środa, 25 lipca 2012
Rozmowa z Andrzejem Głuchowskim – likwidatorem Wydawnictwa Ossolineum
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeru332
O co chodzi z likwidacją Ossolineum? Może na wstępie wyjaśnię, ze względów formalnych, że likwidacja nie oznacza upadłości. W mediach ukazało się mnóstwo nieprawdziwych informacji o upadłości czy końcu Ossolineum. Nic podobnego! Upadłość oznacza, że przedsiębiorstwo nie ma pieniędzy na pokrycie zadłużenia i zwraca się do sądu o jej ogłoszenie zgodnie z kodeksem spółek handlowych, w wyniku której, ogólnie rzecz biorąc, niektóre długi zostają spłacone, inne częściowo, a część wcale. Natomiast decyzja o likwidacji jest tylko początkiem procesu. W sytuacji, w jakiej znalazło się Wydawnictwo Ossolineum, pieniądze na pokrycie zadłużenia się znalazły i to z różnych źródeł. Właściciele podjęli więc decyzje, które mogli podjąć, kiedy mieli zapewnione uzyskanie tych kwot, może jeszcze nie w 100 proc., ale pozwalające na pokrycie większej części naszych zobowiązań. Dlatego Zakład Narodowy… Wyjaśnijmy od razu, bo w tym zakresie istnieją pewne nieporozumienia. Gdy słyszymy: Zakład Narodowy Ossolińskich…  Nazwa formalna wydawnictwa brzmi: Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo we Wrocławiu Sp. z o.o., natomiast właścicielem tego wydawnictwa jest Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Fundacja, która jest dużą strukturą i obejmuje głównie bibliotekę i bogate zbiory. Dyrektorem Ossolineum nieprzerwanie od 1990 roku jest dr Adolf Juzwenko, a od 1995 roku, po uchwaleniu specjalnej ustawy sejmowej, stojący także na czele Fundacji. Należy do niej 95 proc. udziałów w wydawnictwie Ossolineum, a pozostałe 5 proc. to własność byłych pracowników. Stało się tak w trakcie przekształcenia własnościowego wydawnictwa ze spółki skarbu państwa, którą było do 2007 roku, kiedy zostało sprywatyzowane. Jej ówczesnym nabywcą została Fundacja. Czyli do tego czasu wydawnictwo Ossolineum było przedsiębiorstwem państwowym, które oprócz tej samej nazwy nie było związane z Zakładem Narodowym im. Ossolińskich… W żaden sposób. Natomiast ambicją dyrektora Adolfa Juzwenki było doprowadzenie do stanu przedwojennego, kiedy wydawnictwo wchodziło w skład Zakładu Narodowego im. Ossolińskich i z którym tworzyło całość. Warto tu tylko przypomnieć, że w 1873 roku Ossolineum podjęło się wydawania podręczników szkolnych, a w 1878 roku Zakład uzyskał monopol na druk wszystkich podręczników dla szkół ludowych na terenie Galicji i prowadził tę działalność do 1918 roku, a dzięki temu Fundacja miała się z czego utrzymywać. W każdym razie dyrektorowi Juzwence udało się osiągnąć porozumienie z wszystkimi spadkobiercami dawnych fundatorów Ossolineum, którzy, ogólnie rzecz ujmując, zrzekli się swoich praw i dzięki temu w ich miejsce do Fundacji wszedł skarb państwa. Dlatego obecnie Fundacja jest finansowana z budżetu państwowego. W tym celu powstała specjalna ustawa sejmowa z 1995 roku i Fundacja Ossolineum od tego czasu jest wpisana jako odrębna pozycja w ustawie budżetowej. Czy Fundacja jest wobec tego w całości finansowana z budżetu państwa? Nie, bo jak każda fundacja zabiega też o inne źródła finansowania. Skarb państwa jest oczywiście jej głównym „sponsorem”, ale dysponuje też środkami pochodzącymi z budżetu miasta Wrocławia, jak i z innych miejsc. Samo miasto, kiedy tylko pozwalają mu na to względy formalne, jest bardzo hojne dla Fundacji. Na przykład, kiedy dwa lata temu musieliśmy się wyprowadzić z Placu Solnego, dzięki staraniom dyrektora Adolfa Juzwenki, Fundacja otrzymała za niewielką opłatą budynek przy ulicy Kluczborskiej na cele wydawnictwa. Dzięki temu mamy siedzibę niedaleko centrum miasta. Jednak dzisiaj „klamka zapadła” i podjęto decyzję o likwidacji spółki z ograniczoną odpowiedzialnością jaką jest wydawnictwo… Istniały różne koncepcje, ale w końcu podjęta została taka, a nie inna decyzja i dzisiaj spółka czyli wydawnictwo jest w likwidacji, ale ma zapowiedziane środki finansowe na pokrycie zadłużenia. Jest to 600 tys. zł, do których mamy mieć wkrótce dostęp po załatwieniu jeszcze kilku spraw formalnych, ale generalnie można przyjąć, że te środki już mamy. To pożyczka od gminy Wrocław. Jest też publiczna deklaracja ministra kultury na kwotę 600 tys. zł. Natomiast nasz obecny dług wynosi 1,8 mln zł. Oczywiście mamy jeszcze majątek w postaci książek w magazynach. Książki w magazynach mają inną wartość księgową, a inną – niższą – wartość rynkową. Przecież wiele tytułów Ossolineum trafiło już do sprzedaży po cenach obniżonych… … do tak zwanej taniej książki. Była też słynna akcja dworcowa, gdy książki twojego wydawnictwa dostępne były na dworcach kolejowych w wielu miastach… Ale akcja dworcowa nie była sprzedażą po niskich cenach. Trwała już, kiedy przyszedłem do Ossolineum i dała nam pół miliona złotych obrotu, jednak do dzisiaj nie udało mi się odzyskać od organizatora tej akcji kwoty 250 tys. zł! Czyli od kogo? Firma Bartnik, spółka jawna. To się zresztą zaczęło świetnie jako bicie rekordu Guinnessa, co zorganizował Jan Akielaszek, znana postać ze środowiska książki we Wrocławiu. To był fantastyczny pomysł, absolutne mistrzostwo świata. Jak o tym usłyszałem, to wydawało mi się, że była to najlepsza rzecz, jaka się wydarzyła w Ossolineum jeśli chodzi o sprzedaż. Coś niesamowicie nowego, marketingowo – fantastyczne! Ale wykonanie – tragedia! I totalna porażka. Po moim przyjściu do wydawnictwa próbowałem jeszcze załagodzić konflikt, jaki organizatorzy akcji wywołali ze spółką kolejową, która zarządza dworcami. Spotkałem się ze strony pani prezes z tej spółki z olbrzymią dozą dobrej woli, jednak już niewiele można było zrobić i sprawa się skończyła. Ponadto firma Bartnik już zalegała z płatnością faktur za książki na 250 tys. zł. Oczywiście natychmiast po moim przyjściu wstrzymałem wydawanie tej firmie towaru. Ale została niezapłacona należność za książki… Właśnie, w dalszym ciągu mamy niezapłacone te 250 tys. zł. Dzisiaj z odsetkami to ponad 340 tys. zł. Zatrudniliśmy nawet dwie firmy windykacyjne i to zdecydowanie najlepsze w kraju, należące do pierwszej piątki tego rodzaju firm i one też nie poradziły sobie z wyegzekwowaniem tej należności. Moje osobiste rozmowy i mediacje sądowe też nic nie przyniosły. Z drugiej strony nie mamy pieniędzy, aby sprawę wnieść do sądu, bo przy tak wysokiej kwocie roszczenia opłata sądowa do zapłacenia przy złożeniu pozwu jest bardzo wysoka, bo wynosi ponad 30 tys. zł. A nawet gdybyśmy to zrobili, to co z tego, że zapadnie korzystny dla wydawnictwa wyrok, kiedy pieniędzy w dalszym ciągu nie będzie można odzyskać. Rozmawiamy w tej chwili z kancelarią prawną nad kilkoma wariantami procedowania tej sprawy. Mamy więc likwidację wydawnictwa, ale czy nie można tego było uniknąć? Byłem już bardzo blisko – jako prezes wydawnictwa – złożenia wniosku o upadłość, ale udało nam się znaleźć pieniądze, a w każdym razie zapewnienie, że dostaniemy pieniądze na spłatę zadłużenia. To jednak jest duża różnica, gdybyśmy dzisiaj byli już …
Wyświetlono 25% materiału - 1009 słów. Całość materiału zawiera 4037 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki