Wtorek, 9 grudnia 2025
Rozmowa z PIOTREM SZAROTĄ, autorem książki „Felicita!”
Siłę sprawczą książki stanowiło pokrewieństwo autora z jej bohaterką? To był punkt wyjścia, ale zadecydowała postać głównej bohaterki – Anny Marii Stegemann, która dała się poznać operowej i teatralnej publiczności jako Felicita Vestvali. Podobnych kobiecych postaci było w tamtych czasach (mówimy o połowie XIX wieku) naprawdę niewiele, poprzez swoją niezależność, niekonwencjonalny styl życia i odwagę w realizowaniu marzeń przystaje ona bardziej do współczesności niż do swojej epoki. Jej biografia to pełna rozmachu, epicka historia, która rozegrała się w kilkunastu krajach pod obu stronach Atlantyku. Czemu diva o renomie interkontynentalnej popadła w zapomnienie? Nie jest to chyba odosobniony przypadek, do pewnego stopnia mógł to być efekt specyfiki tamtej epoki. Nie zachował się praktycznie żaden ślad jej talentu wokalnego, partie, które wykonywała na scenie operowej, nie mogły być przecież rejestrowane, pierwsze nagrania tego rodzaju to początek XX wieku, a ona śpiewała do 1863 roku. Nie ma też dokumentacji, która dawałaby wyobrażenie o jej aktorstwie, zdjęcia przedstawiają ją nie na scenie, lecz w fotograficznych studiach, ówczesna technika nie pozwalała na ujęcia w ruchu, nie mówiąc już o zapisie filmowym. Dotyczy to oczywiście wszystkich artystek i artystów scenicznych, którzy występowali w czasach poprzedzających wiek XX, a fakt, że o niektórych z nich mimo wszystko nie zapomnieliśmy, wynikać może z wielu czynników. Na pewno przetrwały w pamięci postacie, które już za życia dorobiły się statusu legendy, jak Sarah Bernhardt, albo takie, które funkcjonowały w obrębie kulturalnej elity – jak wielka śpiewaczka Pauline Viardot, która znała dobrze George Sand, Chopina, Berlioza i romansowała z Turgieniewem. Vestvali można nazwać artystką osobną, była też wieczną outsiderką, podróżującą primadonną, która nigdzie nie była w pełni u siebie, to właśnie mogło przyczynić się do tego, że stosunkowo szybko o niej zapomniano. W przeciwieństwie do Viardot nie uczyła też śpiewu, nie wykształciła więc grona śpiewaczek, które mogłyby w pewnym stopniu podtrzymywać pamięć o swojej mistrzyni. Wykonywała głównie operowe partie męskie!? Biorąc pod uwagę jej głos – kontralt – nie ma w tym akurat nic niezwykłego, podobnie było w przypadku innej wielkiej gwiazdy opery – zmarłej niedawno Ewy Podleś. Partie męskie pisane z myślą o śpiewaczkach były bardzo popularne pod koniec XVIII wieku i na początku kolejnego stulecia, potem moda na nie przeszła. Warto jednak zaznaczyć, że Vestvali śpiewała też partie kobiece, a szczególną popularnością cieszyła się jako Azucena w „Trubadurze” Verdiego. To właśnie tą rolą zadebiutowała w La Scali w 1853 roku. Dlaczego po paśmie sukcesów wokalnych porzuciła śpiew? Myślę, że mógł zadecydować przypadek. Latem 1863 roku dostała w Nowym Jorku propozycję …
Wyświetlono 25% materiału - 371 słów. Całość materiału zawiera 1485 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
Koszt 9 zł netto. Dostęp czasowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Czas dostępu będzie odliczany od momentu wejścia na stronę płatnego artykułu. Dostęp czasowy wymaga konta w serwisie i logowania.
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Dostęp terminowy wymaga konta w serwisie i logowania.
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.
Zaloguj się