środa, 3 lipca 2019
„BIBLIOTEKA ANALIZ” WE WSPOMNIENIACH
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeruBiblioteka Analiz nr 500 (11/2019)
Joanna Hetman-Krajewska Pomysł na stworzenie dwutygodnika Biblioteka Analiz zrodził się w głowie Łukasza Gołębiewskiego, który nie tylko w tym przypadku pokazał, że jest wizjonerem. Istniał już wtedy „Magazyn Literacki KSIĄŻKI”, który współtworzyłam jako zastępca redaktora naczelnego. Dlatego wtedy w 2000 roku, kiedy Łukasz stwierdził, że będziemy robić kolejne pismo, wcale nie byłam zachwycona tym pomysłem. Wkrótce okazało się, że Łukasz miał rację – branża potrzebowała takiego newslettera, praktycznie podanej stricte branżowej informacji. I prawie wszyscy czytali Bibliotekę Analiz, dyskutowali o tym, o czym piszemy. To było od początku „żywe” czasopismo. W sumie wielki sukces. I to praktycznie bez reklam, utrzymywało się niemal wyłącznie ze sprzedaży egzemplarzowej, przez co cena prenumeraty była wysoka, ale i tak ludzie kupowali. I to był doskonały wyznacznik jakości pisma. Wtedy czasopismo robiliśmy metodą chałupniczą, pamiętam, że co drugi weekend był tzw. „bibliotekowy”, czyli poświęcony zamykaniu kolejnego numeru, choć oczywiście prace redakcyjne trwały również w ciągu tygodnia. Wiele tekstów pisaliśmy sami, część zamawialiśmy, sami robiliśmy redakcję i korektę. To trwało jakieś dwa lata. Dopiero później krąg współpracowników zaczął się rozrastać, dzięki którym teraz możemy sięgnąć po pięćsetny numer. Aż trudno uwierzyć! Piotr Dobrołęcki Zaczęło się od spotkań, a potem i przyjaźni z Holgerem Ehlingiem, który w  latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku był rzecznikiem prasowym Targów Książki we Frankfurcie. Gdy przestał pełnić tę funkcję, podjął działania na szerszą skalę, bo był i dalej jest jednym ze znaczących ekspertów światowego rynku książki. Wymyślił wtedy, że będzie wydawać w języku angielskim biuletyn o najważniejszych wydarzeniach na kilku wschodzących rynkach, do których zaliczył wówczas i rynek polski. Zakładał, że nasz rynek będzie interesujący dla zagranicznych inwestorów i dlatego będą chcieli otrzymywać informacje o tym, co się u nas dzieje. Oprócz Polski chodziło jeszcze – jeżeli dobrze pamiętam – o rynek brazylijski i chyba jakiś kraj z dalekiej Azji. Holger namówił Kubę Frołowa, Łukasza Gołębiewskiego i mnie, abyśmy mu przesyłali newsy z naszego rynku, a on je redagował do swojego biuletynu. Nie trwało to jednak długo, bo nie było zbyt wielu chętnych na prenumeratę biuletynu i sprawa upadła. Trzeba pamiętać, że był to jeszcze czas wiadomości drukowanych, a nie elektronicznych, i przepływ informacji wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Pomysł Holgera spodobał się jednak Łukaszowi Gołębiewskiemu, który wówczas był już czołowym dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, ale podjął próbę równoległego działania na własną rękę. I stworzył Bibliotekę Analiz jako dwutygodnik skierowany do kadry kierowniczej rynku książki. Jak widać dzisiaj – pomysł ciągle jeszcze się sprawdza, Biblioteka Analiz ciągle wychodzi, w międzyczasie dorobiła się wersji elektronicznej, ale jej założenia są takie same jak były wówczas. Łukasz zaprosił na początku, czyli w 2000 roku do rady czy kolegium Biblioteki Analiz trzy osoby: Andrzeja Chrzanowskiego, który był wtedy prezesem Polskiej Izby Książki, Tadeusza Żochowskiego, prawnika i szefa Składnicy Księgarskiej, oraz mnie. Wtedy jeszcze byłem związany z poznańskim „Megaronem”, który od 1992 roku wydawał „Przegląd Nowości Wydawniczych“, jednak moje drogi z właścicielem Megaronu właśnie się ostro rozchodziły, ale jest to już inna historia. Dlatego z chęcią przyjąłem propozycję Łukasza, chociaż wówczas nie była za bardzo zobowiązująca, ale mnie bardzo zaciekawiło tworzenie nowego pisma branżowego i to z takimi świetnymi partnerami. Nasza czwórka spotkała się niewiele razy, ale z pewnością mieliśmy wpływ na kształtowanie się Biblioteki Analiz, a decydujący głos miał oczywiście Łukasz. Po zmianie w PIK Andrzeja Chrzanowskiego zastąpił w naszym gronie Andrzej Nowakowski, gdy został prezesem Izby. Stał się też autorem bardzo interesujących i czasem zadziornych felietonów, a jego głos bywał donośny, zaś teksty czytane i dyskutowane. Potem Łukasz powołał redaktora naczelnego, którym został Renek Mendruń i wtedy pojawiły się felietony podpisywane jako „Pigr”, ale dzisiaj trudno mi sobie przypomnieć, kto stał za tym pseudonimem. W każdym razie był niezłe, czasem prowokacyjne i potrafiły wywołać ostre dyskusje. Po Renku redaktorem naczelnym został Kuba Frołow, potem był czas Pawła Waszczyka, a od 2019 roku stery przejęła Ewa Tenderenda-Ożóg. Bardzo dobrze mi się ze wszystkimi młodszymi kolegami pracuje. I cieszę się, że jeszcze coś mogę z nimi razem robić. Renek Mendruń Z  okazji numeru 500. Biblioteki Analiz życzę czytelnikom, aby teksty pogłębiały ich wiedzę, autorom i właścicielom, żeby mieli dostęp do informacji, a przedsiębiorcom, żeby mieli ten sam stabilny zestaw problemów. Drugi albo trzeci numer Biblioteki Analiz, mówiąc „czytaj i się ucz”, rzucił mi na biurko Tadeusz Żochowski, prezes Składnicy Księgarskiej (eksmonopolisty z PRL, ciągle przy życiu) oraz członek rady nowego newslettera. Informacje były ciekawe, poprosiłem o komplet. Zaraz poznałem autora analiz Łukasza Gołębiewskiego, którego zamęczałem pytaniami: skąd Pan wie, co Pan wie? Pracowałem w Składnicy od jakiegoś roku i tropiłem strategie ofertowe i cenowe marketów (E.Leclerc, Auchan itd.), a także konkurencji w hurcie (głównie Olesiejuk oraz Azymut). Moimi narzędziami były dyktafon (po cichu między półkami nagrywałem: autor – tytuł – wydawca – cena) plus Exel oraz budżet gotówkowy na podstawioną firmę księgarską, dzięki czemu mogłem empirycznie badać wysokość rabatów w hurcie przy zakupach gotówkowych, najczęściej dodatkowe 5 proc. Nauczyłem się, że najlepsze dane bierze się z faktur, a nie z cen na karteczkach (potem pojąłem, że trzeba jeszcze doliczyć to, co przechodzi bez faktur). Pomagałem też legendarnemu księgowemu Składnicy p. Piskorskiemu w pisaniu wniosków kredytowych. Dowiedziałem się, że wartość firmy hurtowej można policzyć „pod kredyt” albo też „pod prze-biegłego rewidenta” w zależności od wliczania bądź nie wartości towaru w konsygnacji w majątek firmy. Pierwszą znaną mi osobą, która w 1998 roku próbowała (bez skutku, tak teraz myślę) policzyć całość rynku był dyrektor handlowy Składnicy Jacek Jabłoński. Męczył mnie okrutnie i musiałem przerabiać temat w nieskończoność. Otrzymałem wszystkie numery branżowych pism – „Megaronu” i „Notesu Wydawniczego” – i dowiedziałem się, że dziennikarze mało wiedzą o rynku, o cenach, o zwrotach, o konsygnacji. Ani …
Wyświetlono 25% materiału - 902 słów. Całość materiału zawiera 3611 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki