środa, 28 listopada 2018
Od lat czytam codziennie kilka gazet. Jedne do wściku, jak „Gapol”, inne do śmichu, jak brukowce. Z lektury dwóch polskich szmatławców skorzystać mogliby polscy sejmici – więcej się z nich dowiedzą o kondycji społeczeństwa niż z partyjnych pseudoanaliz. Wyróżnię tu jeszcze zacny dziennik cotygodniowy redaktora Urbana, „Nie”, który dla sejmitów i urzędników państwowych powinien być lekturą obowiązkową. I niech nie udają, że mierzi ich język artykułów, sami wszak posługują się takim samym. Obserwując jednak spadające słupki czytelnictwa gazet, widzimy, że ich wydawcy i redaktorzy mają – przynajmniej w Polsce – przechlapane. Suweren gazety kupuje dla okazania lojalności albo z potrzeby: buty nimi można wyłożyć, kocią kuwetę, umyte okna wytrzeć. Suweren lubi kolorowe pisemka, a najwoli telewizję. Krótko, wyraźnie, z wybranym prezenterem. „ – Co tam oglądasz, Barbara? …
Wyświetlono 25% materiału - 127 słów. Całość materiału zawiera 509 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.













