środa, 26 sierpnia 2026

Dlaczego zdecydowaliście się jako Koalicja Czytająca Polska na formułę listu otwartego do premiera Donalda Tuska? Po części dlatego, że taka jest przyjęta formuła komunikacji z decydentami w rządzie. Zależy nam, by wzbudzić pewną refleksję. To nie jest z naszej strony atak na rząd, list otwarty został przez nas świadomie napisany w łagodnej formie. Nie był to ruch nastawiony na budowanie krytyki. Chodziło nam o to, by dorzucić do dyskusji merytoryczny głos. List otwarty był przydatny do tego, by położyć na stole publiczny temat, który uznajemy za istotny. A nie jest trochę tak, że inteligencja pisze listy otwarte do polityków od lat, a ci je ignorują? Nie mówię, że tym razem list otwarty będzie nieskuteczny, ale w przeszłości podobne inicjatywy tak się często kończyły. Może lepiej działać zakulisowo – jak grupy lobbystów? Oczywiście, zawsze jest szansa, że ten temat przepadnie. Wybraliśmy drogę pomiędzy opcją atomową, czyli próbą zebrania 100 tys. podpisów, a opcją polegającą na dotarciu do rządzących zakulisowo przez znajomości. Opcja rozpoczęcia otwartej debaty wydawała nam się najlepsza. Mówimy głośno i przede wszystkim publicznie o czymś, co jest ważne dla naszej społeczności. Poza tym jesteśmy transparentni w naszych działaniach. Jakie widzicie największe trudności w realizacji waszego celu? W naszej propozycji powołujemy się na przykład ze Szwecji, gdzie plus-minus 80 proc. populacji ma w ciągu roku styczność z książką. W Polsce ten wynik jest niemal dwa razy niższy. Z tego wynika pewien paradoks. Dla tamtejszych decydentów, ale też dla tamtejszej społeczności jest czymś oczywistym, że należy wspierać czytelnictwo. Stojące przed nami wyzwanie niejako się przez to multiplikuje. Nie dość, że z punktu widzenia społeczeństwa styczność z książką ma mniejszość, to przecież nasi rządzący wywodzą się właśnie z tego społeczeństwa. Ale dlatego tym ważniejsza staje się otwarta rozmowa na ten temat. Na oficjalną odpowiedź ze strony premiera i rządu jest zapewne za wcześnie, ale czy dostaliście jakikolwiek sygnał z otoczenia Donalda Tuska, że wasz list dotarł i został odnotowany? Tak, dostaliśmy potwierdzenie z Kancelarii Premiera w formie pisma z elektronicznego obiegu dokumentów. Otrzymaliśmy informację, że zgodnie z podziałem odpowiedzialności list został przekazany Ministerstwu Kultury jako wniosek o zabezpieczenie środków w budżecie na 2027 rok. Odbieramy to pozytywnie. Obecnie toczy się dyskusja na temat przyszłorocznego budżetu i chcemy, żeby nasz głos w niej wybrzmiał. A dlaczego zaadresowaliście list do premiera, a nie właśnie do ministry kultury? Doszliście do wniosku, że taki krok zapewni sprawie większy medialny rozgłos? Napisaliśmy do premiera przede wszystkim dlatego, że nie mówimy o czytaniu jako o elemencie kultury i jej promowaniu na arenie lokalnej bądź międzynarodowej. Zwracamy uwagę na coś zupełnie innego – zarówno na indywidualną odporność na dezinformację, jak i na społeczną czy grupową odporność rozumianą jako gotowość do współpracy, naszą sprawczość i poczucie, że mamy na coś wpływ. Oprócz tego poruszamy też w liście wątek rozwoju sztucznej inteligencji. Musimy przygotować nasze mózgi na czasy dominacji AI. Jeżeli marzymy o Polsce nowoczesnej i gotowej na wyzwania stawiane nam przez współczesność, nasze mózgi muszą skutecznie zarządzać mózgami sztucznymi. To tematy, które zauważalnie wykraczają poza dział przypisany Ministerstwu Kultury. I wkraczają w działkę bezpieczeństwa obywateli? W naszym liście jest zawarty postulat, żeby budowanie kompetencji miękkich, w tym poprzez pisanie i czytanie, wpisać do Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2027–2031, który właśnie powstaje i będzie w przyszłości intensywnie rozwijany. Naszą intencją było nie tylko, żeby położyć na stole takie rozumienie czytania. Czytelnictwo na stałe przypisane jest do działu kultury, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, dlatego pozostaje w domenie bibliotek i szkół. Wydaje się nam natomiast, że w obliczu stojących przed nami wyzwań cywilizacyjnych, oprócz tych wymienionych chodzi też o dobrostan i budowanie stabilności psychicznej, musimy podejść do czytania szerzej. Również w obliczu badań, które udowodniły jego wpływ na te kwestie. Co konkretnie chcecie swoimi działaniami osiągnąć? Nie chodzi nam o wywołanie rewolucji w legislacji. Chcemy przede wszystkim budować świadomość tego, że mamy na wyciągnięcie ręki narzędzie umożliwiające budowanie odpowiedzi na najważniejsze wyzwania współczesności, które jest niedrogie, a jednocześnie szeroko dostępne. Zwracacie jednak uwagę w liście na podjętą przez obecny rząd decyzję o zamrożeniu Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa i postulujecie o jego przywrócenie. Dlaczego tak wam na tym zależy? To pytanie zahacza o szerszą kwestię, czyli: jaki jest tak naprawdę związek między czytaniem a odpornością i dlaczego w niestabilnych czasach mielibyśmy wydawać pieniądze na rzecz pojmowaną przeważnie jako zwykła rozrywka. Uważamy, że istniejący program można łatwo zaadaptować do współczesnych potrzeb. Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa istnieje od 10 lat i w jego ramach kilkaset milionów złotych rocznie było wydawanych na czytelnictwo. Nam nie chodzi o promowanie jakiegoś noblisty czy konkretnego typu literatury, lecz o trwające latami procesy, których nie należy przerywać. One może nie są najbardziej medialne, bo zdecydowanie łatwiej wyobrazić sobie wizję, że każda gmina w Polsce będzie …
Wyświetlono 25% materiału - 726 słów. Całość materiału zawiera 2906 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.













