Wtorek, 2 lipca 2024
Rozmowa z MARCINEM KOZIOŁEM, autorem książek dla dzieci i młodzieży
Czy od zawsze chciałeś być pisarzem, czy ta myśl pojawiła się, gdy już byłeś dorosły? Jako siedmiolatek marzyłem o tym, by zostać operatorem koparki. Mówię to zupełnie poważnie. Fascynowały mnie wielkie, metalowe maszyny. Potem marzyłem o reżyserowaniu koncertów plenerowych Jeana-Michela Jarre’a czy Vangelisa. Najbardziej jednak fascynowały mnie mikrokomputery. I dzisiaj masz swój rezerwat komputerów. Mam ich 150. Wszystkie pochodzą z czasów, kiedy byłem dzieckiem, sprzed około 40 lat. Wspomniane pasje przenikały się z miłością do czytania. Nie tylko książek. Do czytania w ogóle. Biegałem do kiosku po „Bajtka”, „Komputer”, „Młodego Technika” i… …magazyny o podróżach. Tak – „Kontynenty”, „Poznaj Świat”. Przepadałem też za „Światem Młodych”. Ja też! Zaczynałem od ostatniej strony. A jeżeli chodzi o książki, to wszystko zaczęło się od tapczanu mojej babci. W tapczanie trzymała książki zamiast pościeli. Otwierała tapczan jak magiczną skrzynię i losowaliśmy książkę. Myślę, że to jest temat na nową książkę – „Tapczan mojej babci”. Dobry pomysł. Czytając mi książki, a potem czytając je ze mną, babcia sprawiła, że pokochałem czytanie. A do pisania zachęciła mnie moja pierwsza wychowawczyni. Niedawno prowadziłem w swojej dawnej szkole spotkanie autorskie. Przyszła na nie pani Elżbieta, dzisiaj już emerytowana nauczycielka. Podarowała mi szesnastostronicową książkę o wyprawie w Tatry, napisaną odręcznie przeze mnie, gdy miałem osiem lat. Przechowała ją przez kilkadziesiąt lat w szkolnym archiwum. Dzięki babci pokochałem czytanie książek, a dzięki pani Elżbiecie zacząłem je tworzyć. W książce „Kamyki Astona” Lotty Goffenblad szczeniak zbierał kamyki i musiał każdemu zrobić łóżeczko, opiekować się nimi, żeby nie było im źle… Ty tak masz z komputerami? Pielęgnuję je, naprawiam. I próbuję ocalić od zapomnienia, wygrzebując z pawlaczy i chłodnych strychów. Napisałeś też o nich książkę… Kilka lat temu ukazała się moja „Szalona historia komputerów” dla dzieci i młodzieży. Ale kiedy sam byłem bardzo młodym człowiekiem, już nie dzieckiem, ale jeszcze nie dorosłym, komputerom poświęciłem swoją pierwszą wydaną drukiem książkę. Ukazała się 32 lat temu, a ja miałem wtedy 15 lat. Pisałem w tajemnicy przed rodzicami i kolegami. Wracałem ze szkoły, odrabiałem zadania domowe, troszkę grałem w gry, trochę czytałem. A potem przynajmniej godzinę dziennie pisałem – dla dorosłych, o komputerach. Chciałem nauczyć ich programować, czego dzięki tacie nauczyłem się w szkole podstawowej… Pisałem tak przez pół roku, a kiedy skończyłem, wydrukowałem siedemnaście egzemplarzy i wysłałem je do różnych wydawnictw. To bardzo przedsiębiorczy byłeś! Nie wiedziałem, czego się spodziewać, ale pomyślałem sobie, że jeżeli zostawię tę książkę w szufladzie czy też w pamięci komputera, to ona tam zostanie na wieki i nikt jej nie zobaczy. Wysłałem. Po kilku miesiącach wszedłem do księgarni i zrobiłem wielkie oczy, znajdując na półce swoją książkę. Ale jak to? Nikt się nie kontaktował z tobą? Nikt. To był początek lat dziewięćdziesiątych. A przynajmniej na okładce było twoje imię i nazwisko? Było, wszystko się zgadzało. I książka była pięknie wydana. Chciałem ją od razu kupić, ale nie miałem pieniędzy. Pobiegłem do domu, poprosiłem rodziców o kieszonkowe… A egzemplarze autorskie? Wróciłem do księgarni z kieszonkowym i wydałem pieniądze na pierwszy egzemplarz mojej pierwszej książki. A kiedy ochłonąłem, zadzwoniłem do wydawnictwa. Uroczy pan prezes powiedział: „Właśnie mieliśmy panu wysłać pieniądze. I umowę”… A oni wiedzieli, ile masz lat? Nie. Dowiedzieli się, gdy jakiś tydzień później przyjechał pan z wielką paczką książek i zapukał do drzwi naszego mieszkania. Tata nadal o niczym nie wiedział. Pan z wydawnictwa wszedł z kartonem książek, wręczył mu pudło, pogratulował i podał umowę do podpisania i kopertę z honorarium. Zdziwiony tata nie wiedział, o co chodzi. Wtedy wyszedłem ze swojego pokoju i mówię: „Tato, to do mnie”. Piękna historia! I tak właśnie wyszła moja pierwsza książka. Okazała się sporym sukcesem rynkowym. Wydawnictwo zamówiło u mnie kolejne dwie …
Wyświetlono 25% materiału - 600 słów. Całość materiału zawiera 2403 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1A. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
Koszt 9 zł netto. Dostęp czasowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Czas dostępu będzie odliczany od momentu wejścia na stronę płatnego artykułu. Dostęp czasowy wymaga konta w serwisie i logowania.
1B. Dostęp czasowy 15 minut
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Dostęp terminowy wymaga konta w serwisie i logowania.
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.
Zaloguj się