Poniedziałek, 29 czerwca 2009
Rozmowa z Andrzejem Wienckiem – dyrektorem wydawnictwa Park
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeru250
Niedługo miną dwa lata odkąd sprzedał pan wydawnictwo Park grupie Wydawnictwa Szkolnego PWN. Czas na wstępne podsumowanie. Czego pan oczekiwał? Przede wszystkim stabilizacji. Chciałem działać w ramach dużej struktury wydawniczej, dość miałem bowiem roli średniej wielkości firmy, z którą niewielu na rynku się liczy, która nie jest partnerem dla dystrybutora czy sieci księgarskiej. Liczyłem też na wsparcie marketingowe. I pod tym względem trafiłem do bardzo dobrej grupy. Wydawnictwo Szkolne PWN ma świetnie zorganizowaną dystrybucję i takiż sam dział marketingu. To powinno się przekładać na wzrost sprzedaży publikacji Parku. Jak duży wzrost? Tu pana zaskoczę, bo nie wiem jeszcze, jakie są ostateczne wyniki za 2008 rok. I nie dlatego nie wiem, że ktoś to przede mną chciałby w grupie Wydawnictwa Szkolnego PWN ukryć, lecz szczęśliwie nie muszę się tym interesować. Jak to? Po prostu mogę skupić się na wydawaniu książek, a nie na ich sprzedaży, tak są podzielone zadania w grupie. Zna pan jednak pewnie jakieś oszacowania wartości sprzedaży? Szacunkowo w stosunku do ostatniego roku, w którym działaliśmy jako samodzielna spółka, wzrost jest kilkuprocentowy. Niewiele. Z tego, co pamiętam, na koniec 2006 roku przychody Parku wynosiły ok. 4,8 mln zł. Tak. Miał pan apetyt na więcej? Sprzedając firmę, nie kalkulowałem, jakie chciałbym osiągać w przyszłości przychody. Bardziej skupiałem się na możliwości realizowania planów wydawniczych. A gdy Park działał samodzielnie przychody spadały? Nieznacznie, ale systematycznie, w ostatnich dwóch latach samodzielności faktycznie spadały. Zwłaszcza 2007 rok, w którym sprzedawałem firmę, nie był najlepszy, wówczas bowiem czyściłem magazyny z zapasów z kilku ostatnich lat, sporo książek musiałem skierować na makulaturę… Dodajmy, że działał pan w bardzo trudnych, mocno obsadzonych przez konkurencję segmentach rynku – książki prawniczej i edukacyjnej… To prawda. I otrzymywałem wiele sygnałów ostrzegawczych, że jeśli czegoś nie zrobię z firmą, to ona tę walkę konkurencyjną może przegrać. Jednocześnie wiedziałem, że mam redakcję o dużym potencjale, który szkoda zmarnować. Brakowało mi jednak wsparcia marketingowego, o czym już wspomniałem. Poza tym myślę, że Park znalazł się w sytuacji dość typowej dla średniej wielkości firm, które mają już dość duże koszty, zatrudniają kilkanaście osób, a przychody nie pozwalają na bezpieczny rozwój i konieczne inwestycje. Małe, rodzinne przedsiębiorstwa, które zatrudniają jedną czy dwie osoby, mają małe koszty i mogą z powodzeniem realizować misję czy ambicje właściciela, a jednocześnie być jego źródłem satysfakcjonującego dochodu. Średnia firma natomiast z trudem zarabia na bieżące koszty i nie ma już wolnych środków na promocję czy analizy rynku, na które mogą sobie pozwolić duzi gracze. Jednocześnie średnia firma wciąż ściera się na rynku z tymi dużymi i jej pozycja jest zawsze niepewna. Czy przejście do większej struktury oznaczało wzrost rentowności produktów? Nie znam dokładnych danych, myślę jednak, że rentowność jest na podobnym poziomie, ale bezpieczeństwo funkcjonowania wyższe. Przypomnijmy, jak doszło do sprzedaży Parku. Cóż, kiedy dojrzałem do tej decyzji, zwróciłem się do Biblioteki Analiz o pomoc w znalezieniu inwestora i w poprowadzeniu negocjacji, gdyż moja wiedza w tym zakresie była niewystarczająca. I przez cały czas trwania rozmów z tego wsparcia korzystałem. Otrzymałem trzy propozycje kupna, a na finiszu nawet dołączyła czwarta. Jedna z ofert pochodziła od Wydawnictwa Szkolnego PWN. Biblioteka Analiz pomogła mi w wynegocjowaniu umowy, zarówno sprzedaży spółki, jak i mojego kontraktu. Dlaczego wybrał pan Wydawnictwo Szkolne PWN? Decydowała cena? Nie. Akurat – jak pan wie – Wydawnictwo Szkolne PWN oferowało za Park najniższą kwotę. Wybrałem jednak przyszłość dla siebie i firmy taką, która, w moim odczuciu, gwarantowała nam partnerskie traktowanie. I pod tym względem się nie zawiodłem. Ani razu przez te dwa lata nie potraktowano mnie tak, jak się traktuje małego, nieistotnego gracza. Przeciwnie, mam poczucie, że o sprawy wydawnicze spieram się z ludźmi, którzy mają tożsamy cel. I nawet jeśli nie udaje mi się przekonać kolegium redaktorów do jakiegoś pomysłu, zawsze otrzymuję merytoryczne uzasadnienie. Szczerze powiem, że byłem tym całkowicie zaskoczony, że można tak metodycznie, niemal biurokratycznie podchodzić do wydawania książek. Ale to procentuje – tu nie ma miejsca na porażki i nietrafione tytuły. Każda nowa pozycja, zanim zapadnie decyzja o jej wydaniu, poddawana jest dokładnej analizie pod kątem kosztów, możliwości sprzedaży, nakładu, ba – nawet formatu czy objętości. Założył pan przed laty firmę, w której samodzielnie mógł o wszystkim decydować. Tymczasem …
Wyświetlono 25% materiału - 684 słów. Całość materiału zawiera 2737 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki