Czwartek, 24 lipca 2025
Rozmowa z KAZIMIERZEM ORŁOSIEM

Zacznijmy od wspomnień związanych z „Cudowną meliną”, kultową dziś powieścią, wydaną pod własnym nazwiskiem w Instytucie Literackim w Paryżu w 1973 roku, co z jednej strony wiązało się z poważnymi konsekwencjami i restrykcjami wobec pana od władz PRL, a z drugiej – rozsławiło książkę. Jakie były losy powieści po odzyskaniu suwerenności przez Polskę w 1989 roku? Po odzyskaniu niepodległości wiele książek zakazanych w PRL-u zaczęło się ukazywać oficjalnie, między innymi „Cudowna melina”. Jeszcze w 1988 roku była wydana w podziemiu przez Niezależną Oficynę Wydawniczą NOWa, razem z „Historią »Cudownej meliny«” – opisem trudności związanych z wydaniem powieści w PRL-u. W latach 1989–1990 Iskry wydały „Melinę” w nakładach 10 tys., a potem 20 tys. egzemplarzy. Pamiętam ogromną kolejkę przed salonem Iskier – ludzie dowiedzieli się, że wyszła „Melina” i że autor będzie podpisywał książkę. Po latach zakazów i milczenia, kiedy nie mogłem nic oficjalnie drukować, takie wielkie zainteresowanie ogromnie przeżywałem. To było dla mnie niesłychane wydarzenie. Potem „Cudowną melinę” wydało jeszcze wydawnictwo Versus z Białegostoku i Świat Książki, a w roku 1997 – Oficyna Wydawnicza Volumen i Bellona, w serii „Kanon Literatury Podziemnej”, razem z „Historią…”. Do 2000 roku było kilka wydań. Zainteresowanie moimi książkami (bo wyszły jeszcze opowiadania i dwie powieści: „Przechowalnia” i „Trzecie kłamstwo”), jak i innych autorów „zakazanych” w PRL-u było rzeczywiście spore, ale po pewnym czasie zaczęło się kończyć. W warunkach gospodarki rynkowej książka stała się towarem. Wydawane w PRL-u i te wydawane w drugim obiegu czy na emigracji miały zupełnie inny status. My, autorzy, nie interesowaliśmy się nakładem, kosztami produkcji, sprzedażą, dystrybucją. To wszystko były sprawy wydawnictw. Teraz, w warunkach zmienionych, wydawcy zaczęli przede wszystkim interesować się sprzedażą. A najlepiej sprzedawały się romanse, kryminały i powieści sensacyjne. Pan to odczuł? Tak. Po sukcesie, jak się zdawało, „Cudownej meliny” próbowałem wydać cztery nowele – to tytułowy „Niebieski szklarz” oraz „Chłopcy z Albatrosa”, „Śmierć cygańskiego króla” i „Zimorodek”. To była pierwsza próba wydania prozy pisanej już w wolnej Polsce. Po kilku rozmowach z wydawcami, którzy nie byli zainteresowani, nowele ukazały się w Wydawnictwie Literackim. Dużo opowiadam o tym okresie – po roku 1989 – w książce „Rozmowy o ludziach i pisaniu” – w wywiadzie rzece z Krzysztofem Lisowskim, moim wieloletnim redaktorem z Wydawnictwa Literackiego, poetą i przyjacielem. Dzięki niemu zresztą ta książka powstała. Kolejne moje książki ukazywały się już tylko w Wydawnictwie Literackim. A czy dostał pan teraz propozycję wznowienia „Cudownej meliny”? Nie. Natomiast dwa lata temu ukazało się „Trzecie kłamstwo”, także nakładem WL, moja kolejna powieść wydana w Instytucie Literackim we Francji, w roku 1980. Opracowana przeze mnie na nowo i poprawiona. Nowej „Meliny” już bym nie napisał. Nie znam ludzi i stosunków panujących w małych miastach we współczesnej Polsce. Mogę tylko domyślać się, że nadal rządzą w nich kliki, są układy, korupcja, nepotyzm – podobnie jak było w PRL-u. „Melinę” napisałem na podstawie obserwacji życia w małych miastach w latach sześćdziesiątych. W oparciu o własne doświadczenia. Kilka lat pracowałem w Bieszczadach, na budowie zapory w Solinie. Jako prawnik jeździłem załatwiać sprawy w urzędach – do Ustrzyk Dolnych, Leska, Sanoka. Historie opisane w książce, ludzie i panujące między nimi relacje – to wszystko jest autentyczne. Na przykład afera z przemytem czosnku z Czechosłowacji, a wywozem tam, w karetkach pogotowia, kiełbasy i wódki, to historia z Sanoka. „Cudowna melina” była moją pierwszą powieścią. Opisywałem czasy Gomułki, lata sześćdziesiąte, a miała być wydana w czasach Gierka, już po przewrocie grudniowym w 1970 roku. Wydawało się, że jest odwilż, że cenzura złagodniała. Jednak okazało się, że niemożliwe jest krytykowanie partii. W „Melinie” negatywną postacią był sekretarz Komitetu Powiatowego PZPR. No i cenzura zablokowała wydanie książki. Wiem, że walczył pan o powieść, zanim postanowił, że wywiezie ją za granicę. Skąd u pana przekonanie, że to jest dobra książka i trzeba ją wydać? Rozmawiałem z sekretarzem partii przy Związku Literatów Polskich Zbigniewem Załuskim. I chyba on zasugerował, abym zmienił pozytywną postać, czyli przewodniczącego Rady Narodowej, na złą, a sekretarza partii zrobił dobrym. Wówczas książka na pewno zostanie wydana. Nie mogłem się na to zgodzić, na fałsz we własnej powieści. „Melina” miała dobre recenzje wewnętrzne w Czytelniku, z którym miałem podpisaną umowę. Bardzo dobrze o książce napisali Michał Sprusiński, wówczas znany krytyk, a także Ryszard Matuszewski, też znany krytyk i redaktor Czytelnika. Były porównania z „Rewizorem” Gogola. Mój Muszyna – jeden z bohaterów powieści – istotnie przyjeżdża na prowincję i odgrywa rolę kontrolera, uzdrowiciela stosunków. Potem, gdy rozesłałem kilka rozdziałów „Meliny” do różnych pism literackich, poproszono mnie na rozmowę do KC. Dwa pisma wtedy, w 1972 roku, wydrukowały przesłane rozdziały – lubelska „Kamena” i warszawska „Kultura”. Resztę zatrzymała cenzura. Sprawa trafiła do instruktora z Wydziału Kultury KC. Pytał, dlaczego tak źle opisuję władzę ludową? Powiedziałem, że pracowałem jako prawnik na budowach, znam stosunki na prowincji i to, co opisałem, jest wzięte z życia. Po tej rozmowie dostałem z Czytelnika ostateczną odmowę wydania książki. Jak pan trafił do Iskier? Przyjaźniłem się wtedy z Marianem Brandysem, który wydawał swoje książki w Iskrach, i to on zainteresował „Meliną” Wiesława Uchańskiego – dyrektora Iskier. Była jesień 1988 roku, okres odwilży przed Okrągłym Stołem. Pierwsze wydanie ukazało się wiosną 1989 roku. Tamtej jesieni mogłem też pierwszy raz wyjechać na Zachód. Byłem wtedy w Anglii, we Francji i w Niemczech. Z Paryża pojechałem do Maison Laffitte i rozmawiałem z Giedroyciem. Bardzo wypytywał o to, co dzieje się w Polsce. Między innymi prosiłem o zgodę na wydanie „Meliny” w kraju. Instytut Literacki miał do niej prawa. Czy rozważał pan wydanie pod pseudonimem? Powieść wywiozłem w 1972 roku, a w lutym 1973 już została wydana. Kisielewski wydał wcześniej „Widziane z góry” pod pseudonimem. Pod własnym nazwiskiem, też wcześniej, wydał „Apelację” Jerzy Andrzejewski. Natomiast po roku 1976 coraz więcej autorów, obywateli PRL-u, zaczęło wydawać książki w Instytucie Literackim we Francji. Ale to był już okres powstawania drugiego obiegu, założono m.in. „Zapis”, pierwsze pismo literackie publikujące poza cenzurą. Moja decyzja wydania „Meliny” w 1973 roku była spontaniczna, wywołana irytacją. To była moja pierwsza powieść, w której opisałem prawdziwe życie …
Wyświetlono 25% materiału - 893 słów. Całość materiału zawiera 3572 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.













