Wtorek, 3 września 2002
Rozmowa z Piotrem Marciszukiem, właścicielem wydawnictwa Stentor, przewodniczącym Prezydium Sekcji Wydawców Edukacyjnych PIK - Jest pan właścicielem wydawnictwa edukacyjnego i od kwietnia tego roku przewodniczącym Prezydium Sekcji Wydawców Edukacyjnych PIK. - Jako wydawcy chodzi mi o to, żeby robić jak najlepsze podręczniki, a jako przewodniczącemu sekcji o to, aby reguły gry były czyste. Zacznijmy od tego, że widzę szansę poprawy działania systemu, w jakim pracujemy. A niebezpieczeństw jest wiele. Mówi się o chorym systemie, podręczników jest za dużo, nie wszystkie są dobre. Wydawcy stosują nieuczciwe metody, aby podręcznik sprzedać w jak największym nakładzie. Jeśli chcemy, żeby na rynku funkcjonowały najlepsze podręczniki, musimy pomyśleć o systemie, który będzie merytoryczny i oparty na uczciwej konkurencji. Nie korupcyjny.- Słyszałem wypowiedzi, że to wydawcy edukacyjni uratowali reformę. Z drugiej strony, że w walce o rynek posługują się wszelkimi metodami... - Reforma systemu edukacji była szykowana ponad 10 lat, a tak naprawdę wprowadził ją minister Mirosław Handke. Od tamtej pory wszystko potoczyło się gwałtownie. Mieliśmy rok na przygotowanie nowych podręczników, a nauczyciele na przygotowanie się do nowego sposobu nauczania. To była poważna zmiana programowa. Raptem od nauczycieli zaczęto wymagać interdyscyplinarności, np. w naukach przyrodniczych połączono trzy przedmioty w jeden. Wymagano także od nich, aby szkolili się, zorganizowano mnóstwo kursów. Myślę, że te organizowane przez wydawców były jednymi z lepszych, były konkretne. Dzięki temu wysiłkowi wydawców nauczyciele zostali przygotowani do pracy w zreformowanej szkole. Istotna rola wydawców bierze się stąd, że nauczyciel ma prawo do samodzielnego wyboru podręcznika. To determinuje postępowanie wydawcy edukacyjnego. Należy dotrzeć do tysięcy ludzi i przekonać ich do odpowiedniego wyrobu. Podręczników do każdego przedmiotu jest na rynku kilkanaście, dominuje mniej więcej 5, na marginesie znajduje się kolejnych 10. Nie wymyślono lepszego systemu na podnoszenie jakości produktów niż system wolnorynkowy. W dłuższej perspektywie na rynku utrzymują się faktycznie najlepsze podręczniki. Od kilku lat wydawcy wspólnie z autorami podejmują ogromny wysiłek twórczy i koncepcyjny. I to jest wysiłek absolutnie pozytywny. Ale nowo wprowadzany system ma oczywiście także wiele negatywnych konsekwencji.- Proszę wymienić plusy i minusy na rynku podręczników. - Plusy to przede wszystkim kwes-tia jakości i ceny. Podręczniki są obecnie maksymalnie tanie, a mimo to wydawane na wysokim poziomie edytorskim. Na rynku pozaedukacyjnym książka beletrystyczna o porównywalnych parametrach - liczba stron, oprawa, kolor, wysokość nakładu - kosztuje dwa razy tyle, co podręcznik. Poza tym wydawców edukacyjnych jest wielu, każdy tworzy nieco inny podręcznik, a to składa się na bogactwo oferty. W jednej szkole, w której jest kilka równoległych klas, może funkcjonować nawet kilka podręczników, dostosowanych do poziomu uczniów. Po stronie plusów mamy szeroką ofertę, coraz lepsze podręczniki, ładnie wydane i tanie.- A minusy? - Podręczników do każdego przedmiotu jest za dużo, na rynku panuje chaos. Najbardziej narzekają na to rodzice i nauczyciele. Mimo wszystko hurtownicy szybko zdobywają orientację, który podręcznik będzie się sprzedawał, a księgarze orientują się jeszcze szybciej. Nauczyciele narzekają, że nie mogą się zapoznać ze wszystkimi propozycjami. Rodzice, że nauczyciele testują i zmieniają podręczniki. Gdyby nie presja rodziców, by w ogóle nie zmieniać podręczników, można by liczyć, że z rynku w krótkim czasie znikną te złe. Ale w dzisiejszych realiach trwa to dłużej.- 10-15 podręczników do jednego przedmiotu to dużo. Nie wszystkie mogą być równie dobre. - Tłumaczę naszym autorom, często osobom wybitnym, że podręcznik to popularyzacja wiedzy. Dla szkoły trzeba pisać to, co w pracach naukowych należy do sfery oczywistości. Wystarczy przejrzeć ofertę z rynku, by spostrzec, że nie każdy rodzi się autorem podręcznika. Świat nauczycieli oraz świat recenzentów i naukowców są nieprzystawalne. Na kilkanaście podręczników do każdego przedmiotu tylko kilka jest naprawdę dobrych. Poza tym podręcznik jest dzisiaj bardzo łatwo wydać, ponieważ łatwo go zatwierdzić. To jest osobny problem. Z punktu widzenia rynku podręczników jest za dużo . Stąd niektóre wydawnictwa stosują nieuczciwe sposoby. Mógłbym tu pokazać oferty kilku wydawnictw, typu: jeśli szkoła zakupi książki za 2 tysiące złotych, to dostanie skaner, przy zakupie za 7 tysięcy - komputer.- Czy będziemy wymieniać nazwy? - Nie, ale to dotyczy wielu wydawnictw i głównie chodzi o fakt, że to jest błędne koło - przekupywania metodyków, nauczycieli i dyrektorów. Najczęściej są to działania legalne - można przecież przekazywać darowizny dla szkół w ramach 15 proc. dochodów. Szkoły są w ogromnej mizerii, a nauczyciele i dyrektorzy szkół nie widzą w tych darowiznach nic nieetycznego. Prawdziwy problem wiąże się z tym, że wydawnictwa łączą darowizny z poziomem zakupów. Na szczęście powstała ustawa o nieuczciwej konkurencji - w nieco innym kontekście, ale odpowiada naszej sytuacji. Jest tam zapis - dla nas najbardziej istotny - mówiący, że nieuczciwą konkurencją jest łączenie sprzedaży z darowizną innej rzeczy niż sprzedawany towar.- Jaka jest sankcja? - Od ośmiu miesięcy do 10 lat więzienia.- Ale to jest bardzo poważna, prokuratorska sprawa. - Oczywiście i ja nie wiem, jakie to będzie miało przełożenie na praktykę. Ale ciągle widzę dwie strony medalu - działania wydawców i reakcje szkół. Podnieśliśmy ten temat 10 lipca na spotkaniu z minister Łybacką i mamy zapewnienie pani minister, że całkowicie popiera nasze zdanie. Trzeba pamiętać, że reforma edukacji nie była przygotowana źle i tak naprawdę jest zaledwie kilka problemów do rozwiązania. To nie jest środowisko patogenne. Ale jest szansa, że ten "zwyczaj" zostanie wyeliminowany dwustronnie. Ustawowo wydawcy otrzymują zakaz łączenia sprzedaży podręczników z darowiznami, a minister Krystyna Łybacka skierowała do dyrektorów szkół list, w którym zakazuje przyjmowania jakichkolwiek darowizn, poza książkami, które są promowane. - A jaka będzie sankcja Ministerstwa Edukacji? - Tego nie wiem. Wg mnie wystarczy fakt, że wręczanie i przyjmowanie darowizn będzie wyraźnie zakazane.- Wspominał pan o łatwości wydania podręcznika. - To jest drugi poważny problem. Dlaczego podręcznik w ogóle jest dobry? Trzeba pamiętać, że są różne koncepcje nauczania, tworzenia podręczników - w ujęciu historycznym, problemowym etc. - nie ma obiektywnego modelu podręcznika. Gdyby istniała rzetelna ocena pisanych podręczników, dopuszczano by te, które spełniają pewne minimum. Ale dopóki to wydawca będzie płacił za recenzję, nie dotknie się istoty problemu.- Jak ta regulacja jest umocowana? - W rozporządzeniu ministra edukacji. Na razie nie ma pomysłu na polepszenie sytuacji, choć nastąpiły już korzystne zmiany. Ponadto dzięki samej dyskusji o jakości recenzji, recenzenci poważniej podchodzą do swego zadania. Obecnie powstaje nowa lista, wykluczani są recenzenci, którzy stracili zaufanie. Proponujemy, aby wydawcy płacili ministerstwu zryczałtowaną stawkę, a recenzenta wybierali z listy MEN-owskiej. Może takimi opłatami powinna zająć się jakaś fundacja lub PIK? Dotychczas walczyliśmy o wyeliminowanie ewidentnych błędów - żeby recenzentami nie mogli być autorzy konkurencyjnych podręczników, bo wcześniej byli, żeby byli recenzenci merytoryczni - profesorowie z danych dziedzin oraz metodycy - ale ci, do których mamy zaufanie. I to znalazło się w nowym rozporządzeniu. Chodzi nam też o zmniejszenie horrendalnych stawek za recenzję.- A jakie są to stawki? - Od 1 tys. zł do 2,5 tys. zł za zrecenzowanie podręcznika, a pamiętajmy, że wymaga się czterech recenzji. Najczęściej stosowane są te wyższe stawki, co daje ok. 10 tys. zł za jeden podręcznik. Kiedy recenzja jest cenna i wnosi coś do podręcznika, wtedy 2,5 tys. zł nie jest stawką wygórowaną. Niestety często recenzja dla MEN-u ogranicza się do stwierdzenia przydatności do użytku, wskazania kilku błędów. - A ilu jest recenzentów do jednego przedmiotu? - Od kilku do kilkunastu do jednego przedmiotu, łącznie jest ich ponad trzystu. Ta lista powinna być szeroka. Wiąże się z tym ostatni element - weryfikacji recenzentów. Jeśli jakaś recenzja w wyniku wewnętrznej procedury MEN zostanie uznana za nierzetelną, wtedy odpowiedni recenzenci powinni być skreślani z listy. I kiedy te mechanizmy, o których powiedziałem, zostaną wprowadzone, odczujemy znaczną poprawę działania systemu, w jakim pracujemy.- Czy ministerstwo nie mogłoby w czasie częstych zmian podręczników dofinansowywać ich zakupu, dopóki rynek się nie ustabilizuje? - Taki system działa od lat. Już w pierwszym roku reformy na dofinansowanie zakupu podręczników wydano ok. 25 mln zł z pieniędzy MEN, dystrybuowanych przez gminy do szkół. Szkoły kupowały podręczniki do bibliotek, a potem wypożyczały biedniejszym uczniom. Jak jest w przypadku akcji "Wyprawka" do końca nie wiem, ale przypuszczam, że podobnie. Nowością jest to, że akcja objęła wyłącznie uczniów I klasy szkoły podstawowej i to, że do wyprawki dodano plecaki, trampki etc.- W tym roku przy okazji tej akcji ukazały się w prasie artykuły, że to skandal, że pominięto niektóre wydawnictwa, że akcja nie udała się... - Bzdura. To jest bardzo sensowna akcja, tylko podjęta za późno. Wystarczyło powiadomić nas na początku maja. Wszelkie zakłócenia pojawiły się z powodu nazbyt pośpiesznego tempa, ale zostały też bardzo szybko naprawione. W sierpniu odbyła się konferencja, na której minister Łybacka podkreśliła, że dzięki hojności wydawców 40 tys. dzieci ponad planowaną liczbę dostało darmową wyprawkę. To naprawdę dużo. Ministerstwo jest bardzo wdzięczne i obiecuje nam stałą współpracę we wszystkich kwestiach. W "Wiadomościach" ukazał …
Wyświetlono 25% materiału - 1411 słów. Całość materiału zawiera 5644 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1A. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
Koszt 9 zł netto. Dostęp czasowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Czas dostępu będzie odliczany od momentu wejścia na stronę płatnego artykułu. Dostęp czasowy wymaga konta w serwisie i logowania.
1B. Dostęp czasowy 15 minut
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Dostęp terminowy wymaga konta w serwisie i logowania.
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.
Zaloguj się