Czwartek, 24 lipca 2025
Pewnego dnia natrafiłam na informację, że żyjący w latach 1845–1913 Walery Przyborowski (autor kilku powieści o powstaniu styczniowym, a także dawnej lektury szkolnej pt. „Szwedzi w Warszawie”) jest twórcą pierwszego suspensu w literaturze polskiej. Zastosował go w kryminale zatytułowanym „Szkielet w domu”, który ukazywał się w odcinkach w roku 1887 na łamach „Gazety Kieleckiej”. Postanowiłam sięgnąć po kryminał Przyborowskiego. Okazało się, że nie muszę pędzić do Biblioteki Narodowej po roczniki „Gazety Kieleckiej”, gdyż przed kilku laty wydawnictwo LTW, które chętnie wydaje dawną literaturę, opublikowało kryminalne powieści tego autora. I tak w moje ręce wpadł stosik książek, które przeczytałam… No właśnie, czy z zapartym tchem? O tym jeszcze na pewno napiszę, ale teraz chciałam poruszyć jeden wątek, czyli kim jest kobieta dla XIX-wiecznego pisarza, bo to, co przeczytałam u Przyborowskiego, wstrząsnęło mną do głębi. Otóż we wspominanym już kryminale „Szkielet w domu” rzeczywiście jest suspens, czyli zawieszenie akcji pod koniec odcinka. Są też jednak nic niewnoszące do powieści przemyślenia autora na temat płci pięknej. Oto autor-narrator pisze: „pewnego pięknego dnia poznałem pannę Celinę S., osobę już niemłodą, bo liczącą koło trzydziestu lat, ale jeszcze niezwykle urodziwą. Zrobiła na mnie silne wrażenie. Zawsze w życiu byłem tak zapracowany, że nie miałam czasu zajmować się kobietami, chyba tylko przelotnie mimochodem, raczej z potrzeby fizjologicznej niż duchowej. Kobiety uważałem za narzędzie rozkoszy, nic więcej, i za całkiem niepotrzebny sprzęt w życiu mężczyzny, który czegoś chce w świecie dokonać”. Przytoczony fragment wstrząsnął mną nie tylko dlatego, że za osobę niemłodą narrator uznał kobietę około trzydziestu lat, samemu będąc mężczyzną pięćdziesięcioletnim. Z tym spotykam się dość często. Mam w swoim otoczeniu zaniedbanych pięćdziesięciolatków, którzy negatywnie oceniają urodę trzydziestolatek nazywanych przez nich starymi babami. Bardziej poruszył mnie fakt, że kobieta jest tu uprzedmiotowiona jako „narządzie” rozkoszy i „niepotrzebny sprzęt”, a mężczyźni zajmują się nimi z potrzeb fizjologicznych i autor pisze o tym otwarcie. Na dodatek w dalszym fragmencie tej powieści wyznaje: „Nie kochałem wcale i sądziłem, że nigdy kochać nie będę, zresztą mój wiek już na to nie pozwalał. Tymczasem stało się inaczej. Zakochałem się w pannie Celinie. Moja zmysłowa natura zachwycała się jej wysoką, okazałą postawą, jej wydatnym biustem, szerokimi biodrami, białym ciałem… W końcu, po długim namyśle, powiedziałam sobie, że się ożenię. Bo i dlaczego nie miałbym się ożenić? Mam lat pięćdziesiąt, to prawda, ale jestem zdrów i energiczny, trawię wybornie nawet orzechy i węgorza marynowanego; poza tym panna także nie jest młoda, para zatem będzie z nas ze wszech miar dobrana”. W czym zakochał się narrator? We wzroście, biuście i biodrach. Czy panna Celina była inteligentna, miła? O czym z nią rozmawiał? Tego nie dowiadujemy się z powieści. Przytoczony fragment nie jest istotny i tych opisów w ogóle mogłoby nie być. Dzisiejsi redaktorzy …
Wyświetlono 25% materiału - 413 słów. Całość materiału zawiera 1653 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.











