Wtorek, 13 sierpnia 2019
Nowa matryca VAT a książkowe ambicje 

Jeśli chodzi o książki, to zdaniem Ministerstwa Finansów nowa matryca VAT upraszcza procedury, zrównuje szanse i zwiększa korzyści. Jako branża powinniśmy to zrozumieć i policzyć po swojemu. Mamy na to szansę w październiku 2019 roku, potem będzie za późno.

„Aby nadążyć za postępem technologicznym w gospodarce cyfrowej, należy umożliwić państwom członkowskim dostosowanie stawek VAT na publikacje dostarczane drogą elektroniczną do niższych stawek VAT na publikacje dostarczane na wszystkich nośnikach fizycznych” – tak stwierdziła Komisja Europejska w dyrektywie z 2016 roku. Ministerstwo Finansów z kolei opracowało nową matrycę VAT, którą Sejm RP przyjął 19 lipca 2019 roku.

W efekcie od 1 listopada 2019 roku: „stosuje się stawkę podatku w wysokości 5 proc. w odniesieniu do:
1. Wyłącznie towarów objętych następującymi CN:

a) książki, broszury, ulotki i podobne materiały, drukowane, nawet w pojedynczych arkuszach (CN 4901);

b) książki dla dzieci, obrazkowe, do rysowania lub kolorowania (CN 4903);

c) nuty drukowane lub w rękopisie, nawet ilustrowane lub oprawione (CN 4904);

d) mapy i mapy hydrograficzne lub podobne mapy wszelkich rodzajów, włączając atlasy, mapy ścienne, plany topograficzne i globusy, drukowane (CN 4905).
2. Publikacji w formie elektronicznej zawierających treści, o których mowa w pkt 1”.

Jako branża jesteśmy wygrani. Mamy prosty zapis obudowany wykładnią CN oraz niski podatek VAT tak po stronie nowoczesnych form e-booków i audiobooków, jak i tradycyjnych antykwariatów. Sprzedawcy e-booków (i audiobooków, i antykwariusze) mogą obniżać ceny bądź zwiększać marże i otwierać szampany. Warto tylko zaprojektować narzędzie, które by to policzyło, zwłaszcza że już wcześniej ślizgaliśmy się na granicy paranoi…

Państwo polskie od ponad dwudziestu lat wspiera książkę poprzez niski VAT. Najpierw było zero na książki drukowane, potem w 2011 roku weszło 5 proc. i doszły audiobooki na nośnikach, a teraz jest 5 proc. na wszystkie książki i e-formy. Moim zdaniem uwidacznia się tu jakiś rodzaj spoiwa naszej państwowości i jest to godne odnotowania. Nie wchodząc w tryby historii, jak to z walką o zerową stawkę podatku było, uznajmy, że najważniejsze są skutki.

I tu niespodzianka. Ministerstwo Finansów oszacowało ulgi z tytułu preferencji VAT dla książek drukowanych za lata 2009-2014. Wynosiły one kolejno: 802; 934; 991; 962; 1101; 1339 mln zł. Łącznie 6 mld 129 mln zł w 6 lat! Takie oto, proszę państwa, było wsparcie państwa – według państwa. (I skoro w 6 lat było 6 mld., to ile było w ciągu ponad 20 lat?).

Jest tu nieporozumienie dotyczące albo metodologii, albo definicji książki, albo obu. Nie pierwszy zresztą raz. Kłopot jest taki, że obliczenia przesyłane w drugą stronę – od rynku do administracji publicznej – także opierają się luźnych przesłankach.

 Więcej w nowym wydaniu dwutygodnika “Biblioteka Analiz”.

Autor: Renek Mendruń