
Zygmunt Miłoszewski w rozmowie z Wirtualną Polską przekonuje, że Heca nie jest konkurencją dla największych wydawców, ale próbą pokazania, że rynek książki może działać według bardziej przejrzystych zasad.
„Nawet jak moje wszystkie plany wypalą, to pozostaniemy kameralnym wydawcą literatury, z wierną publicznością, ze stajnią kilkunastu autorów, jedną premierą miesięcznie, niewielkim katalogiem. Skalą nikomu nie zagrozimy. Ale jeśli udowodnimy, że funkcjonowanie w tym standardzie jest możliwe, możemy stać się elementem większej zmiany” – mówi pisarz w rozmowie z Przemkiem Gdulą.
Pisarz postanowił wejść w rolę wydawcy. Jak sam przyznaje, to z jednej strony efekt zamiłowania do literatury, z drugiej – potrzeby zrobienia czegoś po swojemu. Jak podkreśla, odrzucił dwie propozycje współpracy z dużymi wydawcami, mimo że wiązały się one z „naprawdę ogromnymi pieniędzmi”. Zamiast tego zdecydował się zainwestować własne oszczędności w „literacki startup”.
Nie ukrywa, że jednym z powodów jest także chęć zmiany sposobu funkcjonowania na rynku. Miłoszewski przekonuje, że Heca nie powstała po to, by walczyć z dużymi wydawnictwami. Jej ambicje są znacznie skromniejsze pod względem skali, ale – jak sugeruje pisarz – mogą mieć znaczenie dla całego rynku.
Zygmunt Miłoszewski mówi o prostych, czytelnych i jawnych umowach oraz stałym i wysokim wynagrodzeniu za każdy sprzedany egzemplarz, niezależnie od formatu. „Jako wydawca – sobie i innym – oferuję proste, czytelne i jawne umowy. Wiedzę, że z każdego sprzedanego w dowolnej formie egzemplarza autorzy dostają stałe i wysokie honorarium. Oraz szacunek, troskę i przede wszystkim ogromną wiarę w ich talent. I piękne okładki, jestem z nich bardzo dumny”.
Zapowiada rozszerzenie dystrybucji o księgarnie oraz wprowadzenie e-booków i audiobooków. Jeszcze w 2026 roku mają się ukazać pierwsze nowe tytuły, a w najbliższym czasie do wydawnictwa ma dołączyć pierwsza autorka. W przyszłym roku planowane jest „wielkie tournee Hecy”.
Wiadomo, że w Hecy prowadzeniem sklepu, dostawą, dystrybucją, kontaktem z klientami zajmuje się firma Imker, oferująca usługi fulfillment dla self-publishingu.
Książki wydawane pod tą marką dostępne są w Najlepszej księgarni, we Wrzeniu Świata oraz w księgarniach sieci Książnicy Polskiej.
W wypowiedziach Miłoszewskiego powraca temat patologii rynku książki i braku przejrzystości. Pisarz uważa, że polski rynek potrzebuje nie kolejnych dyskusji, lecz konkretnych działań systemowych.
Najostrzej Miłoszewski ocenia rolę państwa. Jego zdaniem literatura została pozostawiona sama sobie – nie tylko w porównaniu z innymi gałęziami gospodarki, lecz także na tle innych dziedzin kultury. „Rzeczpospolita musi w jakiś naprawdę elementarny sposób zaopiekować się polską literaturą. Państwo nas osierociło nie tylko na tle innych branż gospodarki, ale nawet na tle innych dziedzin kultury, którymi się opiekuje” – uważa.
Jego pomysł na zmianę systemową zakłada przekształcenie Instytutu Książki w instytucję działającą na wzór Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Miałaby ona kompleksowo wspierać cztery filary rynku: „twórców, wydawnictwa, księgarnie i biblioteki”.
Miłoszewski wskazuje również rozwiązania, które jego zdaniem można wprowadzić stosunkowo szybko. Jednym z nich jest większa transparentność danych dotyczących sprzedaży książek. „Chociażby od ręki, jednym rozporządzeniem, kazać ujawnić nakłady i liczbę sprzedanych książek, rzucić trochę światła na ten rynek” – postuluje.
„Jak państwo ma prowadzić sensowną politykę czytelniczą, skoro nie wie, co Polacy kupują i czytają?” – pyta.
Pisarz proponuje również zwiększenie finansowania istniejących programów wspierających literaturę oraz objęcie patronatem ministerstwa Konwencji Krakowskiej czy kodeksu dobrych praktyk pomiędzy autorami i wydawcami.
„Zamiast tego zabrano się za kontrowersyjną regulację rynku, która się moim zdaniem nie uda, ponieważ w roku wyborczym nie robi się rzeczy kontrowersyjnych” – wskazuje.















