Wtorek, 28 maja 2013
Temat numeru
Czasopismo"Magazyn Literacki Książki"
Tekst pochodzi z numeru5/2013
W Muzeum Sztuk Pięknych w Dijon znajduje się namalowany w latach dwudziestych XV wieku obraz Roberta Campina „Boże narodzenie”. Nawet gdyby obraz nie był opisany, oglądający, choćby i niedzielny miłośnik malarstwa, natychmiast zorientuje się w jego temacie. Dostrzeże wizerunek Marii – pięknej młodej kobiety z dłońmi ułożonymi jak do modlitwy, klęczącej przed leżącym na gołej ziemi nagim noworodkiem. Że dziecko to nowonarodzony Jezus, świadczą bijące od jego maleńkiego ciałka promienie. Że kobieta to Maria, świadczą choćby jej suknia i płaszcz – śnieżnobiałe z delikatnym błękitnym odcieniem, obszyte na obrzeżach złotem, spływające do wspaziemi i układające się draperiami przedstawionymi w taki sposób, że cała postać sprawia wrażenie wypukłej, misternie wyrzeźbionej w drewnie. W starcu klęczącym obok domyślimy się świętego Józefa. Zobaczymy stajenkę, drewniany, kryty słomą budynek, o ścianach rozpadających się przypadkowo w taki sposób, że można dostrzec leżące wewnątrz zwierzęta: wołu i (trzeba przyjrzeć się nieco uważniej) osła. Przez okienko zaglądają do wnętrza pasterze, którzy przyszli pokłonić się – a może także zagrać i zaśpiewać, jeden z nich trzyma w ręku dudy – narodzonemu Bogu. A nad tą sceną latają jeszcze zabawne aniołki – groteskowo maleńkie, choć przecież ich postaci to nie rozkoszne dziecięce putta, mają wszelkie cechy istot dojrzałych. Oczywistości i tajemnice Są tutaj jeszcze dwie postaci kobiece w bogatych i strojnych sukniach, z misternie upiętymi chustami czepcowymi na głowach. Jedna z nich stoi przodem do widza, wyciągając przed siebie dłoń w nienaturalnym geście. Druga klęczy przed dzieciątkiem odwrócona tyłem. Kim są te kobiety? Skąd się tutaj wzięły, przecież ani Ewangelia Mateusza, ani Łukasza nie wspominają o żadnych kobietach obecnych przy narodzeniu Jezusa. Czy te kobiety to żony pasterzy? Raczej nie, przecież ich wspaniałe stroje za bardzo kontrastują z ubogimi ubiorami tamtych. I tu zwiedzający muzeum niedzielny miłośnik sztuki najczęściej wzruszy ramionami, popatrzy jeszcze chwilę na obraz, zachwyci się czystością i doborem barw strojów postaci, po czym przejdzie do porządku dziennego nad obecnością dwóch tajemniczych kobiet, bo po pierwsze musi jeszcze zdążyć obejrzeć obrazy w kilkunastu salach, a po drugie pomyśli, że przecież nie musi wiedzieć wszystkiego o tym, co tam 600 lat temu urodziło się w głowie malarza. Jednak niedzielny miłośnik sztuki obdarzony przekleństwem ciekawości nie odpuści tak łatwo. Zatrzyma się pod obrazem na dłużej, choćby nawet w muzeum znalazł się jako członek zorganizowanej wycieczki, której uczestnicy spieszą się na obiad w nieodległej dijońskiej restauracji, a później jeszcze mają w planie zwiedzanie muzeum musztardy i dlatego miną lub słowem dyscyplinują spóźnialskich. A kiedy już wróci do domu, odnajdzie w eleganckim albumie stojącym na półce lub w czeluściach internetu reprodukcję obrazu, który zadał mu taką zagadkę, i jeszcze długo, długo będzie się w obraz ten wpatrywał. Rozwiązanie zagadki dwóch strojnych niewiast odnajdzie dość łatwo. Nietrudno jest dotrzeć do jakiegoś ikonograficznego opracowania obrazu, które wyjaśni, że jego literacką podstawą nie była żadna z kanonicznych Ewangelii, ale pochodząca z II-III w. n.e. apokryficzna tak zwana Protoewangelia Jakuba opowiadająca niezwykłą historię. Kiedy Maria miała urodzić Jezusa, Józef wybrał się na poszukiwanie położnej. Spotkał kobietę imieniem Zebel trudniącą się takim fachem. Opowiedział jej o tym, że sam nie jest ojcem dzieciątka urodzonego przez dziewicę i poczętego z Ducha Świętego. Zebel przyszła do Marii, a blask bijący od maleńkiego Jezusa był tak silny, że początkowo nie mogła dostrzec ani matki, ani dziecka. Kiedy po zakończeniu swojej pracy wyszła zachwycona ze stajenki, spotkała swoją znajomą Salome, której opowiedziała o tym zdarzeniu. Salome za nic w świecie nie chciała uwierzyć, że dziewica urodziła dziecko. Powiedziała drwiąco: „Na Boga żywego, jeśli nie włożę palca mojego i nie zobaczę jej przyrodzenia, nie uwierzę, że dziewica porodziła”. Zebel zaprowadziła więc ją do jaskini i powiedziała do matki: „Mario, ułóż się odpowiednio, niemały bowiem spór toczy się w twojej sprawie” (cytaty za ProtEwJK 20). Kiedy Maria spełniła prośbę, Salome dokonała badania, po czym z krzykiem zdumienia i bólu cofnęła dłoń, która płonąc żywym ogniem zdawała się odpadać od ciała. Dopiero Maria uzdrowiła niewierną Salome (postać analogiczną do świętego Tomasza), nakazując jej dotknąć ukaraną dłonią dzieciątka. Ale samo rozwiązanie tej jednej zagadki, poznanie anegdoty opowiedzianej przez malarza, wcale naszego ciekawskiego miłośnika malarstwa nie zadowoli. Bo zaraz okaże się, że ten jeden niewielki obraz skłania do dalszych pytań: Dlaczego maleńki Jezus leży na gołej ziemi? Dlaczego święty Józef trzyma w dłoni zapaloną świeczkę? Dlaczego jeden z pasterzy oddających hołd Zbawicielowi przyniósł ze sobą włócznię? Czemu te groteskowe anioły rozpościerające szarfy z łacińskimi napisami są tak dziwnie zgrupowane: trzy w barwnych strojach (czy barwy te mają jakieś znaczenie?) i z płomienistymi skrzydłami razem, a jeden o skrzydłach białych i w takiej szacie osobno? Dokąd prowadzi wijąca się droga za stajnią? Co to za miasto na wzgórzu widać na horyzoncie, i co to za miasto u jego podnóża? Czy widoczna w dali żaglowa łódź płynąca po morzu lub jeziorze ma jakieś znaczenie dla opowieści, czy jest tylko elementem fantazyjnym? Nasz uważny miłośnik malarstwa przekona się, że na obrazie tyle jest zagadkowych elementów, tyle znaczących przedstawień, postaci i przedmiotów wchodzących ze sobą w relacje, że muzealny kwadrans poświęcony na jego kontemplację to stanowczo za mało. Oczywiście, część zagadek uda się rozwiązać dzięki interpretacjom i wskazówkom specjalistów od ikonografii biegłych w konwencji, znawców utrwalonych symboli i atrybutów, znających wzajemne wpływy i relacje pomiędzy twórczością poszczególnych malarzy, całych szkół i tradycji. Ale przecież pozostanie jeszcze mnóstwo takich, które będą wymagały poruszenia po prostu wyobraźni odbiorcy, jego własnej kreatywności i wrażliwości estetycznej. Bo przecież każde dzieło sztuki konkretyzuje się w jednym, niepowtarzalnym i niepodobnym do innych odbiorcy, jedną wrażliwość poruszając bardziej, inną mniej, jeszcze inną wcale. Ten sam szczegół obrazu może jednemu odbiorcy wydać się kluczowy dla zrozumienia całości, innemu zaś przejść mimo wzroku. Tęsknota za uważnością w powierzchownych czasach Nasz uważny odbiorca, oglądając dzieło szczególnie uważnie, zadając pytania o znaczenie poszczególnych elementów zarówno dla samych siebie jak i dla całości, wpatrując się w gesty, pozy …
Wyświetlono 25% materiału - 957 słów. Całość materiału zawiera 3831 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki