Sobota, 1 października 2022
Rozmowa z GRZEGORZEM KAPLĄ, autorem książek podróżniczych

Czemu zdecydował się pan przejechać Amerykę Południową wszerz, a nie wzdłuż? Bo wzdłuż, może nie cały kontynent i nie jednym ciągiem, przejechałem ją już wcześniej wschodnim wybrzeżem do Ziemi Ognistej przez Patagonię, a z powrotem przez chilijskie fiordy, wyspę Chiloé, Atakamę i Altiplano. W czasie tamtej wędrówki spotkałem serbskiego włóczęgę, Nenada Voynowskiego, który zaraził mnie pomysłem na to, żeby pokonać kontynent w poprzek. Wystartować nad oceanem, wspiąć się na łuk Andów, przebyć puszczę i pampę, czy może Chaco, stanąć nad Iguazu, a potem dotrzeć do wielkich miast wschodniego wybrzeża. Pierwsza podróż na ten kontynent? Pierwsza latynoamerykańska podróż to był zwyczajny łut szczęścia, bo chciałem lecieć do Meksyku i na to byłem odrobinę przygotowany, ale w dniu, w którym ruszyłem, okazało się, że pewien niemiecki przewoźnik ma nieprawdopodobnie dobrą ofertę do Caracas, więc wylądowałem w Wenezueli, a to kraj o fenomenalnym kolorycie, stworzony do tego, żeby przeżyć tam, jak to mówią, „przygodę życia”, nauczyć się jeździć konno, zobaczyć burzę na pustyni, stanąć na wierzchołku Andów, łowić piranie na drut i kawałek kurczaka, zobaczyć różowe delfiny i mrówkojady, wspiąć się na Roraimę, spotkać w lesie pumę i hoacyna, a na dodatek posmakować jeszcze Karaibów… Nie ma człowieka, który po takim doświadczeniu nie będzie pragnął wrócić, a ja nie jestem wyjątkiem. Wracałem i wracałem. Za każdym razem, kiedy tylko pojawiała się jakakolwiek okazja na tani przelot, bo to podstawowy wydatek na liście podróżnej, a ja nie szukam sponsorów i nie biorę kredytów, jadę za swoje pieniądze i muszę się liczyć z kosztami. Jak wyglądały przygotowania do ekspedycji? To nie była ekspedycja, bo niczego nie odkrywałem przecież, może kilka spraw o sobie samym, takich, z których można być dumnym, i takich, co nie przynoszą człowiekowi chluby. To nie była nawet wyprawa, bo nie miała żadnych wiekopomnych celów, na których zależałoby jakimś sponsorom. Nic z tego, co przeżyłem – ani zdobycie sześciotysięcznika, ani zejście do morderczych kopalń Potosí, ani kilkudniowa wędrówka przez góry do Machu Picchu, ani nawet dotarcie do serca faveli w Rio de Janeiro nie jest wyczynem i nie wymaga niczego poza sprawnością fizyczną oraz, w przypadku wysokich gór, elementarnego doświadczenia w zimowym wędrowaniu – …
Wyświetlono 25% materiału - 324 słów. Całość materiału zawiera 1296 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.












