5 września w siedzibie ZAiKS-u Polska Izba Książki zorganizowała III Forum, tym razem poświęcone modelom wymiany dóbr w internecie i wynagradzaniu twórców oraz wydawców. Przedstawiono konkretne pomysły rozwiązań, które zostały przyjęte przychylnie przez niewielką liczbę uczestników sympozjum. Nawet reprezentujący środowisko „otwartystów” Alek Tarkowski, koordynator polskiego oddziału Creative Commons, w dyskusji przyznał, że zgłoszone postulaty otwierają dobrą płaszczyznę dla debaty o przyszłości kultury w internecie. Janusz Fogler, prezes ZAiKS, rozpoczął w tonie konfrontacyjnym, wyraźnie występując po stronie twórców. – Dziś tak wiele osób zarabia miliony na piractwie. Nie muszę mówić jak bardzo niebezpieczne jest to dla kultury. Nie brakuje środowisk, które gotowe są oddać treści za darmo, ale ich poglądy są dziwnie zbieżne z oczekiwaniami wielkich koncernów. Z historii wiemy, że tzw. „pożyteczni idioci” są nie mniej groźni od lobbystów – mówił Janusz Fogler. Włodzimierz Albin, prezes Polskiej Izby Książki, opowiedział o własnych doświadczeniach jako wydawcy, ale też o realnych zagrożeniach dla branży. – Zdajemy sobie sprawę, że zmieniają się oczekiwania konsumenckie, ale nie można wychodzić z założenia, że kilkanaście lat funkcjonowania internetu uprawnia nas do rezygnacji z dotychczasowych praw chroniących producenta i twórcę. Zależy nam na kształtowaniu wielu modeli biznesowych. W moim wydawnictwie sprzedajemy klientom bazy wiedzy w formie abonamentu. Ale to jest wydawnictwo fachowe i naszych doświadczeń nie da się przenieść na cały rynek książki. Zapewne za kilka lat wydawnictwa fachowe i naukowe w ogóle zrezygnują z drukowania książek, będziemy sprzedawać bazy wiedzy. Ale to będzie oznaczało, że wiele osób w ogóle zostanie odciętych od fachowych opracowań, będą one dla nich zbyt drogie – przekonywał prezes PIK. – Dodajmy, że wydawcy nie są przeciwnikami dozwolonego użytku – mówił dalej Włodzimierz Albin. – My chcemy ścigać tych, którzy z naruszania praw autorskich zrobili sobie biznes. Wydawców przedstawia się jako przeciwników otwartości internetu, tymczasem brutalne piractwo pozostaje niezauważane. Czym inny jest zwykły użytkownik, a czym innym firma, która zarabia na naruszaniu praw. Niestety, państwo wydaje się w tej sytuacji bezradne. Nie ma sprawnych sądów, które specjalizowałyby się w przestępstwach internetowych. Dziś traci się czas i środki na powoływanie biegłych, którzy tłumaczą w sądach, co to jest numer IP. – Dotychczasowy świat analogowy na pewno się nie utrzyma – przyznał Grzegorz Boguta. – W nowym świecie trzeba poszukiwać nowych form gratyfikacji twórców. Biorąc pod uwagę rozwój technologii, nasze dzisiejsze doświadczenia mogą za dwa lata okazać się nieaktualne. Na razie jednak musimy poszukać nowej umowy społecznej pomiędzy twórcami, producentami …