środa, 29 lipca 2026
Rozmowa z PAWŁEM FILAREM, prezesem zarządu firmy Platon
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeruBiblioteka Analiz nr 670 (14/2026)
Od ponad trzech dekad obserwujesz zmiany zachodzące na polskim rynku książki. W 1995 roku wraz z Jackiem Darowskim założyłeś firmę Platon, która dziś jest jednym z największych dystrybutorów na polskim rynku książki. Czy obecny model dystrybucji książek w Polsce wymaga zmian? Platon działa na rynku od 1995 roku, choć moje doświadczenia w branży książkowej zaczęły się jeszcze wcześniej, zanim powstała spółka. Przez te lata bardzo wiele się zmieniło. Pamiętam ranking Biblioteki Analiz, w którym zestawiono wszystkich działających wówczas dystrybutorów książek. Niedawno do niego wróciłem i zobaczyłem, że Platon znajdował się wtedy wśród około 50 firm, zajmując odległe, około 40. miejsce. To pokazuje, jak długą drogę przeszliśmy, aby znaleźć się w miejscu, w którym jesteśmy teraz. Dziś możemy powiedzieć, że jesteśmy jednym z liderów rynku dystrybucji książek w Polsce. Koncentrujemy się przede wszystkim na książkach i właśnie w tym obszarze budujemy swoją pozycję. Wielu z dystrybutorów ze wspomnianego rankingu z różnych powodów zniknęło już z rynku. Nie sądzę jednak, że wynikało to wyłącznie z błędów w zarządzaniu poszczególnych firm. Gdyby tak było, upadłoby najwyżej kilka przedsiębiorstw. To raczej sygnał, że branża dystrybucji książek boryka się z głębszym, strukturalnym problemem. Rynek książki od lat przechodził trudne okresy, ale największe wyzwania wydają się dziś dotyczyć właśnie modelu funkcjonowania dystrybucji. W ostatnim czasie rynek książki mocno odczuł problemy, a następnie zniknięcie z rynku firmy dystrybucyjnej Azymut. Wydaje się, że Platon częściowo na tym skorzystał, przejmując m.in. dystrybucję książek wydawnictw PWN, PZWL oraz innych oficyn, które wcześniej współpracowały z Azymutem. Jak te zmiany wpłynęły na układ sił w branży dystrybucyjnej? Nie chciałbym komentować sytuacji konkretnych podmiotów. Atak hakerski to niezwykle trudne doświadczenie dla każdej firmy. Bardzo współczuję całemu zespołowi, który musiał zmierzyć się z tą sytuacją. My od lat przykładamy dużą wagę do kwestii bezpieczeństwa, a po tych wydarzeniach przeprowadziliśmy dodatkowy audyt i nadal wzmacniamy nasze zabezpieczenia. Takie sytuacje nie cieszą nikogo, ponieważ są uderzeniem w polską gospodarkę, w polskie firmy. Od wielu lat konsekwentnie realizujemy przyjętą strategię rozwoju. Zakłada ona wzrost w wybranych segmentach rynku oraz duże inwestycje w infrastrukturę i logistykę. Z roku na rok przybywa nam także księgarń, sklepów i bibliotek, z którymi współpracujemy. Dystrybucja książek jest działalnością kapitałochłonną i niskomarżową. Dlatego warto odróżnić rabat dystrybucyjny od realnej marży dystrybutora. Wysoki rabat udzielany dystrybutorowi nie oznacza wysokiego zysku – z tej wartości finansowane są koszty logistyki, magazynowania, obsługi zamówień, zwrotów, pracy zespołów oraz rabaty przekazywane dalej do kanałów sprzedaży. W praktyce istotna część rabatu trafia więc dalej do klientów dystrybutora, często na poziomie ponad 40 proc. ceny detalicznej książki. Finalnie, gdy analizujemy zarówno nasze wyniki, jak i innych, to realna rentowność firm dystrybucyjnych, o ile w ogóle osiągają zysk, wynosi średnio zwykle około 1–2 proc. Podobnie dystrybutorów detalicznych. To bardzo niewiele i według naszych wyliczeń najmniej w całym łańcuchu wartości rynku książki. Jednocześnie zwrócę uwagę na presję kosztową, która w ostatnich latach rosła i nadal rośnie po stronie dystrybutorów – sama płaca minimalna wzrosła w 2023, 2024 i 2025 o odpowiednio 20 proc., 19 proc. i 9 proc. Do tego dochodzą wzrosty cen energii, paliw, inflacja, która wpływa na czynsze. Jak pokazuje historia, wielu dystrybutorów tej presji nie przetrwało. Dlatego o opłacalności tego biznesu decyduje przede wszystkim skala działania – odpowiednie wolumeny, efektywna logistyka i możliwość negocjowania korzystniejszych warunków na przykład z firmami kurierskimi. Bez efektu skali prowadzenie takiej działalności jest niezwykle trudne, niemal niemożliwe. Nie możemy zapominać, że to właśnie dystrybutorzy tworzą infrastrukturę dostępności książki, nie są wyłącznie pośrednikami w łańcuchu wartości – są platformą, dzięki której książka trafia do czytelnika. To my zapewniamy dostępność tysięcy tytułów w księgarniach, sklepach internetowych, bibliotekach i innych kanałach sprzedaży. W wywiadzie dla „Pulsu Biznesu” zwróciłeś uwagę, że rynek dystrybucji, którego roczne przychody wynoszą 1 mld euro, już teraz działa na minimalnych marżach rzędu 1-2 proc. Proponowane przez Ministerstwo Kultury rozwiązania, mające na celu ograniczenie zysków dystrybutorów, niosą ze sobą poważne ryzyko. Zmniejszenie rentowności sprawi, że sieci handlowe i markety zaczną zastępować książki na swoich półkach innymi, bardziej opłacalnymi artykułami. Rynek książki jest zbyt złożony, żeby jeden ustawowy instrument mógł rozwiązać jego problemy. Istnieją dwie kluczowe kwestie. Po pierwsze, zrozumiałe jest, że państwo chce aktywnie zająć się rynkiem książki, który do rozwoju potrzebuje odpowiedniego wsparcia. Natomiast zawsze punktem wyjścia powinien być czytelnik. Każde rozwiązanie legislacyjne trzeba oceniać z punktu widzenia czytelnika: czy książka będzie łatwiej dostępna, czy będzie kupowana częściej, czy więcej osób po nią sięgnie. W mojej ocenie w założeniach Ministerstwa zupełnie zabrakło dyskusji o wsparciu dla całego rynku – jak zwiększyć jego wartość. Najważniejsze powinno być nie to, jak podzielić istniejący, relatywnie mały polski rynek o wartości ok. 1 mld euro, ale jak go rozwijać i powiększać. Zdecydowanie potrzebujemy większego rynku, nie tylko innego podziału wartości. To właśnie powinno być naszym głównym celem, to jest kluczowe – a tego wątku w ogóle nikt nie porusza w przestrzeni publicznej. Nadal nie znamy projektu ustawy, ale już dziś widać, że dystrybucja i sprzedaż książek działa na minimalnych marżach, pełniąc jednocześnie kluczową funkcję, ponieważ zapewnia możliwie szeroką dostępność książek dla czytelników. Jednym z dyskutowanych elementów ustawy jest wprowadzenie maksymalnych rabatów dystrybucyjnych. Moim zdaniem takie rozwiązanie może dodatkowo ograniczyć i tak już minimalną, bliską zeru rentowność tej części rynku książki. Myślę, że nie pomoże to budowaniu szerokiej dostępności książek, a wręcz przeciwnie. Na pewno jako branża powinniśmy wspólnie oczekiwać rozwiązań ją wspierających, szczególnie, gdy mówimy o niskonakładowych publikacjach specjalistycznych, ambitnej literaturze pięknej czy niszowych picturebookach dla dzieci. Na razie nie znamy jednak szczegółów proponowanych zmian – dysponujemy jedynie wstępnymi założeniami, które mogą być częścią szerszego planu. Jeśli ustawodawca rzeczywiście chce pomóc rynkowi książki, powinien patrzeć na niego całościowo. Nie chodzi tylko o uregulowanie zasad funkcjonowania branży, ale także o działania, które przyczynią się do wzrostu czytelnictwa w Polsce. Od lat zwraca na to uwagę Fundacja Powszechnego Czytania: czytanie rozwija samodzielne i krytyczne myślenie, buduje świadomość społeczną. Trudno wskazać jego wady. Dlatego wspieranie czytelnictwa powinno być jednym z priorytetów państwa. Niestety od wielu lat poziom czytelnictwa utrzymuje się na tym samym, bardzo niskim poziomie. Patrzyłbym więc na ten problem szerzej. Dziś dla książki ogromną konkurencją są inne formy spędzania czasu jak serwisy streamingowe, media społecznościowe i inne formy cyfrowej rozrywki. Rezygnacja z czytania przez kolejne pokolenia jest nie tylko problemem społecznym i edukacyjnym, ale też ekonomicznym dla rynku książki. Dlatego jako branża powinniśmy wspólnie zastanowić się, jak skuteczniej zachęcać ludzi do czytania i sprawić, by książka była atrakcyjną alternatywą dla innych sposobów spędzania wolnego czasu. Gdy rozmawialiśmy w 2020 roku, kiedy kandydowałeś na stanowisko prezesa Polskiej Izby Książki, opowiadałeś się za ustawą o jednolitej cenie książki, która mogłaby „istotnie wpłynąć na dostępność polskiej kultury dla czytelników, a także na poziom czytelnictwa w Polsce”. Czy teraz się zmieniło twoje stanowisko w tej kwestii, czy rynek książki wymaga dziś uporządkowania? Choć mówimy o rynku książki, która jest dobrem narodowym, funkcjonuje on na zasadach wolnorynkowych. Dlatego jeśli ustawodawca chciałby wprowadzić jakieś zmiany, powinien spojrzeć na cały ekosystem książki w sposób kompleksowy. Nie mówię „nie” regulacjom, ale regulowanie cen nie powinno być traktowane jako podstawowe narzędzie rozwoju czytelnictwa. Nie wykluczam, że dobrze przygotowana ustawa, uwzględniająca wiele różnych czynników, mogłaby pomóc branży. Trzeba jednak patrzeć szerzej – nie tylko na książkę papierową, ale także na e-booki i audiobooki, których popularność bardzo szybko rośnie. Najważniejsze pytanie brzmi: jak zachęcić ludzi do czytania i kupowania książek? Na świecie funkcjonują różne rozwiązania, takie jak bony na kulturę dla młodych, bony na zakup książek czy zwolnienia podatkowe na zakup książki. W Polsce główną formą instytucjonalnego wsparcia czytelnictwa jest program wsparcia bibliotek, który na pewno jest potrzebny, ale przykłady innych krajów pokazują, że różne formy mogą z powodzeniem funkcjonować obok siebie. W naszym kraju główny ciężar wsparcia jest w tej chwili realizowany oddolnie. Działają organizacje, takie jak Fundacja Powszechnego Czytania, prowadzone są różne lokalne projekty promujące czytelnictwo, w tym także inicjatywy, w które angażuje się Platon. Od samego początku wspieramy finansowo akcję „Tata też czyta”. Wspólnym interesem wszystkich uczestników rynku powinna być większa liczba czytelników i większy wolumen sprzedaży książek. Jako dystrybutor robimy wszystko, żeby książki jak najszerzej udostępniać czytelnikom. Od początku stawialiśmy na strategię wielokanałową. Oczywiście, księgarnie zawsze były i pozostają dla nas bardzo ważne, bo od nich zaczynaliśmy. Ale jednocześnie staramy się docierać z książką wszędzie tam, gdzie pojawia się zarówno stały czytelnik, jak i czytelnik okazjonalny. Przy obecnym poziomie czytelnictwa w Polsce powinniśmy być obecni z ofertą książkową w wielu różnych kanałach sprzedaży. Branża robi naprawdę dużo, aby promować czytanie i my również wspieramy takie działania, jak tylko możemy. Potrzeba jednak większego zaangażowania. W promocję czytelnictwa mogłyby włączyć się na dużo szerszą skalę instytucje czy media publiczne. Dziś w telewizji, zwłaszcza w czasie największej oglądalności, jest niewiele programów promujących książki i czytanie. Takie działania państwo, w tym MKiDN, może podjąć już teraz, nie jest do tego potrzebna specjalna ustawa. Warto więc spojrzeć na ten problem z szerszej perspektywy i zastanowić się, co możemy zrobić, aby …
Wyświetlono 25% materiału - 1460 słów. Całość materiału zawiera 5842 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
Koszt 9 zł netto. Dostęp czasowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Czas dostępu będzie odliczany od momentu wejścia na stronę płatnego artykułu. Dostęp czasowy wymaga konta w serwisie i logowania.
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Dostęp terminowy wymaga konta w serwisie i logowania.
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.
Zaloguj się