Poniedziałek, 16 lutego 2026
Czego nie powiedziałem na webinarze
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeruBiblioteka Analiz nr 659 (3/2026)

Autorka artykułu pisze, że mój webinar zakładał, że „Chłopki” odniosłyby sukces bez wydawcy. Nie zakładał. Pokazywałem matematykę – koszty produkcji, strukturę przychodów, podział między autora i wydawcę. Każdy mógł obejrzeć i wyciągnąć własne wnioski.

Nie twierdziłem, że Joanna Kuciel-Frydryszak powinna była wydać książkę sama. Twierdziłem, że warto policzyć, jak wyglądałyby liczby w alternatywnym scenariuszu. Bo o liczbach w tej branży mówi się zdecydowanie za mało.

O czym artykuł nie wspomina
Autorka broni wydawców. W porządku , jest redaktorką, to jej środowisko. Ale pomija pytanie fundamentalne: dlaczego autorzy w ogóle szukają alternatyw?

Kilka faktów z codziennej pracy:
• Standardowe honorarium to 8-12 proc. ceny okładkowej
• Autor często nie ma wpływu na okładkę, tytuł, cenę
• Rozliczenia raz na pół roku, czasem raz w roku
• Brak dostępu do bieżących danych sprzedażowych
• Prawa do książki zablokowane na lata

Czy to znaczy, że wydawcy są źli? Nie. To znaczy, że model ma określone parametry i nie każdemu autorowi te parametry odpowiadają.

Pomieszanie pojęć
Artykuł wrzuca do jednego worka:
1. Profesjonalny self-publishing (autor świadomie wybiera model, zatrudnia redaktora, grafika, sam zarządza projektem)
2. Vanity publishing instytucjonalny (gmina wydaje monografię za publiczne pieniądze)
3. Amatorskie wydania bez żadnej pomocy

To tak, jakby krytykować restauracje, pokazując zdjęcia ze stołówki zakładowej.

Przykład „Rity i konia” jest słuszny – to rzeczywiście źle wydana książka za publiczne pieniądze. Ale co to ma wspólnego z autorem, który świadomie wybiera self-publishing, zatrudnia profesjonalistów i kontroluje cały proces?

Argument o nagrodach
Cytuję: „żadnej książce literackiej wydanej w trybie self-publishingu nie przyznano liczącej się nagrody literackiej”. To prawda. Ale co z tego?

Po pierwsze – większość regulaminów nagród literackich z definicji wyklucza self-publishing. Trudno wygrać w konkursie, do którego nie można się zgłosić.

Po drugie – self-publishing świetnie działa w kategoriach, gdzie nagrody literackie są nieistotne: poradniki, książki biznesowe, rozwój osobisty, nisze hobbystyczne, literatura gatunkowa. Autor książki o hodowli pszczół nie potrzebuje Nike. Potrzebuje dotrzeć do 5000 pszczelarzy, którzy kupią jego książkę.

Po trzecie – większość autorów nie pisze po nagrody. Pisze, żeby dotrzeć do czytelników i z tego żyć.

Czym zajmuje się Imker
Dla jasności: Imker to firma self-publishingowa, logistyczna i fulfillmentowa. Obsługujemy wysyłkę paczek – ponad 4000 dziennie, w sezonie 8-15 tys. Od 2012 roku wspieramy też autorów w self-publishingu.

Nie przekonujemy nikogo, że powinien wydawać sam. Nie mówimy, że wydawcy są niepotrzebni. Oferujemy infrastrukturę dla tych, którzy świadomie wybrali tę ścieżkę.

Mamy ponad 300 autorów. Część z nich wcześniej wydawała w tradycyjnych wydawnictwach i świadomie zmieniła model. Część pisze w niszach, którymi wydawcy się nie interesują. Część ma własną publiczność i nie potrzebuje pośrednika.

Co faktycznie robią wydawcy
Zgadzam się z autorką w jednym: dobry wydawca robi dużo więcej niż „redakcja, skład i druk”. Profesjonalne wydawnictwo to kompetencje, doświadczenie, kontakty, dystrybucja, marketing, zarządzanie prawami.

Problem w tym, że nie każdy wydawca jest dobry. I nie każdy autor potrzebuje pełnego pakietu usług wydawniczych. I nie każda książka pasuje do modelu tradycyjnego wydawnictwa.

Zamiast podsumowania
Rynek się zmienia. Autorzy mają dziś wybór, którego nie mieli 20 lat temu. Mogą wydać tradycyjnie, mogą wydać sami, mogą wybrać model hybrydowy.

Zamiast straszyć „targowiskiem próżności” i wrzucać wszystkie formy self-publishingu do jednego worka z gm innymi monografiami, warto może porozmawiać o tym, jak ten rynek naprawdę wygląda. Z liczbami, bez emocji.

Na koniec tylko dodam, że nazywam się Bartnik, nie Barnik. W tekście o profesjonalizmie wydawniczym i wadze redakcji literówka tego typu to jednak szczegół wart odnotowania.

Jeśli autorka artykułu chciałaby poznać perspektywę praktyka – zapraszam na rozmowę.

1 „Targowisko próżności”, Ewelina Szyszkowska, „Biblioteka Analiz” nr 2/26

(s. 10)

Autor: Krzysztof Bartnik