środa, 1 marca 2017
  Nagrody, nagrody i po nagrodach. Początek roku to zwykle czas podsumowań i dyskusji, między innymi o trafności ubiegłorocznych nagród literackich. Na rodzimym podwórku pojawiło się kilka kontrowersji, żadna nie przebiła jednak wyboru Boba Dylana przez Komitet Noblowski. Niektórzy komentatorzy i czytelnicy ucieszyli się z nowego otwarcia, inni krytykowali nagradzanie literackim Noblem piosenkarza, byli też tacy, którzy stwierdzili, że to nudna decyzja podstarzałych hipisów. Mimo wszystko warto pochylić się nad tym i poprzednimi wyborami Akademii Szwedzkiej. Mowa o nagrodzie, której właściwie nikt nie lubi, a jednak laureaci zawsze wzbudzają globalne zainteresowanie. Literacka Nagroda Nobla to jedna wielka kraina sprzeczności. Wonderland książkowego środowiska, w którym zwierzęta mówią ludzkim głosem, grawitacja zawodzi, a pojawiające się tu i ówdzie głosy, że kogoś należy ściąć nie są niczym nadzwyczajnym. Historii powołania nagrody nie trzeba właściwie przypominać. Szwedzki wynalazca, poliglota i światowiec Alfred Nobel, aktywnie działający na rynku zbrojeniowym i w różnych ruchach na rzecz pokoju, poleca w testamencie powołanie funduszu, z którego środków nagradzane będą osoby najbardziej zasłużone dla ludzkości. Pierwotny majątek pozostawiony przez Nobla wynosił około 265 mln dolarów, a nagroda miała być przyznawana raz na rok w pięciu dziedzinach: fizyki, chemii, medycyny i fizjologii, literatury i działań na rzecz pokoju. Wbrew pierwotnej intencji Nobla i (jak pokazują dotychczasowe doświadczenia) wbrew logice powołana została również nagroda ekonomiczna. Dlaczego Nagroda Nobla w dziedzinie literatury jest wydarzeniem tak kontrowersyjnym? Wystarczy spojrzeć na jej sprzeczne cechy. To laur prestiżowy, przyznawany globalnie i tak też odbierany, wymagający dla jury i nagradzanych, otwarty na literackość w niemal każdej możliwej formie, ważny dla krytyków, czytelników i całego środowiska wydawniczego. A jednocześnie w swym podstawowym kształcie wręcz zaściankowy, niezmienny, pełen subiektywnej zakulisowej gry, z podstarzałymi członkami zapatrzonymi w specyficzną literaturę (pisaną często na jedno kopyto) i od dawna otwarcie wyśmiewany. Ktoś mógłby powiedzieć, że wielkość i sława zawsze niosą za sobą krytykę i szydercze komentarze postronnych. Sprawa nie jest jednak taka łatwa. Wybór nowego noblisty ma duży wpływ na kształtowanie się rynku literatury z wyższej półki. Również w Polsce. "Nobel na pewno nobilituje. Poza tym jego przyznanie przypada na okres przedświąteczny, a kupno książki to wciąż częsty prezent. Więc na pewno pomaga to sprzedaży, nawet jeśli to niszowa formuła. Wydawcy biją się o noblistów, aczkolwiek mniej niż o tytuły na rynku komercyjnym. Na aukcji o kolejny thriller w stylu "Dziewczyny z pociągu" walka jest naprawdę ostra! I to tam pojawiają się duże pieniądze. O noblistów, do dzieł których prawa są jeszcze na sprzedaż, walka jest znacznie subtelniejsza" - tłumaczy Sonia Draga, założycielka Wydawnictwa Sonia Draga, a wtóruje jej Violetta Wiśniewska, specjalista ds. promocji w Grupie Wydawniczej Foksal: "Nie było niczym dziwnym, że mieliśmy zawczasu prawa do późniejszych noblistów, gdy redaktorem W.A.B. była Beata Stasińska, zarazem prezes wydawnictwa. Ma niesamowite spojrzenie na literaturę i rynek wydawniczy. Wiedziała, którzy autorzy mają potencjał do otrzymania nagrody. Dlatego mieliśmy prawa do publikacji w Polsce Imre Kertesza, Elfriede Jelinek, Doris Lessing, a ostatnio Mo Yana i Alice Munro, tuż przed uhonorowaniem ich nagrodą. Efekt Nobla oczywiście istnieje. Każdy poważny czytelnik kupuje jakąś książkę nowego noblisty. I widać to po wynikach sprzedaży. Wynik Munro był bardzo zadowalający - sprzedaż pierwszego tytułu opublikowanego po przyznaniu Nobla wyniosła 70 tys. egzemplarzy. W przypadku Mo Yana było podobnie. Jego pierwsze książki wydane przez nas w 2007 roku to były liczby na poziomie kilku tysięcy. Wznowienie "Krainy wódki" po Noblu przyniosło kilkadziesiąt tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Natomiast efekt utrzymuje się różnie w zależności od autora. Trudna i egzotyczna literatura ma mniejszy potencjał długofalowy. Choć w przypadku Mo Yana wykorzystaliśmy to poczucie egzotyki w połączeniu z elegancją przy projektowaniu okładek, więc trzeba też umieć to wykorzystać promocyjnie". Nie można oczywiście mówić o rekordowych wynikach - nobliści raczej nie goszczą na szczycie polskich list bestsellerów - ale umiejętność przewidzenia przyszłych laureatów to wciąż gra o sporą stawkę. Pieniądze rodzą sprzeczne interesy, a sama Nagroda Nobla zawsze była w nich pogrążona po szyję. Trudno żeby było inaczej, skoro mowa o tak wpływowym wyróżnieniu, które teoretycznie nie ma żadnych kryteriów, poza mało czytelnym życzeniem Alfreda Nobla, aby nagrodę przyznawać "najlepszym dziełom o idealistycznej naturze". Szybko zresztą zrezygnowano z dosłownego interpretowania tych słów, gdyż prowadziły one do ignorowania wybitnej literatury na rzecz poglądów politycznych autorów. Zapomniani, wielcy i miernoty Mommsen, Bjornson, Eucken, von Heyse, Hauptmann - czytelnikom, którzy rozpoznają choć część z przedstawionych powyżej nazwisk należy pogratulować osiągnięcia mistrzostwa w odkrywaniu twórców pogrzebanych przez czas. A przecież to wszystko literaccy nobliści. Pisarze wybrani przez pierwsze dwadzieścia lat przyznawania nagrody są nieznani i nieczytani. Często nawet we własnych ojczyznach. Pozytywnie wyróżniają się właściwie tylko trzy nazwiska: Henryka Sienkiewicza, Rudyarda Kiplinga oraz Selmy Lagerlöf (choć tej ostatniej głównie dlatego, że jest pierwszą nagrodzoną kobietą). Chyba żaden laureat tamtego okresu nie ma do dnia dzisiejszego tak wielkiego oddziaływania na swój kraj jak właśnie Sienkiewicz (więcej na ten temat w "Magazynie Literackim KSIĄŻKI" 6/2016). Na ile wynika to z wielkości pisarza, a na ile z miałkości jego czytelników jest kwestią do interpretacji. Już w tym najwcześniejszym okresie zauważyć można stałe grzechy literackiej Nagrody Nobla: polityczny nepotyzm, a także ignorowanie nowych trendów w literaturze i głośnych nazwisk z sobie tylko znanych powodów. Niemcy otrzymali połowę swoich nagród właśnie w pierwszych kilkunastu latach, nader często nagradzani byli również Skandynawowie, zaś ignorowani Brytyjczycy i Rosjanie. Wielu do dzisiaj nie może uwierzyć, że takie nazwiska jak Tołstoj i Czechow nigdy nie otrzymały literackiego Nobla. Narodowość noblisty jest kwestią niezwykle prestiżową, choć zarazem kontrowersyjną. Powiedzieć, że kraje biją się o nagrodę to przesada, ale z pewnością lobbują. Często skutecznie, choć czasem nie sposób jednoznacznie określić narodowości autora. Jak umiejscowić Eliasa Canettiego - urodzonego w Bułgarii, wtedy należącej do Austro-Węgier, piszącego po niemiecku, a mającego obywatelstwo brytyjskie lub Isaaca Singera - polskiego żyda, piszącego w jidisz, mieszkającego przez większość życia w Stanach Zjednoczonych, który wszakże ogromną część twórczości poświęcił środowisku …
Wyświetlono 25% materiału - 954 słów. Całość materiału zawiera 3816 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki