środa, 19 sierpnia 2026
Bogdan Szymanik dla Biblioteki Analiz

Chciałbym odnieść się do wywiadu z Pawłem Filarem, prezesem zarządu firmy Platon, opublikowanego w dwutygodniku „Biblioteka Analiz”[1]. Podzielam jego opinię, że największym wyzwaniem dla polskiego rynku książki pozostaje niski poziom czytelnictwa. Polska chce należeć do grona najlepiej rozwiniętych państw Europy, ale pod względem czytelnictwa wciąż wyraźnie odstaje od krajów, do których aspiruje. W interesie wszystkich uczestników rynku książki, począwszy od ludzi pióra, przez wydawców, dystrybutorów, księgarzy, tłumaczy, skończywszy na drukarniach dziełowych, jest jego powiększanie, czyli wyraźny wzrost czytelnictwa. Aby to zrobić, potrzebne są zdecydowane działania. Oczywiście, już coś organizujemy – przybywa targów książki, festiwali i różnego rodzaju spotkań jedno-, dwudniowych. To cenne inicjatywy, ale traktuję je raczej jako uzupełnienie niż rozwiązanie podstawowego problemu, jakim jest zanikająca sieć księgarni i coraz trudniejszy dostęp do książek. Ogromną pracę na rzecz promocji czytelnictwa wykonuje również Fundacja Powszechnego Czytania, której jestem współzałożycielem, podobnie jak Paweł Filar. Tworzy ją kilkunastu wydawców od lat zaangażowanych w popularyzację czytania książek. Musimy jednak przyjrzeć się faktom. Wszystkie te działania są potrzebne i warto je kontynuować, lecz dotychczas nie przełożyły się na zauważalny wzrost czytelnictwa. Możemy powiedzieć, że są nieskuteczne. Problem z dostępnością książek będzie się pogłębiał wraz z zamykaniem kolejnych księgarni. Już dziś ponad tysiąc polskich miast i miasteczek nie ma ani jednej. Opieram się między innymi na danych przywoływanych przez prezesa sieci Biedronka, który wskazywał, że w ponad 760 miejscowościach to właśnie Biedronka jest jedynym miejscem, w którym można kupić książkę. Można więc z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że liczba miejscowości pozbawionych księgarni przekracza tysiąc. To pokazuje, że dotychczasowe działania nie rozwiązują problemu. Jeśli chcemy realnie zwiększyć poziom czytelnictwa, powinniśmy skorzystać z doświadczeń krajów, które osiągają znacznie lepsze wyniki – Francji, Niemiec, Hiszpanii i Włoch. Zamiast przeprowadzać nowe eksperymenty, warto wdrożyć rozwiązania, które we wspomnianych państwach od lat skutecznie wspierają rynek książki i rozwój czytelnictwa. Projekt ustawy o książce nie ma na celu ograniczenia rabatów dla dystrybutorów. Jego głównym zadaniem jest stworzenie warunków, w których także dystrybutorzy będą mogli osiągać rentowną marżę handlową. Obecna sytuacja, w której marża wynosi zaledwie 1–2 proc., jest nie do utrzymania. To grozi kolejnymi bankructwami, tak bolesnymi dla uczestników rynku książki. Bez „zdrowych” dystrybutorów nie ma zdrowego rynku. Skutki złego modelu widzieliśmy już wielokrotnie. Z rynku książki zniknęły takie firmy jak Matras czy Azymut, na krawędzi jest Glosel, a wcześniej była Grupa A5, problemy dotknęły także innych dystrybutorów. W sumie można wskazać ponad dwadzieścia przedsiębiorstw, które upadły, zbankrutowały lub zakończyły swoją działalność. Za każdym razem odbijało się to na całym rynku i kosztowało bardzo wiele zarówno wydawców, jak i autorów. Szczególnie jaskrawym przykładem był upadek Matrasa. W mojej ocenie wynikał z wyniszczającej wojny rabatowej, która okazała się katastrofalna dla całej branży. Piszę o Matrasie, ponieważ to on był chyba „prekursorem” tych szalonych i nieuzasadnionych logicznie i ekonomicznie działań. Dlatego ustawa ma stworzyć szansę – dla Platona i innych dystrybutorów – na poprawę rentowności. Ma to nastąpić dzięki ograniczeniu bardzo wysokich rabatów dla klientów końcowych, które dziś często sięgają 40 proc. i więcej. Mniejsze rabaty oznaczałyby wyższe marże dla dystrybutorów, a w efekcie większą stabilność całego rynku książki. Jeżeli maksymalny rabat dla klienta wynosiłby 10 proc., dystrybutorzy mogliby znacząco poprawić swoją marżę handlową. Podobnie byłoby w przypadku sprzedaży książek do bibliotek. Jeśli – zgodnie z przepisami ustawy – rabaty zostałyby ograniczone do 10–15 proc., sprzedaż ta stałaby się dla nich znacznie bardziej rentowna. Obawiam się też o sytuację firm, takich jak Bonito i innych zajmujących się dystrybucją. Jak zauważył Paweł Filar, wiele z nich pracuje dziś na marży wynoszącej zaledwie 1–2 proc. To nie jest zdrowy model biznesowy. Przy skali ich działalności rentowność powinna wynosić co najmniej 3–5 proc. Tylko wtedy można mówić o stabilnym i bezpiecznym funkcjonowaniu rynku. Największym problemem jest jednak to, że przyzwyczailiśmy się do sytuacji, w której nowa książka trafia do sprzedaży i od razu jest przeceniana o 40 proc. Uznaliśmy to za coś normalnego, choć w rzeczywistości jest to rynkowy absurd. Wyobraźmy sobie, że dyrektor handlowy firmy Apple proponuje Steve’owi Jobsowi, aby w dniu premiery nowego iPhone’a obniżyć jego cenę o 40 proc. Niewątpliwie byłby to ostatni dzień pracy takiego pomysłodawcy. Tymczasem w branży książki zaakceptowaliśmy ten model działania jako standard. Trudno wskazać inny produkt, również na polskim rynku, który już w dniu premiery jest oferowany z tak wysokim rabatem. Dlatego …
Wyświetlono 25% materiału - 702 słów. Całość materiału zawiera 2810 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.















