środa, 31 marca 2010
Rozmowa z Grzegorzem Gaudenem – dyrektorem Instytutu Książki
CzasopismoWiadomości Księgarskie
Tekst pochodzi z numeru62
Jak ocenia pan ubiegłoroczny Kongres Kultury? Czy jest pan zadowolony z przebiegu wystąpień poświęconych książce? Prawdę mówiąc, myślę, że Kongres Kultury nikogo w pełni nie zadowolił. Był niewątpliwie świetną okazją do publicznych wypowiedzi o bieżących problemach polskiej kultury, natomiast nie przyniósł żadnych konkretnych rozwiązań, raczej zainicjował dyskusję nad niektórymi problemami. Tematyce książki poświęcony był właściwie tylko jeden panel dyskusyjny, więc nie można było poruszyć nawet wszystkich zagadnień. Zgodzi się pan więc, że inicjatywa ta powinna być kontynuowana… Sam minister Zdrojewski zapowiedział, że tak byłoby najlepiej. Oczywiście w zakresie poszczególnych obszarów kultury. Polska Izba Książki zaproponowała organizację takiego małego kongresu właśnie dla rynku książki. Minister zareagował na to bardzo pozytywnie. Także moim zdaniem jest to bardzo dobry pomysł. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przedsięwzięcie to wspólnie zorganizowali uczestnicy rynku i Instytut Książki. Wiem, że trwają przymiarki do określenia formuły i ewentualnego terminu. Zdecydowanie jednak jestem zwolennikiem samoorganizacji środowisk i nie wyobrażam sobie, żeby urzędnik państwowy, jakim jest dyrektor Instytutu, miał zarządzać środowiskiem i załatwiać za nie jakieś sprawy. Moją rolą jest oczywiście zarządzanie sprawami książki w pewnych sferach, ale definiowanie problemów i wskazywanie ich urzędnikom takim jak ja czy minister odpowiedzialny za daną tematykę powinno należeć do samych środowisk i organizacji środowiskowych. Myślę więc, że taki Kongres Książki może być bardzo ciekawy. Przed nami stoi naprawdę wiele problemów, nie tylko tych bieżących, związanych np. z dystrybucją książek. Myślę przede wszystkim o tym, co może stać się z książką w przyszłości, o kwestii ochrony praw autorskich czy postępującej digitalizacji. Są to tematy już w tej chwili „palące”. Takie dyskusje odbywają się już przecież przy okazji niemal każdych targów książki… Zgoda, brałem już udział w kilku tego typu spotkaniach, czy to podczas targów w Krakowie, czy tych warszawskich, ale po wydarzeniach, w których uczestniczy kilkanaście osób, nie pozostaje nic konkretnego. Według mnie taki kongres wymaga stworzenia pewnego dokumentu, konkretnego planu dyskusji, także pewnej dyscypliny obrad. Oczywiście w rezultacie również dokumentu, który zawierałby wnioski i postulaty, i stałby się punktem wyjścia do sprecyzowanych działań, zarówno środowiska jak i władz. Kończąc ten wątek, zdecydowanie popieram ideę organizacji Kongresu Książki i deklaruję chęć współdziałania w tej kwestii. Statutowe zadania Instytutu Kultury są ogólnie znane, ale jak według pana wygląda rola tej instytucji w najbliższych latach? Jakie najważniejsze zadania przed nią stoją? Cały czas podkreślam jedną rzecz. Wydawanie książek jest zdecydowanie jedną z niewielu sfer życia kulturalnego w Polsce tak mocno opartych o twarde biznesowe zasady. To sektor niemal całkowicie skomercjalizowany, bo przecież niemal w całości prywatny. Kilka państwowych firm jeszcze na nim zostało… Oczywiście, jednak z całym szacunkiem dla dorobku i obecnej działalności oficyn, które pozostają jeszcze w rękach skarbu państwa, stanowią one niewielki procent rynku, zwłaszcza patrząc przez pryzmat wysokości generowanych obrotów. Ale nie ulega wątpliwości, że to segment działalności kulturalnej, który w efekcie niemal w całości opiera się o działanie mechanizmów rynkowych. Te mechanizmy przynoszą jednak różne skutki. Na przykład księgarzy w małych miejscowościach dotyka problem coraz wyższych czynszów, które próbują od nich wyegzekwować władze samorządowe. Według mnie to bardzo istotny problem, bo przecież księgarnie są w takich ośrodkach placówkami o charakterze kulturalnym. Widzi pan tu jakąś rolę dla Instytutu? Na pewno nie możemy angażować się finansowo. Możemy przekonywać samorządowców, by inaczej traktowali księgarnie. A na polu negocjacji z lokalnymi władzami, jak urzędnik z urzędnikiem? Problem polega na tym, że nie możemy nic odgórnie narzucać władzom samorządowym, w tym poziomu czynszu, nawet jeżeli chodzi o opłaty dla podmiotów takich jak księgarnie. Trudno mi sobie wyobrazić jakąś władczą ingerencję państwa, które nakazywałoby utrzymywać niższe czynsze w lokalach wynajmowanych na działalność księgarską. Jest to raczej kwestia świadomości tych władz i ich odpowiedzialności w sytuacji, w której wpływają na zubożenie oferty kulturalnej w danym terenie. Ale pozostawienie tego tylko ich świadomości grozi tym, że za pewien czas możemy się obudzić w rzeczywistości bez księgarń, bez kultury, a nawet bez umiejętności czytania…A mają państwo jakieś pomysły? Obecnie robimy co możemy, żeby uświadamiać władze lokalne w kwestii pozycji, jaką powinny mieć biblioteki. Według mnie powoli zaczyna to funkcjonować w pożądany sposób. Biblioteki stają się przedmiotem coraz większego zainteresowania władz gminnych. Tego przez wiele lat właściwie nie było. Naszym zdaniem, gdyby księgarniom przypisano w odpowiednich aktach prawnych status placówki kultury, i tu widzimy rolę urzędników państwowych, to samorządy miałyby podstawę do zróżnicowania opłat czynszu w lokalach gminnych podmiotom prowadzącym działalność księgarską. Samorządy nie potrzebują żadnego aktu prawnego, aby ustalić niższe stawki czynszu dla lokalnej księgarni. I nikt im tego nie narzuci, bo mogłyby to obejść w sposób najprostszy – nie wynajmować lokali księgarniom. Nie tędy droga. Samorządy muszą nauczyć się dostrzegać kulturotwórczą rolę księgarń, jak zaczynają doceniać rolę bibliotek. Jakie są zatem priorytety Instytutu na ten rok i lata najbliższe? Jeżeli chodzi o działalność w obszarze promocji literatury polskiej zagranicą, to w zasadzie zamierzamy kontynuować obecny nurt. Oczywiście, niektóre elementy rozrastają się w naturalny sposób, jak np. Program …
Wyświetlono 25% materiału - 799 słów. Całość materiału zawiera 3199 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki