Wtorek, 6 stycznia 2026
– Żeby była jasność – bibliotek nie cierpię! Wypożyczania książek nie znoszę. Najbardziej cierpiałem, gdy podczas studiów musiałem korzystać z publicznych bibliotek – wygłasza swoje credo. Ta przypadłość mola książkowego, krytyka literackiego, plastycznego i teatralnego Tadeusza Nyczka może dziwić, ale to właśnie ona doprowadziła do tego, że książki musiał mieć na własność. Biblioteka towarzyszyła mu, odkąd sięga pamięcią i „wlecze” się za nim podczas wszelkich przeprowadzek. Rozrasta się od dzieciństwa. Najpierw mu kupowano, teraz kupuje sam. Dwie biblioteki Efekt zbieractwa książkowego jest taki, że posiada parę tysięcy książek podzielonych na dwie główne biblioteki. Jedna mieści się w pięknym, dużym warszawskim mieszkaniu, druga – w letnim domu pod Łodzią. Tam trafiła część krakowskich zbiorów po przeprowadzce do Warszawy w 2016 roku. – Nie wiem, ile mam książek, bo ich liczba ulega zmianie. Część się wykrusza, sporo przybywa. Zresztą trudno zachować wszystkie. Przez sześć lat byłem w jury Nagrody Literackiej Nike i wtedy trafiały do mnie setki tytułów, które musiałem przeczytać. Dużą część z tego oddałem do lokalnych bibliotek. W podłódzkiej posiadłości zgromadził głównie beletrystykę, z nadzieją na zasłużony wolny czas na ich powtórną lekturę. W domu przechowuje książki przede wszystkim zawodowe, potrzebne do pracy, i kolekcje szczególnie ulubionych autorów. Tu też jest cała poezja, zajmuje sporo regałów. Znaczną część krakowskich zbiorów udało się przed przeprowadzką oddać do biblioteki krakowskiej szkoły teatralnej, w której pracował jako wykładowca ponad trzydzieści lat. Amerykańska literatura młodzieżowa Dziadek ze strony mamy przyjaźnił się z Brunonem Schulzem, pracowali w tym samym gimnazjum w Drohobyczu. Po ucieczce z zajętych przez Sowietów Kresów rodzice Nyczka zamieszkali w Krakowie, w zimnej, narożnej kamienicy. Poznali się w czasie wojny, mama – prawniczka, lwowianka, ojciec – inżynier, krakus. Oboje zaangażowani w życie kulturalne, tata był rodzinnym okolicznościowym wierszokletą (mój rozmówca ma to podobno po nim), uzbierali w domu solidną bibliotekę. Po kilkunastu latach borykania się z wnoszeniem węgla na trzecie piętro, rodzice zdecydowali się na przeprowadzkę do świeżo wybudowanego, pierwszego osiedla bloków w Nowej Hucie. Tata nadal kupował i znosił do domu wszystko, co ukazywało się w księgarniach, i tak zgromadził dzieła Sienkiewicza, Prusa, Słowackiego, Mickiewicza, Boya-Żeleńskiego, Żeromskiego. Tadeusz Nyczek wspomina okres powojenny jako sprzyjający dobrym i tanim zakupom, bo dzięki inicjatywie zaangażowanego wówczas w kulturalną odbudowę kraju znakomitego krytyka, niegdyś wojującego stalinisty, a późniejszego wybitnego emigranta-opozycjonisty Jana Kotta, wdrażano w życie jego ideę wydania w Polsce 100 najważniejszych książek od antyku do współczesności. Znalazły się na tej liście książki według Kotta reprezentujące m.in. prawdziwy realizm (w odróżnieniu od realizmu socjalistycznego, od którego Kott, choć ideowy stalinista, się odżegnywał). – Rodzicom zawdzięczam wspaniałą bibliotekę, bo poza polskim kanonem znalazł się w niej Balzak i Stendhal, i „Boska Komedia”, i w ogóle wiele światowej klasyki, ale pierwsze prawdziwe zauroczenie literackie kilkunastolatka to była amerykańska powieść podróżniczo- -przygodowa, czyli London, Cooper, Curwood, Twain. Doskonale pamiętam serię „Dookoła Świata”, którą kupowałem maniakalnie. Wtedy odezwała się moja żyłka kolekcjonerska i potrafiłem sprytnie, biegając po antykwariatach, uzupełnić wszelkie braki w serii. Książki przygodowe i podróżnicze służyły wtedy za okno na świat. Do tych fascynacji należały też książki indiańskie. Pamięta, jak nazywała się siostra Winnetou, zakochana w Old Shatterhandzie. – Nszo-Czi! A ojcem Winnetou był Inczu-Czuna, główny wódz plemienia Apaczów – recytuje zadowolony i od razu dodaje, że dziś zapomina tytuł książki czytanej przed kilkoma dniami, a przygody bohaterów Karola Maya czy pięcioksięgu Fenimore’a Coopera o ostatnim Mohikaninie utkwiły mu w głowie na zawsze. Pamięć dwunastolatka jest trwała jak piramida Cheopsa. Tak naprawdę przygodę czytelniczą zaczął w wieku trzech, może czterech lat. – Moją pierwszą prawdziwą miłością była zszywka rocznika „Płomyczek”, sklejona prawdopodobnie z przedwojennych numerów w jedną książkę. Uwielbiałem w niej bobrować. Były tam wspaniałe rysowane obrazki. To na nich i przy nich nauczyłem się składać literki, a moim ukochanym bohaterem był Plastuś wymyślony przez Marię Kownacką. Ten rocznik „Płomyczka” dla Tadeusza Nyczka był tym, czym dla innych małych dzieci pluszowy miś. Spał z nim, w kółko wertował, aż do zaczytania. „Płomyczek” wprowadził go w świat sztuki kompleksowo, bo stykał się w nim z wierszykami, opowiadaniami, zagadkami, rysunkami. Być może ten wielogatunkowy i multikulturowy charakter „Płomyczka” dał początek jego umiłowaniu wielu dziedzin sztuki naraz. Po szkole podstawowej wybrał liceum sztuk plastycznych, bo wolał rysować i malować, niż pisać. Zaczął kolekcjonować albumy, ale kluczowe okazało się to, że los postawił na jego drodze niezwykłego człowieka – szkolnego wychowawcę i profesora, który po latach stał się mentorem i przyjacielem. – Adam Hoffmann był jednym z dwóch ludzi, którzy nauczyli mnie życia: jacy powinniśmy być, czym jest świat, sztuka, wolność. Jemu zawdzięczam pierwsze dorosłe kierunki mojego myślenia. Adam Hoffmann był nie tylko nauczycielem w liceum plastycznym w Krakowie, ale również wykładowcą na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, prowadził Studium Pedagogiczne w krakowskiej ASP, był uznanym artystą malarzem i rysownikiem. Niemodny i lekcje literatury światowej Piętnaście lat po śmierci swojego mentora, w 2016 roku, Tadeusz Nyczek napisał felieton „Niemodny” do „Dialogu”, miesięcznika literacko-artystycznego, w którym tak opisał Adama Hoffmanna: „Był jedynym z prawdziwego zdarzenia Nauczycielem w każdym tego słowa znaczeniu, jakiego znałem. Jeśli sformułowanie »wychowywać przez sztukę« naprawdę coś znaczy, Hoffmann to właśnie robił… Hoffmann wszczepił nam na zawsze nieufność do tłumu, munduru, dziarskich okrzyków, maszerowania w nogę, szukania oparcia w partiach, związkach, kościołach i organizacjach”. W czasie liceum Nyczek był pod wrażeniem francuskiej poezji. Udało mu się kupić w antykwariacie „Antologię współczesnej poezji francuskiej” Adama Ważyka z 1947 roku, którą potem wielokrotnie czytał. – Mam ją do dziś. Nazwiska wszystkich francuskich poetów miałem wypisane na olbrzymim bloku rysunkowym: Bertrand, Nerval, Verlaine, Lautréamont, Rimbaud, Corbière, Cros, Mallarmé, Maeterlinck, Gide, Saint-Pol-Roux, Verhaeren, Moreas, James, Claudel, Noailles, Dereme, Duhamel, Larbaud, Apollinaire, Jacob, Cendrars, Tzara, Soupault, Fargue, Superville, Cocteau, Valery, Jouve, Eluard, Aragon. Prawdziwa mania. Kiedy Hoffmann poznał moje francuskie zauroczenie, przyniósł mi „Upadek” Alberta Camusa, po przeczytaniu którego na długo odjechałem. Co za książka! Odzierająca ze złudzeń, świetna literatura. Potem był „Obcy”, a później przeczytałem wszystko, co napisał Camus, i do dziś to jeden z moich świętych pisarzy. Tadeusz Nyczek wspomina, że przyjaźń z profesorem trwała aż do śmierci Adama Hoffmanna. – To był niezwykły człowiek, godzinami gadaliśmy o literaturze, sztuce, był zafascynowany psychologią, Antonim Kępińskim, który założył w szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie oddział arteterapii, leczenia poprzez sztukę, wraz ze swoim uczniem, znanym krakowskim psychiatrą, miłośnikiem i badaczem sztuki Janem Mitarskim. Uważali, że sztuką można kształtować osobowość nawet wariatów. Mnie ukształtowała. W początkach liceum trafił na inną prawdziwie „zbójecką” dla siebie książkę. To z niej naprawdę nauczył się literatury. Uważa, że człowiek, który ją napisał, wymyślił wiele jego późniejszych fascynacji literackich. Tym autorem okazał się przypadkowo poznany u wujostwa zaprzyjaźniony z nimi poeta i krytyk Zbigniew Bieńkowski. – Moi rodzice często wysyłali mnie, kilkunastolatka, do wujostwa na ferie do Warszawy, żebym się „ukulturalnił”. Ciotka była fanatyczką teatru i niemal codziennie chodziliśmy na przedstawienia. Raz wpadli jacyś „Zbyszkowie” na kolację i kanastę. Wciągnęli mnie w grę. Na tym spotkaniu Zbyszek Bieńkowski dał wujostwu świeżo wydaną książkę z serdeczną dedykacją. Rok wydania – 1960. „Piekła i Orfeusze” to zbiór esejów o wielkich nazwiskach z literatury francuskiej, m.in. Saint-Exupérym, Rogerze Martinie du Gardzie, Camusie, o egzystencjalistach: Sartrze, Simone de Beauvoir i jej „Mandarynach”, o Prouście, Butorze, Vercorsie, Baudelairze, Racinie, Rimbaudzie, Claudelu, Valérym, Aragonie. Ale i o fizyku atomowym Robercie Oppenheimerze, cybernetyce, Joysie, Franzu Kafce, o wielkich pisarzach powieści amerykańskiej – Hemingwayu, Steinbecku, Faulknerze. Po latach, już w wolnej Polsce, oficyna wydawnicza Łośgraf zdecydowała się w 2009 roku wypuścić kolejne, wolne od cenzury wydanie „Piekieł i Orfeuszy. Szkiców z literatury zachodniej”. Tadeusz Nyczek został poproszony o opatrzenie książki przedmową, gdzie napisał m.in. o wrażeniach z tamtej dawnej pierwszej lektury: „Zabrałem się do »Piekieł i Orfeuszy«. Bez specjalnego pojęcia, ki diabeł i jak się je itp. I po kilkudziesięciu stronach zwariowałem. Przede wszystkim natychmiast ukradłem ją wujostwu, pomimo demaskującej dedykacji. Mam tę książkę do dziś. Obwoluta jest porwana i postrzępiona, poplamiona paskami scotcha i nosi ślady wielokrotnego sklejania. Wewnątrz niektóre zdania są podkreślone ołówkiem, marginesy popisane mało już czytelnymi bazgrołami. Czytałem ją trzy, może cztery razy w całości i po wielokroć na wyrywki poszczególne szkice. Gdybym miał ratować płonącą bibliotekę, »Piekła« byłyby w pierwszej trójce wynoszonych z pożogi. …
Wyświetlono 25% materiału - 1234 słów. Całość materiału zawiera 4936 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
Koszt 9 zł netto. Dostęp czasowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Czas dostępu będzie odliczany od momentu wejścia na stronę płatnego artykułu. Dostęp czasowy wymaga konta w serwisie i logowania.
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Dostęp terminowy wymaga konta w serwisie i logowania.
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.
Zaloguj się