środa, 12 sierpnia 2026
Rozmowa z Adamem Olesiewiczem, prezesem zarządu Edu-Książka
Od jak dawna jest pan związany ze spółką Edu-Książka? To jest moja pierwsza praca! Wprawdzie wcześniej pracowałem w Booklandzie, ale w 2015 roku doszło do połączenia spółek i od tego czasu jestem związany z Edu-Książką. Od 2018 roku byłem wiceprezesem, a od prawie pięciu lat jestem prezesem firmy. A od kiedy istnieje Edu-Książka? Edu-Książka powstała w 2007 roku jako połączenie części hurtowych Book landu, Omnibusa i Integry. W 2014 roku dołączyła jeszcze spółka Cegielski z Koszalina. Pierwszym prezesem został Piotr Szafranek i przez wiele lat zarządzał firmą praktycznie samodzielnie. 1 lutego 2015 roku spółka przejęła księgarnie stacjonarne z wcześniej wymienionych spółek. Początek naszej spółce w obecnym kształcie dała konferencja prasowa, jaka odbyła się na początku lutego 2014 roku, podczas której ogłoszono program bezpłatnych podręczników. Wtedy właściciele podjęli decyzję, żeby spółki Bookland, Omnibus i Integra oraz firmę Cegielski z Koszalina połączyć w jeden organizm, co, jak wspomniałem, nastąpiło formalnie 1 lutego 2015 roku. A kto jest właścicielem Edu-Książka? Jesteśmy spółką opartą na wyłącznie na polskim kapitale. Udziałowcami są osoby fizyczne, które były właścicielami poszczególnych spółek, czyli Integry – Andrzej Klimowicz, Book landu – Sylwia i Bogdan Orłowscy oraz Stanisław Dec, mój poprzednik na stanowisku prezesa zarządu, Omnibusa – Barbara i Tadeusz Majchrzakowie oraz Bartosz Bielicki, a także Piotr Cegielski z Cegielski i Spółka. Udziałowcy nie są zaangażowani w bieżące zarządzanie spółką ani w jej operacyjne funkcjonowanie. Za zarządzanie i rozwój firmy odpowiadamy wspólnie z Piotrem Szafrankiem. Czyli zarząd jest dwuosobowy? Zarząd jest dwuosobowy, wspierany dodatkowo przez dyrektora zarządzającego Łukasza Kuklę oraz dyrektor operacyjną Agnieszkę Dzieszko-Szymańską. W jakiej kondycji jest dziś spółka? Bardzo dobrej. W zeszłym roku spółka osiągnęła ponad 220 mln zł ze sprzedaży i zatrudnia 150 osób. Nie każda firma ujawnia takie dane…. To jedna z naszych cech, na którą zwracamy szczególną uwagę, czyli na transparentność. Informacje na temat obrotu czy rentowności nas uwiarygodniają. Niestety, jest to bardzo rzadkie podejście w naszej branży… To chyba z czegoś też wynika. Dobre wyniki nie są powodem do wstydu. Nie rozumiem tego, natomiast tak niestety jest. Zostałem nauczony, że warto działać transparentnie i bardzo się tego trzymam. Widzę też, że otwarte dzielenie się informacjami z partnerami – przede wszystkim z branży, jak i spoza niej – jest bardzo cenione. Dzięki temu nasi partnerzy wiedzą, że mają do czynienia z kimś, kto myśli długofalowo. Mam poczucie, że Edu-Książka chodzi własną ścieżką… Od wielu lat zdecydowanie tak. Myślę, że wynika to z naszego DNA. Początkowo byliśmy przede wszystkim dystrybutorem materiałów do nauki języków i od końca lat dziewięćdziesiątych ściśle współpracowaliśmy z wydawnictwem Pearson. Ta współpraca zapewniała nam stabilne źródło przychodów i pozwalała się rozwijać. Rynek publikacji językowych funkcjonował wtedy trochę obok reszty rynku edukacyjnego, a tym bardziej całego rynku wydawniczego – rządził się własnymi zasadami. W praktyce działały na nim głównie dwie firmy: my, czyli Edu- -Książka (i wcześniej wymienione spółki) oraz Polanglo. Myśmy się odnosili się do Polanglo, a Polanglo do nas i tak funkcjonowaliśmy. W 2008 roku otworzyliśmy się na pozostałe podręczniki szkolne i zaczęliśmy mocniej wchodzić w ten sektor oraz budować swoją pozycję. Potem pojawiła się beletrystyka, czyli szeroko rozumiane książki z innych sektorów niż podręczniki, ale również non-fiction, gry, puzzle, zabawki czy artykuły papiernicze. Zauważyliśmy, że aby skutecznie sprzedawać podręczniki, musimy mieć szerszą ofertę. Dzięki temu jesteśmy atrakcyjniejszym partnerem dla klientów. Jest to również sposób na ograniczenie wpływu zmian demograficznych, które od lat są jednym z największych wyzwań dla rynku edukacyjnego i mają duży wpływ na naszą działalność. Jest jeszcze trzeci aspekt, być może nawet najważniejszy. Jeśli chcemy inwestować na przykład w logistykę, musimy sprawić, aby nasza sprzedaż była bardziej równomierna w ciągu roku. Chodzi o zmniejszenie różnicy między najsłabszym a najlepszym miesiącem, co daje firmie większą stabilność i ułatwia planowanie inwestycji. Gdy porównaliśmy naszą sezonowość sprzedaży z konkurencją, okazało się, że różnica między najsłabszym a najlepszym okresem wynosiła w ich przypadku dwu- lub trzykrotność, a u nas nawet ośmio- lub dziewięciokrotność. Kiedy koszty stałe zaczęły rosnąć, uznaliśmy, że musimy poszerzyć ofertę. Chodziło o to, aby sprzedawać więcej przez cały rok, a nie tylko w sezonie podręcznikowym i dzięki temu zapewnić firmie większą stabilność. To właśnie dlatego częściowo odeszliśmy od naszej dotychczasowej, wyspecjalizowanej ścieżki. Dziś stawiamy na jak najszerszą ofertę. Intensywnie ją rozbudowujemy – obecnie obejmuje już około 100 tys. indeksów i cały czas rośnie. Naszym celem jest zapewnienie klientom możliwie największego wyboru oraz szerokiej dostępności. Wspomniał pan o momencie, w którym ogłoszono, że wchodzą bezpłatne podręczniki dla szkoły podstawowej. Jak pan dzisiaj ocenia tę decyzję i jej wykonanie? To wywróciło rynek. Mam bardzo ambiwalentne odczucia. Z jednej strony z rynku zniknęło wiele podmiotów hurtowych, z którymi bezpośrednio konkurowaliśmy, ale też niestety dużo większa liczba księgarń, które nie były w stanie funkcjonować bez podręczników, szczególnie w małych miejscowościach, gdzie nie ma szkół średnich. W krótkim czasie zostały totalnie odcięte od źródła przychodów. Z drugiej strony te zmiany spowodowały wymuszenie profesjonalizacji rynku, bariera wejścia zdecydowanie poszła do góry. Wcześniej miałem wrażenie, że jeżeli ktoś nie wie, co ma w życiu robić, to podejmował się sprzedaży podręczników w sezonie. Sprzedawców tymczasowych było wówczas sporo. Ale to powodowało, że jakość obsługi było dość niska, moralność płatnicza również. Teraz to się zmieniło. Obecnie wymagania stojące przed dystrybutorami, nie tylko już podręczników, są dużo, dużo wyższe. Reforma niechcący spowodowała zmiany na rynku. Zostało mniej podmiotów, ale te, które funkcjonują, są dużo lepiej zorganizowane, dużo bardziej efektywne. Natomiast oceniam ją niezbyt pozytywnie. Była częścią kampanii wyborczej, związana była z walką polityczną. Można było niewielkim kosztem zyskać kilka punktów procentowych. Tak należy na to patrzeć. Można było jednak lepiej wprowadzić zmiany. Kierunek może był sensowny, natomiast można było to zrobić lepiej – z udziałem księgarń, bez pominięcia branży. Należy też wspomnieć o wydawcach podręczników. Tu nastąpiła zdecydowana konsolidacja i mniejsi wydawcy wypadli z rynku. Bardzo elegancko pan to powiedział, bo sytuacja była dramatyczna. Przez kilka lat byłem przewodniczącym Rady Programowej Targów Edukacja w Kielcach, w których co roku uczestniczyło 40-50 oficyn edukacyjnych. Targi kieleckie były głównym miejscem spotkań branży edukacyjnej. Ale po ogłoszeniu reformy w ostatniej edycji Targów brały udział tylko dwa wydawnictwa edukacyjne – Pazdro i WSiP. Dlatego dyrekcja targów kieleckich zdecydowała o zamknięciu tego wydarzenia. I obecnie w Polsce nie ma targów książki edukacyjnej... Zmiany niekoniecznie poszły w dobrym kierunku. I to już jest nie do odwrócenia. Mamy chyba nieszczęście, że jesteśmy na tyle mało istotną częścią biznesu, czy generalnie gospodarki, że traktuje się nas po macoszemu. Wyjaśnijmy co jest przedmiotem obrotu handlowego w zakresie edukacji, a co nie jest. Na pewno nie są nimi podręczniki dla klas od 1 do 8… I tak, i nie. Wbrew pozorom na wolnym rynku podręczniki do klas 1-8 stanowią dużą część sprzedaży. Zresztą wydawcy częściowo też są tym zaskoczeni. A chodzi o tak zwane „odkupy”. Są to podręczniki, które rodzice kupują po to, żeby dziecko miało drugi podręcznik w domu i nie musiało przynosić go ze szkoły. To są też „odkupy”, jeżeli dziecko uszkodziło bezpłatny podręcznik i musi zwrócić nieuszkodzony. I z naszej perspektywy to są istotne wartości, chociaż jako Edu-Książka nie uczestniczymy bezpośrednio w sprzedaży tej oferty do szkół podstawowych. Poza jednym wyjątkiem, jakim jest oferta Hachette FLE (j. francuski), którego jesteśmy wyłącznym dystrybutorem. Stanowi to niewielką część naszej oferty, ale stanowi. Jest jeszcze wydawnictwo Editnos (j. hiszpański), którego podręczniki są poza dotacją, czyli rodzice dodatkowo za nie płacą. Natomiast sprzedaż podręczników do klas 1-8, czyli oferty dotacyjnej Nowej Ery, WSiP-u, Macmillana, Pearsona i jeszcze kilku innych wydawców na wolnym rynku osiąga kilka milionów złotych, można mówić nawet o dwucyfrowej wartości. Na poziomie szkoły podstawowej istotny obszar stanowią podręczniki do …
Wyświetlono 25% materiału - 1242 słów. Całość materiału zawiera 4970 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.














