Wtorek, 1 lipca 2025
Rozmowa z MARTYNĄ M. WOJTKOWSKĄ, autorką książki „W Nowej Zelandii wschodzi słońce”
Zajęła się pani tematem w ostatnim momencie. Upływ czasu jest nieubłagany… Pracę nad książką zaczęłam podczas pandemii, gdy obowiązywały jeszcze obostrzenia, a Rosja zaatakowała Ukrainę. Dla moich rozmówców – dzieci z Pahiatua – wydarzenia te budziły skojarzenia z własnym doświadczeniem wojny i ucieczki. Mówili, że historia zatoczyła koło. To był trudny moment na zbieranie materiału – moi bohaterowie byli w podeszłym wieku, izolowani z powodu restrykcji, bez kontaktu z rodzinami. Jako osoba z zewnątrz, z Europy, byłam przez nich początkowo postrzegana jako potencjalne zagrożenie, bo pojechałam zaraz po tym, jak Nowa Zelandia otworzyła granice po dwuletnim pandemicznym zamknięciu. Mimo to umawiali się na wywiady. Niektórzy podkreślali, że opowiadają swoją historię, od początku do końca, po raz pierwszy. Część z nich zmarła, kiedy pracowałam nad książką. Dlatego wydanie jej stało się dla mnie szczególnym zobowiązaniem. Skąd pomysł na opisanie tego zapomnianego epizodu naszych dziejów najnowszych? Po pierwsze właśnie dlatego, że jest zapomniany, a tak mocno rezonuje z tym, co obecnie dzieje się na świecie w kontekście wojny, przymusowych wysiedleń i mechanizmów władzy, które zarządzają losami uchodźców. O dzieciach z Pahiatua powiedziała mi znajoma archiwistka. Wspomniała, że kiedy po tułaczce przez świat dotarły do obozu w Nowej Zelandii, pod każdą poduszką czekał na nie cukierek. Ten obraz – prosty, a jednocześnie bardzo symboliczny – zapadł mi w pamięć. Co ciekawe, podczas wywiadów nie udało mi się potwierdzić historii o cukierku. To otworzyło kolejny temat, który pojawiał się w pracy nad książką: co właściwie się pamięta? Jak działają wspomnienia, co zostaje, co znika, co się dodaje z czasem? Ten cukierek stał się dla mnie symbolem całej tej pracy – śladem, którego być może nigdy nie było, ale wciąż ma znaczenie. Zaskoczyło mnie też, że temat tak mocny w treści i znaczeniu, a jednocześnie bardzo aktualny, jest w Polsce niemal nierozpoznany. Nie uczyłam się o nim w szkole. Dla mnie ta praca stała się osobistą lekcją historii – próbą zbliżenia się do niej przez konkretne ludzkie doświadczenia. Podróż na Antypody oraz spotkania z tam zamieszkałymi bohaterami książki utrudniła pandemia? Miała ona duży wpływ na przebieg spotkań. Choć …
Wyświetlono 25% materiału - 343 słów. Całość materiału zawiera 1374 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.










