poważnie, Gracjana to nowoczesna kobieta, starająca się łączyć macierzyństwo z wymagającym zawodem (jest architektem) i zdająca sobie sprawę z tego, jak wiele zawdzięcza rodzinie. To też jest źródłem jej kompleksów, niekoniecznie uświadomionych. Gracjana w moich oczach walczy z syndromem oszustki, czasem też ma problem ze zrozumieniem osób mniej uprzywilejowanych, ale stara się wyjść poza swoją bańkę.

Z tego powodu Gracjana niechętnym okiem patrzy na Elwirę, która jest za bardzo niezależna, za bardzo pewna siebie, łamie zasady i nie czci tradycji?

Powiedziałabym raczej, że Gracjana wbrew pozorom czuje się niekomfortowo w towarzystwie Elwiry, ponieważ Elwira do wszystkiego doszła sama, wykonuje trudny, typowo męski zawód (jest programistką), podróżuje po świecie, itp. Czyli patrząc z boku, żyje tym wręcz serialowo-instagramowym, wielkomiejskim życiem współczesnej, niezależnej kobiety. Oczywiście, to tylko fasada, jednak łatwo jest zaszufladkować kogoś, kogo widzimy cóż… kilka razy w życiu. I kogo rodzina już zdążyła naznaczyć jako „czarną owcę”.

Elwira jest w rodzinie czarną owcą, ale też sama nie pała chęcią do zacieśniania więzi, dlaczego?

Ponieważ nie czuje się rozumiana. Elwira miała problemy, ujmijmy to natury społeczno-rozwojowej będąc dzieckiem i nastolatką. Reakcją jej rodziców była przymusowa hospitalizacja w szpitalu psychiatrycznym i późniejsze odrzucenie. Elwira nie pała chęcią do zacieśniania więzi, gdyż nie wierzy, że ktoś mógłby przyjąć jej punkt widzenia, zaakceptować. Wręcz przestała tego oczekiwać, całkowicie odcinając się od rodziny i budując samodzielne, niezależne życie, zgodne ze swoimi wartościami i oczekiwaniami. Brzmi to strasznie, gdy tak to ujmuję w słowa, lecz Elwira nie jest postacią nieszczęśliwą. To osoba, która akceptuje ludzi takich, jakimi są, nie ocenia i, z drugiej strony, tego samego oczekuje od innych. A jeśli ktoś nie potrafi tego uszanować, to, cóż, nie czuje się zmuszona do utrzymywania kontaktów z taką osobą.

Wyrazem starcia tych dwóch kobiecych postaw jest w książce kulinarny pojedynek. Co zamiłowanie do nóżek w galarecie lub kimchi mówi o bohaterkach i czytelniczkach?

Wszystko i nic. Może nam coś powiedzieć o różnicach pokoleniowych i miejscu zamieszkania, stopniu zamożności, czy odbytych podróżach. Z mojej perspektywy najbardziej liczy się otwartość na nowe doznania, która jest niezależna od wyżej wymienionych czynników. Bo ok, czy jedzenie sfermentowanej, koreańskiej ostrej kapusty jest bardziej odważne od skosztowania zimnych nóżek czy czerniny? Otwartość idzie w obie strony, to chęć eksplorowania obcej kuchni, ale i zagłębienia się w różnorodność i dziwaczność tej rodzimej.

Gracjana, zajęta sobą, nie zauważa, że jej nastoletnia córka nie wychodzi z pokoju, nie śpi i nie je…

Nie tyle nie zauważa, co początkowo bagatelizuje, wrzuca na niekończącą się listę rzeczy, którymi powinna się zająć. Nie usprawiedliwiam tutaj jej zachowania, jednak mogę zrozumieć mentalne obciążenie współczesnej matki dwójki nastolatków. Zwłaszcza, że obecnie poprzeczka dla rodziców jest ustawiona bardzo wysoko i niezwykle łatwo jest zwyczajnie nie spełnić oczekiwań. Co istotne i dla mnie cenne, to jak Gracjana zachowuje się już po odkryciu powodu, dla którego jej córka stała się wycofana. Myślę, że reakcja protagonistki bardzo dużo nam mówi o niej jako o matce, ale i kobiecie.

Julianna jest ofiarą  internetowego hejtu. Odnosi się Pani jednak nie tylko do zjawiska i jego skutków, ale również do potrzeby bliskości w epoce smartfonów?

Sprawa jest dużo gorsza niż internetowy hejt, Julianna jest ofiarą przemocy seksualnej, w bardzo nowoczesnej odsłonie. Jej wizerunek zostaje wykorzystany do stworzenia filmu pornograficznego, wygenerowanego przez sztuczną inteligencję. Dawniej podobna forma przemocy dotykała jedynie znane postaci, obecnie każdy może paść jej ofiara. Szczególnie narażone są młode kobiety. Pamiętam artykuł na CNN z 2024, opisujący badanie przeprowadzone przez CNN i NGO Plan International, według którego 75% dziewcząt w wieku 13-24 lata padło ofiarą molestowania seksualnego w sieci, z czego więcej niż 10% doświadczało przemocy codziennie. Wraz z rewolucją AI niestety poszerza się pole do nadużyć i dostępność narzędzi ułatwiających tworzenie poniżających treści dla potencjalnych sprawców. Julianna ma o tyle szczęście w nieszczęściu, że dostaje wsparcie potrzebne jej do poradzenia sobie z sytuacją, co, niestety, wciąż nie jest normą.

W książce pojawia się także problem przedmiotowego traktowania kobiet, który dotyka nie tylko Juliannę, ale też Angelę, tak?

W zasadzie w ten czy inny sposób dotyka wszystkie bohaterki, co jest odzwierciedleniem rzeczywistości. Czy mówimy tu o nachalnych kolegach, despotycznych ojcach, partnerach stosujących przemoc ekonomiczną, w zasadzie każda postać odczuwa brak równości w relacjach damsko-męskich. W przypadku Angeli widzimy ciekawe zjawisko, czyli „skręt w prawo” jej partnera, zanurzenie się w manosferę.

Matka Angeli  w odpowiedzi na zwierzenia córki mówi: „Przełknij tę żabę, to tylko głupie gadanie w sieci. W twoim wieku już nic lepszego cię nie czeka”. Może jednak nie  żyjemy w czasach, kiedy kobiety stają po swojej stronie?

Z mojej perspektywy nie jest to kwestia nie stawania po swojej stronie, co zmiana oczekiwań wobec relacji i partnera. Dawniej mówiło się, że dobry partner to taki co nie pije i nie bije (w rozszerzonej wersji jeszcze nie zdradza). Obecnie jednak oczekiwania są większe, często chcemy by partner tudzież partnerka dzielili z nami wartości. To może być niezrozumiałe dla części starszych osób, ale sama również obserwuję w swoim życiu, że związki często właśnie rozpadają się przez właśnie to rozjechanie wartości. No bo jak tutaj uwierzyć, że ktoś szanuje cię jako osobę, skoro w sieci promuje treści skrajnie seksistowskie i mizoginistyczne?

Każda z Pani bohaterek gra jakąś narzuconą przez siebie czy też system rodzinny rolę. Jeśli  się nie dostosuje, znajdzie się poza nawiasem?

Ujęłabym to następująco: każda z moich bohaterek walczy z próbami narzucania jej konkretnej roli i usiłuje ją renegocjować. Rezultaty tej walki wypadają różnie, w zależności od osoby. Na przykład ciocia Wacia staje się najbardziej wpływowym członkiem rodziny, ale dopiero w późniejszym wieku. Gracjana jest uniwersalnie lubiana i nadaje ton reszcie, jednak ma nieprzepracowaną relację z ojcem, rzucającą się cieniem na jej poczucie własnej wartości. Elwira w ogóle nie gra w rodzinną grę, a zmuszona do powrotu do stołu wciela się raczej w rolę obserwatora. Angela stoi na rozdrożu, może albo podtrzymywać iluzję idealnego życia albo pójść za głosem serca i sumienia.

Elwira od dzieciństwa była odrzucana z powodu swojej odmienności. Boli ją, że rodzina jej nie akceptuje takiej, jaką jest? Dlatego zerwała kontakt?

Tak, można powiedzieć, że Elwira jest w pewnym sensie postacią radykalną, ponieważ, jak wspominałam wcześniej, sama praktykuje akceptację i zrozumienie drugiego człowieka i tego samego oczekuje od innych. Ta cecha zresztą logicznie się łączy z jej pragmatycznym, racjonalnym charakterem. Również doświadczenie odrzucenia sprawia, że dla Elwiry takie wartości jak akceptacja dla odmienności są kluczowe i nie podlegające negocjacji. To też jest jej ukryta siła pozwalająca wręcz wyczuć, że coś jest „nie tak”, co widzimy w interakcjach bohaterki z Julianną.

Inną strategię przetrwania przyjęła Gracjana. Początkowo nie budzi sympatii. Z czasem zaczynamy jednak zauważać, że za fasadą  perfekcji skrywa lęk…

Gracjana jest taką postacią, do której człowiek powoli się przekonuje wraz z rozwojem fabuły. Bo rzeczywiście, w pierwszym zetknięciu ma się wrażenie, że to rodzaj uprzywilejowanej Grażyny z przedmieścia, nie widzącej nic poza czubkiem własnego nosa. Później jednak odsłania przed nami swoje prawdziwe oblicze osoby poszukującej akceptacji, ale i dającej wsparcie innym.

Poruszył mnie fragment dotyczący Gracjanny, który pokazuje siłę systemu rodzinnego: ,,Miała czterdzieści cztery lata, dwoje dzieci, dom, męża, udane życie zawodowe i wiele lat terapii za sobą, a mimo to nawet krótka wymiana zdań z własnym ojcem cofała ją do etapu rozhisteryzowanej dwulatki”…

Myślę, że niejedna osoba poczuje ukłucie w sercu czytając ten fragment. Często bywa tak, że możemy osiągnąć wiele w życiu zawodowym i osobistym, na co dzień być pewnymi siebie dorosłymi, a mimo to zostać zredukowanymi do pozycji dziecka w relacjach z niektórymi krewnymi. To również konsekwencja braku elastyczności przypisanych nam przez rodzinę ról. W pewnym momencie przestajemy być dziećmi i oczekujemy, że będziemy traktowani jak dorośli, nasze zdanie szanowane albo przynajmniej akceptowane. Że relacja z rodzicem wyewoluuje, przestanie się opierać na nakazach i moralitetach. Tak jednak się często nie dzieje, czego doświadcza Gracjana, czując się umniejszaną i upupianą przez własnego ojca.

Jest jeszcze Sylwia. Jedyna postać kobieca w książce zadowolona ze swojego miejsca na ziemi?

Dobrze, że wspominamy o Sylwii, bo jest to postać, przy której można odetchnąć od tych wszystkich silnych damskich osobowości ze skomplikowanymi problemami. Sylwia wykonuje zawód z misją, wierzy w to, co robi i to ją napędza, daje jej pozytywną energię. Może i nie została krezusem, jednak udała jej się dużo rzadsza sztuka: odnalazła swoją niszę i znajduje w niej spełnienie.

W książce pojawiają się mężczyźni, ale odnoszę wrażenie, że jako punkty odniesienia dla kobiet. Bohaterki Pani książki dzieli wiele. Co łączy?

W imieniu młodszego brata Julianny, Ksawerego, protestuję i oznajmiam, iż jest on najważniejszą postacią tej powieści J Wracając do moich bohaterek, łączą je dwie, fundamentalne kwestie: pragnienie akceptacji i uznania, a także niezgoda na złe, przedmiotowe traktowanie kobiet.

Czy ,,Zjazd rodzinny” jest dla Pani książką bardziej o rodzinie czy o kobietach?

O jedzeniu :p A tak na poważnie, to zarazem o rodzinie i o kobietach. Starałam się ukazać problematykę relacji rodzinnych w dobie coraz silniejszej polaryzacji, zarówno światopoglądowej, jak i damsko-męskiej. A nade wszystko chciałam ukazać swojego bohaterki jako współczesne kobiety z krwi i kości, niekoniecznie zawsze łatwe do polubienia, ale budzące ciekawość.

Skąd się wziął pomysł  na fabułę?

Bardzo lubię grać w gry komputerowe, a mój ulubiony gatunek to RPG. Pamiętam jak skończyłam jedną z gier i pomyślałam sobie, że prawdziwie trudny gra to byłaby o bezdzietnej parze, przyjeżdżającej na zjazd rodzinny z wielkiego miasta do rodzinnego miasteczka. Gracz miałby dwa cele: pierwszy – przetrwać, drugi – nie dać rodzinie rozbić małżeństwa. W praktyce książki pisze się łatwiej niż tworzy gry komputerowe i tak „Mizeria” stała się „Zjazdem rodzinnym”, fabuła również uległa ewolucji, ale rdzeń pozostał niezmienny. Chciałam uchwycić właśnie to uczucie powrotu w rodzinne strony po latach i zderzenia się z własnymi wyobrażeniami. W pozytywnym i negatywnym znaczeniu tego słowa.

Dziękuję za rozmowę

Magda Kaczyńska

Podaj dalej
Autor: Wydawnictwo Szara Godzina