Wtorek, 10 lutego 2026
Rozmowa z KRISTOFEM ZORDE, autorem książki „Fenicjanie”

Jesteś Fenicjaninem? Oczywiście. Ale nie w znaczeniu formalnym, tylko w sensie sposobu myślenia. Fenicjanin to ktoś, kto rozumie, że świat nie opiera się ani na wierze, ani na ideologii, tylko na wymianie – dóbr, myśli, emocji. Tożsamość fenicka to nie przynależność do narodu, lecz stan umysłu: otwartość, zdolność negocjacji, umiejętność zachwytu nad zyskiem i nad poezją jednocześnie. W tym kontekście wszyscy możemy być Fenicjanami. Fenicjanin nie walczy o władzę, on ją przelicza. Robi to w poczuciu własnej godności, którą nieco pieszczotliwie mam ochotę nazwać burżuazyjną, czyli po prostu mieszczańską. Bo to Fenicjanie pierwsi oderwali się od ziemi i jej korzeni i oparli swój byt na miastach i na ulotności. Nasza cywilizacja jest tworem miejskim, z chwilą, kiedy świadomość tego faktu do nas dotrze, stajemy się mieszczanami. Życie w mieście wyzwala w nas kreatywność – na agorze, w teatrze, na giełdzie, na seminariach, w kawiarniach i setkach innych miejsc. Najlepszym przykładem jest Wiedeń przełomu XIX i XX wieku, gdzie nasycenie miejskiej przestrzeni ludzkim geniuszem przybrało niesłychane rozmiary. Dotyczyło to praktycznie wszystkich dziedzin, od architektury i psychologii do filozofii i ekonomii. Tożsamość nie jest więc przywiązana do miejsca – a czy może być związana z religią? Tożsamość to ruch. Fenicjanin nie ma ojczyzny w sensie geograficznym, bo jego miejsce jest tam, gdzie można coś Czasami tylko westchnie i smutno pokiwa głową. Znam to trochę z własnego doświadczenia, z czasów, gdy pracowałem na Giełdzie w Kopenhadze. Zrobiłem kiedyś coś, do czego trudno mi się przyznać jeszcze dziś. wymienić – ideę, słowo, pieniądz. Religia jest narzędziem opowieści o tym, jak zachować porządek w chaosie. Fenicjanie to spryciarze, wymyślili jedynego Boga, a on oczywiście powiedział Fenicjanom, że są jego narodem wybranym. Pozwala więc, aby statystyka pracowała na ich korzyść, i czuje się dobrze za każdym razem, jak wygrywają. W ten sposób wszyscy inni zostali z niczym. Nic więc dziwnego, że ludzie nie lubią Fenicjan. Prawdę mówiąc, Bóg nie ma łatwo z Fenicjanami. Nie klęczą przed Nim w ślepym zachwycie, lecz negocjują. Zamiast cudów wolą kontrakty. Ich modlitwa to transakcja uczciwa: „Ja wierzę w Ciebie, Ty wierz we mnie”. To wiara pozbawiona fanatyzmu, pełna ironii, ale też głębokiego szacunku – bo jeśli Bóg stworzył świat z porządku i logiki, to najlepszą formą modlitwy jest rozumne działanie. Fenicjanie kochają Boga po partnersku, nie z lęku, lecz z wdzięczności za to, że pozwolił im myśleć. Bóg jest cierpliwy jak długoterminowy inwestor, wkłada w człowieka nadzieję, czeka na zwrot w postaci mądrości, ale nie wymusza. Widzi, jak jego wybrańcy kombinują, lecz nie potępia. Pamiętam, jak mój pryncypał pochylił się nade mną, popatrzył z wyrzutem i powiedział: „Herr Zorde, zrobiłem w tym kraju wielu ludzi milionerami i wiem, co znaczy ludzka niewdzięczność”. Pamięć o tym wydarzeniu i mój wstyd będą mi towarzyszyły do końca moich dni. A jak Fenicjanie znaleźli się w Polsce? Konrad Mazowiecki ich sprowadził. Siedział kiedyś z Krzyżakami i narzekał na żałosny stan gospodarki. Chłopi chodzą w łapciach i siermięgach, woły chude i nie mają siły ciągnąć pługa, plony niskie i ledwo starczają na opędzenie głodu, na przednówku bieda aż …
Wyświetlono 25% materiału - 503 słów. Całość materiału zawiera 2012 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.













