Piątek, 10 września 2010
Rozmowa z Henrykiem Tokarzem, prezesem Izby Księgarstwa Polskiego
CzasopismoWiadomości Księgarskie
Tekst pochodzi z numeru64
Od jak dawna jest pan związany z Izbą Księgarstwa Polskiego? Od początku istnienia tej organizacji, czyli od maja 2006 roku. Byłem w pierwszej grupie członków-założycieli Izby. Jak przebiegała pańska droga w IKP? Zaczynałem jako zwyczajny członek, następnie zostałem przewodniczącym Oddziału Kujawsko-Pomorskiego w Bydgoszczy. Trzy lata temu kandydowałem na stanowisko prezesa Izby, ale wówczas księgarze dokonali innego wyboru, co – muszę przyznać ze smutkiem – nie było najlepszym rozwiązaniem. Decyzją ostatniego Walnego Zgromadzenia Członków IKP zostałem wybrany na prezesa. Nie ukrywam, że obecnie pełnienie tej funkcji jest o wiele trudniejsze, niż jeszcze trzy lata temu. Dlaczego?Łatwiej było zostać prezesem, kiedy byt księgarzy był zagrożony z powodu działań rządu, parlamentu, także dużych sieci detalicznych.Trudniej jest też dlatego, że ludzie są rozczarowani działalnością różnego rodzaju organizacji, do których należą. Ich zdaniem nie warto się angażować w działania, które nie przynoszą im konkretnych, wymiernych korzyści. To prawda, że działalność IKP jest różnie oceniana. Jakie jest pana zdanie w tej sprawie? Według mnie największym pozytywem jest sam fakt powstania Izby. Zgodnie z założeniami miała ona reprezentować interesy swoich członków, czyli księgarzy i hurtowników. Życie pokazało, że bywa z tym różnie, ponieważ poszczególne podmioty mają często odmienne oczekiwania – inne są potrzeby i oczekiwania księgarzy, a inne hurtowników. Księgarze także nie stanowią jednorodnej grupy…Zgadza się, również wśród nich zdarzają się rozbieżne interesy. W efekcie takiego stanu rzeczy, po kilku latach działalności, wiele podmiotów albo rezygnuje z przynależności do Izby, albo przyjmuje bierną postawę wobec podejmowanych działań. Główny problem rynku księgarskiego stanowi fakt, że różni jego uczestnicy dość często i na wielu obszarach występują przeciwko sobie. Oczywiście jest to efekt braku odpowiednich regulacji samego rynku książki. Żadna władza do dziś nie określiła, czy książka ma być dobrem kultury i jako takie powinna być odpowiednio traktowana. W związku z tym jest zwyczajnym towarem i każdy aktywny na tym rynku podmiot stosuje różne metody, aby realizować jak najwyższą sprzedaż. Często wygląda to tak, że wydawca zajmuje się jednocześnie dystrybucją i handlem detalicznym. Często też sprzedaje książki po cenie niższej, niż ta, po której zakupuje ją księgarz. Istnieją też firmy, które oprócz sprzedaży hurtowej prowadzą sprzedaż detaliczną i to na warunkach hurtowych. W efekcie coraz częściej okazuje się, że księgarnia zwyczajnie nie ma komu sprzedać książek, ponieważ rynek został już nasycony ofertą kierowaną bezpośrednio od wydawców i hurtowników. Ilu obecnie członków liczy Izba? Między 140 a 150. A jaki wynik by pana satysfakcjonował? Moim marzeniem, być może tylko w wymiarze wirtualnym, jest żeby do organizacji księgarskiej należało 95 proc. podmiotów funkcjonujących na tym rynku, podobnie jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii. Na polskie warunki zadowalające będzie, jeśli w każdym powiecie znajdzie się co najmniej jedna stowarzyszona w ramach Izby księgarnia, co dałoby liczbę 350 członków. Żeby nie budować pańskiego wizerunku tylko i wyłącznie jako marzyciela, proszę opowiedzieć nam coś o sobie.Cóż, jestem osobą bardzo upartą. Działalnością społeczno-polityczną zajmuję się od 1980 roku. Najpierw w związkach zawodowych, następnie w różnego rodzaju organizacjach społeczno-politycznych. W latach 1990-1994 byłem radnym Rady Miejskiej w Żninie, zaś od reformy administracyjnej w 1998 roku nieprzerwanie jestem radnym Rady Powiatu w Żninie. A ile lat działa pan na rynku księgarskim? Pod koniec 1990 roku wraz z żoną przejęliśmy księgarnię po Domu Książki w Żninie, którą prowadzimy do dnia dzisiejszego. Mamy najsilniejszą pozycję na rynku lokalnym. Czego, pana zdaniem, nie udało się do tej pory zrobić Izbie, a co jest numerem jeden, jeżeli chodzi o potrzeby środowiska? Priorytetowa jest oczywiście Ustawa o książce, która od dłuższego czasu nie może przebić się do świadomości decydentów – parlamentu i rządu. W dalszym ciągu staramy się pozyskać w tych kręgach odpowiednio silne wsparcie. Wiadomo jednak, że jest to zadanie bardzo trudne, ponieważ w tej kwestii nawet wśród księgarzy istnieje poważna różnica poglądów. Gdyby na naszym gruncie udało się przeforsować Ustawę o książce w wersji francuskiej bądź niemieckiej, wówczas byłaby szansa, że przy stałości i niezmienności cen księgarz miałby większe szanse do konkurowania na rynku. Natomiast obecnie dochodzi do sytuacji, w których poszczególne tytuły sprzedawane są po cenach niższych od tych, po których księgarz kupuje je w hurtowni czy u wydawcy. Znakomitym przykładem takiego procederu jest najnowsza książka Dana Browna „Zaginiony symbol” sprzedawana w sklepach sieci Biedronka. Czy nie jest to jednak przypadek jednostkowy?Zdecydowanie nie zgadzam się z takim poglądem. Wystarczy wejść do Internetu i przejrzeć możliwości zakupu pakietu podręcznikowego „Wesoła szkoła” Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Niemal natychmiast można znaleźć ofertę, z którą księgarz w żaden sposób nie jest w stanie konkurować, ponieważ cena, po której sam kupuje ten produkt, jest nieco wyższa niż ta, po której książki wystawione są na portalach internetowych. Jaki jest więc pana pomysł na Izbę Księgarstwa Polskiego? Po pierwsze, Izba jest organizacją samorządu gospodarczego, ma swoje władze statutowe w postaci Rady, Komisji rewizyjnej i Zarządu. Prezes jako jeden z członków organu na co dzień zarządza całą tą strukturą. W pierwszej kolejności trzeba ustabilizować sytuację wewnątrz organizacji, która po okresie działalności poprzednich władz nie jest najlepsza. Nie chciałbym jednak szczegółowo rozwijać tego wątku. Po drugie, trzeba przystąpić do realizacji …
Wyświetlono 25% materiału - 822 słów. Całość materiału zawiera 3288 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki