środa, 1 lipca 2026

Psycholożka Katarzyna Kucewicz od dłuższego czasu przyjmuje pacjentów zdalnie. Nie tylko dlatego, że przeprowadziła się pod Warszawę. Tak jest wygodniej dla niej i pacjentów. Dba, by w okienku ekranu widzieli tyle, ile powinni. W gabinecie, w którym rozmawiamy, prowadzi sesje, a pacjenci siedzący przed komputerem mogą w tle dostrzec szafę pełną książek. To najważniejsza część jej biblioteki. Gabinet Olbrzymia szafa biblioteczna mieści jedną czwartą zbiorów. Reszta książek jest dyskretnie ukryta przed ciekawskim okiem albo została w starym miejscu zamieszkania. Moment, w którym się spotykamy, jest dla Katarzyny pod względem książkowym ciekawy, ponieważ niedawno się przeprowadziła z mieszkania w bloku do domu. Stanęła przed dylematem, które książki zabrać, a które zostawić. – To był trudny wybór. Wzięłam te, które są dla mnie naprawdę ważne, a zostawiłam… No właśnie: jak dokonać selekcji? Zastanawiałam się, czy pozbyć się ich w ogóle, oddać komuś, czy zostawić w miejscu, z którego się wyprowadzam. Wiedziałam, że nie idą ze mną dalej. Przeprowadzka okazała się ciekawym doświadczeniem również z innego powodu. Uzmysłowiła jej, że jest na innym etapie życia. Sześć lat temu przeprowadziła się na Bemowo. Jeszcze wcześniej mieszkała w Śródmieściu. Przeprowadzki – w cyklach pięcio- lub sześcioletnich – stały się swego rodzaju granicami w planie życia. Urodziła się na warszawskiej Woli. Tam mieszkała, trochę z dziadkami, trochę z tatą, spod kurateli których wyrwała się do Śródmieścia. – Teraz jestem u siebie, na swoim. To jest mój dom. Katarzyna Kucewicz ma lat 41, a selekcja książek przy przeprowadzkach unaoczniła zmiany, jakie w niej zachodzą. Przenosiny bywają trudne także z innego, prozaicznego powodu: książki są ciężkie, więc uważnie wybierała te, dla których na pewno znajdzie miejsce w nowym domu. Bo książki, według Katarzyny, nie mogą leżeć przypadkowo lub, co gorsza, poniewierać się po całym domu, bez konkretnego „przydziału”. Przyznaje, że w poprzednim mieszkaniu mościły się wszędzie: na parapetach, układane na podłodze w stosiki... To ją złościło. W nowym domu, urządzonym z gustem, każda rzecz ma swój port. Książki trafiły do gabinetu na parterze i do pokoju na górze. Tam panują na całej ścianie. Dużo książek prawniczych i tzw. literatura pozazawodowa, niespecjalistyczna, czyli powieści, reportaże. Nigdzie więcej się nie plątają. Katarzyna jest przekonana, że dokonała mądrej selekcji. Na początku kierowała się tym, żeby zabrać książki zawodowe, w drugiej kolejności wybierała te, do których lubi zaglądać – np. o modzie albo o anatomii człowieka. Zdecydowanie przeważają zawodowe. – Z wielu jestem dumna. Wiem, że są godne eleganckiej biblioteki. Na przykład najnowsza książka Brené Brown „Atlas of the Heart: Mapping Meaningful Connection and the Language of Human „Experience”, jeszcze nieprzetłumaczona na język polski, piękne, albumowe wydanie. Uwielbiam i książkę, i jej autorkę, amerykańską profesorkę, wykładowczynię. To była pierwsza książka, którą spakowałam, drugą była „Red Book” („Czerwona księga”) Carla Gustava Junga. Ma dla mnie wielkie znaczenie. Kocham C.G. Junga miłością absolutną. Carl Gustav Jung Książkę kupiła w domu rodzinnym Carla Gustava Junga w Küsnacht w Szwajcarii, nad Jeziorem Zuryskim, gdzie mieści się muzeum, w którym można obejrzeć m.in. jego gabinet i bibliotekę. Dom rodzinny Junga w Szwajcarii był inspiracją dla Katarzyny Kucewicz do wybrania i zaprojektowania jej własnego. Z namaszczeniem pokazuje album „The House of C.G. Jung: The History and Restoration of the Residence of Emma and Carl Gustav Jung-Rauschenbach”, którego okładkę zdobi zdjęcie biblioteki Junga. Dom był oficjalną rezydencją Junga i jego gabinetem psychoanalitycznym. Album urzeka mnóstwem fotografii, z których te przedstawiające bibliotekę robią duże wrażenie. Bliska jest jej też książka, również nie przetłumaczona na język polski, „A Most Dangerous Method: The Story of Jung, Freud and Sabina Spielrein” autorstwa Johna Kerra o trójkącie relacyjnym Junga, Freuda i wyjątkowej, acz zapomnianej kobiety Sabiny Spierlein. – Stworzyli jedną z najbardziej fascynujących i skomplikowanych relacji w historii psychoanalizy. Książka opisuje ich więź, intelektualną inspirację, jak pacjentka stała się analityczką, oraz to, jak ta zdolna i mądra kobieta została na lata wymazana z historii nauki, zresztą jak rzesze kobiet. Carl Jung był pierwszą psychologiczną fascynacją Katarzyny Kucewicz. Uważa go za prawdziwego buntownika wobec ówczesnego mainstreamu i autorytetu Freuda. Freud głosił, że nieświadomość zawiera id, ego i superego, a te stanowią podstawowe wyjaśnienie ludzkiego myślenia i zachowania. Tymczasem Jung uważał, że istnieją inne, uniwersalnie wzorce, wspólne dla całej ludzkości – archetypy. Odejście od mistrza i znalezienie własnej drogi i szkoły psychologii analitycznej czyni Junga wyjątkową postacią. Według Katarzyny Kucewicz w myśleniu Junga można odnaleźć też elementy metafizyczno-magiczne. W swojej bibliotece miał dużo książek o tarocie, o astrologii. Interesowały go pozaintelektualne doświadczenia ludzkie. Nie wszystkie jego idee są łatwe do zrozumienia, ale Katarzyna Kucewicz ceni go za filozoficzną głębię, nowoczesność i naturę poszukiwacza. Sama odkryła Junga i jego poglądy dopiero na podyplomowych studiach. Psychoterapii uczył ją profesor Jerzy Mellibruda, którego kilka książek, jak „Siedem ścieżek integracji psychoterapii”, „Nieprzebaczona krzywda” czy „Praktyka psychoterapii”, też zostawiła w swojej bibliotece. – Uczył mnie psychoterapii w ujęciu eklektycznym, a podstawową zasadą tego kierunku jest poznanie i umiejętne mieszanie nurtów. Ten eklektyzm jest w moim życiu obecny po prostu wszędzie. Tak mam dom zaprojektowany, tak pracuję, tak czytam. Nie opieram się wyłącznie na jednej szkole psychoterapii, na przykład na psychoanalizie, lecz czerpię z różnych podejść. Profesor Mellibruda uczył, żeby z każdego brać coś najlepszego, mając na uwadze dobro pacjenta. Sięgała po pozycje prezentujące inne koncepcje i terapie: Alberta Elisa, amerykańskiego psychologa i psychoterapeutę, twórcę terapii racjonalno-emotywnej, Aarona Becka, ojca terapii poznawczo-behawioralnej, a w pracy, kiedy poszukuje technicznych rozwiązań, zadań i skryptów dla pacjentów, to Jeffrey Young, prekursor terapii schematów, jest jej najbliższy. – W mojej reprezentacyjnej szafie bibliotecznej obok nobliwego Junga mam też książki napisane mniej skomplikowanym językiem, ale trafiającym bardzo do serca – rozwojowe pozycje Agnieszki Maciąg. Wielu nie może zrozumieć, dlaczego po nie sięgam, autorka nie była psychologiem, ale to jest właśnie chyba objaw eklektyzmu myślowego – inspirują mnie do pracy często osoby wcale nie związane z moim zawodem, ale mądre życiowo. Te książki spinają mi się bardzo – śmieje się Katarzyna Kucewicz. I dodaje: – Czerpię po trosze i z jednych, i z drugich. Opowiada o tym, jak podczas przeprowadzki wertowała książkę „Słowa mocy. Sztuka tworzenia szczęśliwego życia” i znalazła w niej fragment mówiący o tym, że jak człowiek idzie za szybko do celu, na szczyt, to nie zauważa piękna samej drogi. Cytat tak ją zauroczył, że zabrała ze sobą wszystkie książki autorki poświęcone rozwojowi osobistemu, duchowości, zdrowemu stylowi życia, jodze. Do jej najbardziej znanych książek należą: seria „Smak” (np. „Smak życia”, „Smak szczęścia”, „Smak miłości”), a także „Pełnia życia”, „Słowa mocy” oraz „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości”, „Rozmaryn i róże. Podróż do samej siebie”. – Cenię te książki, są proste, mądre i trafiają do serca. Wszystko zależy, na jakim etapie życia jesteśmy. Czasami trzeba poczytać Junga, a czasami to książki Agnieszki Maciąg stanowią dla nas nieocenione wsparcie mentalne. Katarzyna Kucewicz przyznaje, że jest na takim etapie, że książki Agnieszki Maciąg trafiają do niej bezpośrednio, w samo serce. Szafa biblioteczna Przeważają w niej książki, które psychologowi i psychoterapeucie wypada czytać, a w dziedzinie, którą uprawia zawodowo, wygrywa Wydawnictwo Lekarskie PZWL. Książki tej oficyny pochłania w poczuciu, że zawód, jaki wykonuje, wymaga ustawicznych aktualizacji, bo co rusz powstają nowe teorie, badania i pomysły na to, jak pomagać ludziom z ich zdrowiem psychicznym. Ufa wydawnictwu i wie, że publikacje reprezentują wysoki poziom. Większość z nich musi znać. Uważni pacjenci, którzy nawet dokładnie przyjrzą się jej bibliotece, nie znajdą w niej niczego, czego by nie chciała pokazać. – Z racji zawodu muszę dbać, by nie tworzyli fantazji na mój temat. Moda, historia Polski, którą się interesuję, czy biografia rodziny Kennedych, którą czytam, to nic wstydliwego, ale mogą niepotrzebnie rozpraszać, dziwić i zastanawiać moich pacjentów. Teraz prezentując swój księgozbiór, zauważa, że stoją w szafie także tytuły niepsychologiczne. Na swoje usprawiedliwienie dodaje, że wstawiła je przez przeprowadzkowe zmęczenie. – Między innymi mojej ulubionej (w tym momencie) autorki Zyty Rudzkiej „Ten się śmieje, kto ma zęby” oraz „Rok magicznego myślenia” Joan Didion – oba tytuły o przeżywaniu żałoby. Byłam …
Wyświetlono 25% materiału - 1295 słów. Całość materiału zawiera 5182 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.










